• Wpisów:83
  • Średnio co: 19 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 20:58
  • Licznik odwiedzin:5 877 / 1664 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nazywam się Felicja, historia mojego życia zaczęła się w małej wiosce, zwanej niegdyś Zdrójcą, stolicą dobrego wina. Miejsce, w którym się wychowałam, było tylko maleńką częścią całego naszego magicznego świata Riveri, na który składały się trzy krainy, Junar, Emri i nasza Entia.
Mieszkałam razem z mamą i tatą, byłam ich jedynym dzieckiem, kochali mnie ponad wszystko.
Nasz mały, murowany domek stał tuż pod lasem duchów, o którym krążyły mrożące krew w żyłach legendy. Z tego powodu goście odwiedzali nas bardzo rzadko, a dokładniej mówiąc raz w roku, gdy tata świętował swoje urodziny. Ludzie z wioski byli chytrzy i uwielbiali kiedy ktoś wystawiał huczne przyjęcia, gdzie można się najeść i napić do syta, a przy okazji posłuchać wieści o tym kto co robi, kto gdzie jest. Zdrójcę zamieszkiwali tylko i wyłącznie ludzie i większość z nich nie wierzyła w magiczne istoty, które pojawiały się w historiach.
Nasz gatunek jest strasznie dziwny, nie posiadamy przeważnie żadnych mocy i śmierć dopada nas kiedy przekraczamy wiek stu lat. Nic ciekawego o nas się nie da powiedzieć, więc zacznę moją opowieść.
W naszej chatce panował chaos, trwały przygotowania do pięćdziesiątych urodzin mojego ojca, Arkady. W kuchni mama razem z babcią przygotowywały najrozmaitsze potrawy i przeszukiwały spiżarkę w celu znalezienia jak najlepszego wina, natomiast paru mężczyzn obok domu stawiało drewniane ławy i stoły. Siedziałam u siebie w pokoju i wyglądałam przez okno, obserwowałam las duchów, ten do którego nie można nam wchodzić, zawsze on mnie ciekawił i kiedyś byłam bliska tego aby do niego wejść, jednak mama mnie powstrzymała. Nagle rozległo się pukanie do drzwi, pomyślałam, że ci który pomagają przy przyjęciu, żądają już zapłaty, więc chwyciłam woreczek z monetami i podążyłam aby in go wręczyć.
Kiedy otworzyłam, wyciągnęłam przed siebie rękę i powiedziałam.;
-Jeszcze nie minęło południe, a wy już żądacie zapłaty!-nim się zorientowałam, że to nie byli pracownicy, było już za późno. Przede mną stał wysoki, ciemnooki, brunet. Nie widziałam jego twarzy nigdy w naszej wiosce, poczułam się upokorzona.
-Przepraszam drogą niewiastę, ja nie żądam niczego więcej niż twojego pięknego uśmiechu.-skinął głową i chwyciwszy moją dłoń, pocałował ją.
-Spodziewałam się mężczyzn, którzy pomagają.-próbowałam się tłumaczyć, jednak nic z tego nie wychodziło, gdyż jego oczy były hipnotyzujące.
-Rozumiem, że to ty jesteś tą jedyną córką Arkady?-ten młodzieniec był bardzo dobrze wychowany, mówił powoli i z dziwnym akcentem, zastanawiało mnie co tak zamożny robi w naszej małej, szarej wiosce.
-Tak, nazywam się Felicja, czego pan szuka u nas?
-Możesz na mnie wołać Łukasz, moja rodzina przeniosła się do tej wioski, gdyż nasz dom spalił ogień, ogień wiedźmy.-uśmiechnął się i spojrzał mi prosto w oczy.
-Współczuję, musi to byś okropny ból.-nie wiedziałam co mu odpowiedzieć.
-Przychodzę z zapytaniem o to czy razem z ojcem możemy zawitać na dzisiejszej uroczystości?
-Oczywiście, że tak!-nie mogłam się pohamować i krzyknęłam głośno.
-Jest mi niezmiernie miło.-ponownie skłonił głową i odszedł. Nie mogłam wyjść z wrażenia jego cudowną osobą, obserwowałam go aż do czasu kiedy wsiadł na konia, a potem zniknął za pagórkiem. Nigdy nie lubiłam przyjęć i zazwyczaj przesiadywałam wtedy w domu i czytywałam księgi. Uwielbiałam to robić, zagłębiałam się w najrozmaitszych historiach i odpływałam.
Większość zapisów, które znajdowały się u mnie w pokoju, były zakazane, ludzie potępiali tych, którzy wierzyli w to, że inne istoty są pokojowo nastawione do nas, a w tych historiach właśnie tak to było przedstawione. Tym razem jednak nie mogłam się doczekać momentu, w którym zaczną przychodzić goście, zacznie się biesiada i na naszej posiadłości postanie stopa Łukasza. Nawet nie zajrzałam do nowych ksiąg, które babcia sprowadziła dla mnie z dalekich storn, a tylko siedziałam na podłodze i co chwila wyglądałam przez okno, by zobaczyć czy niebo chodź trochę pociemniało.;
-Felicja pomogłabyś mamie, a nie tylko siedzisz i się patrzysz w stronę tego lasu!-kiedy podeszłam do okna, usłyszałam głos ojca, który stał w progu i palił fajkę.
-Tym razem nie spoglądałam na las..-odpowiedziałam i zaśmiałam się.
-To co jest powodem twojego zamyślenia?-pogładził się po swojej siwej i krzaczastej brodzie .
-Nie ważne Arkado, nie ważne.-powiedziałam i bez zastanowienia wybiegłam z chatki.
Nasza ziemia nie graniczyła tylko z tym strasznym lasem, ale także i z normalnym, w którym miałam swoje ulubione miejsce, a był nim wodospad, o którym wiedziała tylko moja rodzina.
Przechadzając się po pobliskich łąkach i zbierając piękne niczym wiosenny poranek kwiaty, wpadłam na pomysł, że pokażę Łukaszowi te magiczne wody. Długi czas nie czułam się tak szczęśliwa jak w tamten pamiętny dzień, wszystko sprawiało, że uśmiech na mojej twarzy zatrzymywał się przez cały czas. Byłam tak zafascynowana pięknem przyrody i kojącym śpiewem ptaków, że nim się zorientowałam nastał wieczór. Niebo przyodziało ciemną szatę i przystroiło się w najdroższe i najpiękniejsze kamienie, gwiazdy. Zbiegając z pagórka, gubiłam po drodze kwiaty dla ojca, jednak nie chciałam się spóźnić na rozpoczęcie.
Kiedy znalazłam się na podwórku, nie mogłam wyjść z zachwytu, było tam wiele ludzi, a na wszystkich twarzach widniały szczere uśmiechy. Próbowałam znaleźć w tłumie mój obiekt westchnień, ale na próżno, z każdą sekundą robiło się coraz ciemniej i moje szanse malały.
Kiedy odpuściłam poszukiwania, rozpoczęła się tradycyjna mowa mojego ojca.
Oczy wszystkich wtedy były skierowane na niego i słuchali go z zawziętością, widać było, że każde słowo biorą do siebie. Arkada był znany w naszej Zdrójcy, wszyscy go bardzo szanowali, mówił on zawsze mądrze i z sensem. Obserwowałam twarze rodziny, która siedziała najbliżej mnie, co chwila każdy z nich potakiwał lub szeptał coś pod nosem.
Nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu, odwróciłam się i ujrzałam uśmiechniętego Łukasza.;
-Chodź ze mną.-przybliżył się do mnie i wyszeptał, a ja bez odpowiedzi udałam się tam gdzie chciał mnie zaprowadzić, chodź zastanawiałam się co nowa osoba w tej wiosce może wiedzieć o jej najpiękniejszych zakątkach. W końcu oddaliliśmy się trochę od całej biesiady, gdzie właśnie zaczęła się zabawa, muzyka rozbrzmiewała, wszyscy tańczyli i popijali piwo, a gdzieś po kątach staruszkowie opowiadali dzieciom znane legendy.
-Więc gdzie mnie prowadzisz?-spojrzałam na jego oczy, które przypominały mi dwa kasztany.
-To pytanie ja powinienem skierować do ciebie.-zaśmiał się i zaczął biec przed siebie, na łąkę gdzie wcześniej zbierałam kwiaty.
-Czekaj!-chciałam dotrzymać mu kroku jednak on był szybki niczym wiatr.
W końcu przystanął i spojrzał na mnie jakby chciał mi coś powiedzieć, ale nie widział jak to ubrać w słowa.
-Już wiesz gdzie chcesz mnie zaprowadzić?-zapytał i pocałował w policzek.
-Chodź za mną.-przejechałam lekko dłonią po jego twarzy i ruszyłam ku wodospadowi.
Z traw udaliśmy się na drogę, która wiodła od początku naszego miasteczka, przez naszą ziemię aż kończyła się i zaczynało stare opuszczone miasto. Jednak nie ona prowadzi tam gdzie się udawaliśmy. Musieliśmy wejść w las, znałam tam każde drzewo, każdą roślinkę i wszystkie zwierzęta, tamto miejsce było moim drugim domem. Łukasz ze zdziwieniem przyglądał się jak moimi bosymi stopami stąpam po mchu czy mokrej ziemi. Las był piękny, drzewa tutaj wydawały się mieć własne życie, pięły się niczym góry pod same niebo, a ich konary były straszliwie grube. Ludzie bali się do niego wchodzić ze względu na jego magiczny wygląd i dziwne roślinności, myśleli też, że to nadal jest las duchów.;
-Zdradzisz mi Felicjo, gdzie mnie prowadzisz?-Łukasz chwycił mnie za dłoń i spojrzał prosto w oczy. Poczułam jak jego wzrok wnika w moja duszę, czułam, że nasze spotkanie i jego przybycie do wioski nie było przypadkiem.
-Jeszcze tylko kilka pagórków i znajdziemy się tam gdzie chcę cię zaprowadzić. Nie bój się jestem tylko człowiekiem.-zaśmiałam się i ruszyłam przed siebie.
Gdyby nie ogniki, nie dotarlibyśmy na miejsce, jednak one oświetlały nam drogę, a były to małe owady, które miały zdolność świecenia białym światłem. Szum wody dał mi znać, że zbliżamy się do celu, a nim był wodospad Shari, nazwany na cześć królowej wód całej Entii, czytałam o niej w księdze legend. Kiedy zza krzaków wyłoniła się rzeka Ares, moje serce zaczęło się radować. Uwielbiałam tutaj przychodzić i obmywać nogi w jej czystych i bezpiecznych wodach. Nie była ona zbytnio głęboka ani szeroka. Przepływała prawie przez naszą całą krainę, a kończyła się właśnie w Zdrójcy, małym wodospadem i przepięknym jeziorkiem, które znajdowały się w gwałtownym spadzie, dlatego też kiedyś wybudowano kamienne schody i most. Babcia opowiadała mi, że w dawnych czasach wojny, plemiona starych Elfów osiadały te tereny i stwarzały bezpieczne fortece, a to miejsce było jedną z nich.
Kiedy zeszliśmy na dół i Łukasz ujrzał to piękno, które nasz otaczało, zaniemówił z wrażenia. Widziałam jak jego oczy pochłaniają piękny cyjanowy kolor wody i formację skał, oraz największą atrakcję, posąg Shari, który był nieco zestarzały i porośnięty mchem, ale i tak robił duże wrażenie. Byłam jedną z niewielu mieszkańców mojej wioski, którzy interesowali się historią naszych krain i innymi stworzeniami, niektórzy ludzie nawet próbowali szerzyć teorię tego, że jest tylko jedna Entia i nic więcej, jednak w takim miejscu jak to, czuje się, że wszystko co jest zapisane na stronicach, jest prawdą.
  • awatar ι'м мσяє тнαи нυмαи ♡: Zaniemówiłam, zupełnie jak Łukasz, ale nie z powodu pięknego widoku, ale z racji tego, że od tak dawna szukałam opowiadania w tych klimatach i BUM! Mam je przed sobą. Muszę ci szczerze powiedzieć, że piszesz naprawdę ujmująco i ciekawie. Podobają mi się zastosowanie najróżniejszych epitetów i porównań. *Wybacz, gadam jak zbzikowana polonistka. Hahah* W skrócie: Naprawdę mi się podoba i z chęcią przeczytam wszystko co napiszesz. ;)
  • awatar Will Give You My Heart ♥: Fantastyczny rozdział! Moim zdaniem piszesz po prostu świetnie ;) Jestem ogromnie ciekawa co będzie dalej. PS. Jeżeli możesz powiadom mnie kiedy dodasz już kolejny rozdział ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nie wiem o co chodzi, ale nie jestem wstanie dodać nowego wpisu z opowiadaniem, gdyż pinger mi to odrzuca i nic nie mogę zrobić..no cóż.
  • awatar Czarownica .: @Will Give You My Heart ♥: Dziękuję bardzo i oczywiście spróbuję.
  • awatar Will Give You My Heart ♥: Może spróbuj dodać tak zwany "pusty wpis". W tabeli gdzie najczęściej wpisujesz rozdział napisz tylko kropkę i go dodaj. Wpis powinien się ukazać, a wtedy kliknij edytuj i wpisz rozdział. Powinno pomóc. Ja robię tak zawsze, gdy rozdział nie chce mi się dodać. Pozdrawiam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Długo nie pisałam nic i muszę się przyznać, że się za tym stęskniłam. W moim życiu trwał ostatnio bardzo burzliwy okres, ale myślę, że o tym tutaj się rozpisywać nie będę.
Więc przechodząc do rzeczy..wpadłam na pomysł napisania opowiadania, które już widnieje na moim blogu..OD NOWA! Dlaczego? Po co? Już tłumaczę..
Zaczynając "przygodę" z pisaniem..nie bardzo wiedziałam o czym będzie opowiadanie i pisałam wszystko spontanicznie..co wpadło mi do głowy, to znalazło się w rozdziale..ale czytając to opowiadanie, widzę, że nic się ze sobą nie klei, a w głowie mam mały zamysł i kilka poprawek, które chciałabym wprowadzić. Długo nad tym myślałam i w końcu doszłam do wniosku, że kiedyś i tak to zrobię..a więc dlaczego by nie teraz? Już niedługo ukaże się nowy rozdział, ulepszony..pierwszego rozdziału..oczywiście bohaterzy i fabuła zostaje prawie nietknięta! Mam nadzieję, że znajdzie się jedna osoba zainteresowana! : ))
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Minęło kilka dni od pochowania Alisy, nadal odczuwałam smutek i ból. Leo starał się być silny i przy wszystkich udawał, że czuje się coraz lepiej, jednak ja widziałam jak potajemnie wymykał się w nocy i płakał. Chciałam mu pomóc, ale nic nie mogłam zrobić. Wiedziałam, że osobę pogrążoną w żałobie i smutku, lepiej zostawić samą sobie, niż dręczyć ją słowami "wszystko będzie dobrze".

Dzień chylił się ku końcowi, przechadzałam się po wioskach i obserwowałam Elfy. Nagle ujrzałam, że Ed wychodzi z czyjejś chatki i rozgląda się dookoła.;
-Ed!-krzyknęłam i chrząknęłam głośno.
-Felicja?!-kiedy usłyszał, że go wołam, przestraszył się i wydawało się, że nie chciał aby kto ktokolwiek go tam widział.
-Co ty tu robisz?-podeszłam do niego i spytałam.
-Nic,nic..a ty?-starał się zmienić temat i usiłował schować niewielkie zawiniątko pod szatę.
-Spaceruje po wioskach i obserwuje jak Elfy władają mieczem, w końcu jutro zaczynam naukę..-odpowiedziałam i westchnęłam głośno.
-Rozumiem..-nagle na drodze, którą wcześniej szłam, pojawiły się postacie odziane w czarne szaty, a w dłoniach trzymali dziwne kije. Gdy tylko weszli do wschodniej wioski, wszyscy mieszkańcy schowali się w domach, a na drodze zostaliśmy tylko my. Usłyszałam cichy, znajomy głos, który wołał moje imię. Kiedy owe postacie zbliżyły się do nas, poczułam jakbym była jedną z nich.;
-Witajcie. Masz to czego chciałem?-na przodzie gromady zakapturzonych nieznajomych, stał najwyższy z nich. Kiedy wyciągnął dłoń w stronę Eda, zobaczyłam, że na jego ciele widnieją dziwne napisy.
-Mam tylko tyle..-Ed rozwinął mały kawałek materiału i moim oczom ukazał się dziwny srebrny pył.
-Głupcze! Umawialiśmy się! Na nic mi tyle!-zakapturzony mość wpadł w furię i strącił zawiniątko z pyłem. Wampir od razu rzucił się na ziemię i starał się coś zebrać, jednak wszystko szybko wchłonęło się i został tylko skrawek materiału.
-Ed! O co chodzi!?-on ciągle siedział na ziemi i załamany spoglądał na mnie jakby chciał mnie przeprosić.
-Felicja..nie chcę cię w to mieszać.-powiedział i złapał się za głowę.
-Kim są ci ludzie?-spojrzałam na grupę zakapturzonych mości, a oni się zaczęli śmiać.
-Nie jesteśmy ludźmi..-ich przywódca złapał mnie za dłoń i wtedy ujrzałam jego oczy, były całe czarne i kiedy w nie patrzałam, czułam jak dreszcz przechodzi moje całe ciało.
-Czym wy jesteście!?-wyrwałam się z uścisku i zaczęłam krzyczeć.
-Felicja! Nie, nie pytaj..-Ed wstał z ziemi i położył mi dłoń na ramieniu.
-To kochaneczku już czas, nie spełniłeś obietnicy, idziesz z nami.-kiedy usłyszałam to zdanie, zaczęłam płakać, nie mogłam tego powstrzymać.
-Przepraszam cię, powiedz Cameronowi i Jasonowi żeby się nie martwili.-nagle jeden z czarnych jeźdźców podszedł do Eda, wyciągnął różdżkę i zakręcił nią małe kółko. Usłyszałam cichy pisk i zobaczyłam, że ręce mojego przyjaciela oplata cieniuteńka złota niteczka.
-Gdzie ty idziesz?-ocierałam łzy z policzków i wrzeszczałam.
-Jeszcze się zobaczymy!-on się tylko uśmiechnął i ruszył z czarnymi przybyszami.
-Nie!-zaczęłam za nimi biec, ale jeden z nich ponownie wyciągnął różdżkę i rzucił na mnie jakieś dziwne zaklęcie. Odleciałam daleko do tyłu i uderzyłam mocno o ziemię.
-Nie! Co wy robicie! Macie jej nic nie robić..prawda!?-poczułam ogromny ból głowy i byłam ledwo żywa, z oddali słyszałam jak Ed się z nimi awanturował, ale oni odpowiedzieli jakimś zaklęciem, przez które wampir wrzeszczał z bólu.
Kiedy nieznajome mi postacie zniknęły z Podgórza, Elfy zaczęły wychodzić z domów. Wszyscy byli zszokowani moim widokiem, jednak ja nie wiedziałam czemu
Leżałam w miejscu i wpatrywałam się w niebo, zapowiadało się na deszcz, w pewnym momencie podszedł do mnie młody Elf;
-Nic ci nie jest?-jako jedyny odważył się mnie zapytać o to jak się czuje, inni stali z boku i się przyglądali.
-Nie.-powiedziałam i wstałam.
-To Felicja! To ona!-wszyscy szeptali kiedy obok nich przechodziłam, a ja na to nie reagowałam i myślałam tylko o Edzie. Chociaż bolała mnie głowa, udałam się do zamku i kiedy już stałam przed głównymi wrotami, bałam się wejść do środka.
-To twoja wina..mogłaś go obronić.-ciągle karałam się w myślach o to, że nie ma ze mną mojego przyjaciela wampira. W końcu się przemogłam i po długich przemyśleniach weszłam do środka. Kiedy przekroczyłam próg, minęłam się z Blorinem, który od dłuższego czasu chodził po królestwie i dużo myślał, był nieobecny. Przeszłam krótki korytarz i udałam się do sali, w której wszyscy spożywali posiłek.;
-Felicja!? Co się stało?-kiedy Christopher mnie ujrzał, od razu wstał i podbiegł do mnie.
-Ed..-wyszeptałam i mocno sie w niego wtuliłam.
-Co z Edem?-spojrzałam na Sauna, który bacznie przyglądał się innym wampirom.
-Przyszli po niego i zabrali..chciałam pomóc, ale oni mieli różdżki..i Ed kazał powiedzieć Cameronowi i Jasonowi żeby się nie martwili..-powiedziałam i spuściłam głowę.
-Rozumiem..a jak wyglądali ci, którzy po niego przyszli?-Cameron patrzał prosto przed siebie i mocno ściskał w rękach kawałek chleba Elfów, natomiast Jason starał się dowiedzieć czegokolwiek.
-Byli wysocy..odziani w czarne szaty, w rękach trzymali dziwne kije..a ciała mieli pokryte różnymi napisami. Kilku z nich było także wyposażonych w różdżki..
-Zobowiązywał się?-Saun spojrzał na Jasona, który ze smutkiem w oczach przytaknął.
-Do czego się zobowiązywał?-odskoczyłam na bok i spojrzałam na wysokiego towarzysza, który zdawał się nie być wzruszony porwaniem Eda.
-Później się dowiesz, proszę zwołać radę..-król Atharin wydał polecenie i wyszedł z pomieszczenia. Między nami panowała dziwna atmosfera, każdy widział to, że powoli wszyscy nasi przyjaciele umierają. Bałam się, że nie dam rady i nie sprostam zadaniu jakie mnie będzie czekało, gdyż sama nie wiedziałam na czym ono ma dokładnie polegać, tak na prawdę nikt nie wiedział. Czułam, że opadam z sił, nie zdążyłam się pozbierać po śmierci Diachn i Alisy, a już zaginął mój następny towarzysz. Nic nie mogłam zrobić, pragnęłam po cichu wyruszyć z Podgórza i sama zrobić to co by do mnie należało, jednak nie wiedziałabym gdzie iść dalej i co zrobić.
Po dość długim czasie oczekiwania zostałam zaproszona do sali, w której odbywało się zgromadzenie. Kiedy weszłam do środka zostałam poproszona, abym usiadła i wyciągnęła przed siebie ręce.;
-Musimy coś zrobić..-Moran podszedł do mnie i wyciągnął z małego pudełeczka igłę i złotą nić.
-Co z tym będziecie robić?-niepewnie spojrzałam na Elfa i schowałam dłonie za siebie.
-Spokojnie..poczujesz tylko małe ukłucie.-wyciągnął w moją stronę rękę, a ja nie wiedziałam co zrobić, jednak po chwili namyślenia zgodziłam się na dziwny rytuał. Moran wbił delikatnie igłę w mój nadgarstek i oplótł mi nić w okół niego i na koniec znów ją wbił w moje ciało. Po chwili nić zaczęła świecić i przemieniła się w złotą linię na nadgarstku. Nie mogłam w to uwierzyć, przyglądałam się temu z każdej strony i ciągle nie mogłam pojąć jaki to ma cel.
-Dobrze,skoro została oznaczona..możemy zaczynać.-Blorin i reszta zgromadzonych położyli dłonie na środku stołu, a po chwili ich spojrzenia skierowały się w moja stronę.
-Połóż dłoń.-Saun powiedział i uśmiechnął się.
-Złożymy teraz przysięgę.-wykonałam polecenie i czekałam.
-Przysięgnijcie zawsze chronić naszą królową Felicję, choćbyście mieli za nią umrzeć, choćbyście mieli poświęcić ukochane wam osoby, zawsze będziecie ją chronić i o nią dbać, od tego momentu ona jest dla was najważniejsza.-kiedy usłyszałam słowa przysięgi wzdrygnęłam się na samą myśl, że ktoś będzie gotów to zrobić.
-Przysięgamy.-po chwili wszystkie osoby obecne w sali odpowiedziały jednym chórem, a dziwne linie na naszych dłoniach zaświeciły się.
-Zostaliście połączeni w jedna wielką rodzinę.-naprzeciwko mnie siedziała starsza przygarbiona pani, która przypominała Diachn, jednak w jej oczach widziałam coś innego, jakby moc i energię, podczas całej ceremonii wypowiadała dziwne słowa, wiedziałam, że jest czarownicą.
-I co teraz?-wzdychnęłam głośno i spojrzałam na wszystkich, którzy siedzieli z kamiennymi twarzami i wpatrywali się we mnie jak w obrazek.
-Jutro wczesnym ranem wyruszycie.-nagle Blorin wstał i szybko wyszedł z pomieszczenia, po nim po kolei wychodziły inne stworzenia.
-Chodźmy na słówko.-Michael chwycił mnie za rękę i wciągnął na swoje plecy, a chwilę później znaleźliśmy się nad wodospadem.
-Nie rób tak więcej, nie jestem wampirem..nie przyzwyczaiłam się do tak szybkiego poruszania się.-kiedy postawił mnie na ziemi, czułam jak kręci mi się w głowie.
-Dobrze..przepraszam, ale nie chciałem żeby ktoś widział, że cię tutaj zabieram, nie ufają nam.-on spojrzał na mnie posmutniałym wzrokiem i uśmiechnął się.
-Czemu meni tu przyprowadziłeś?-zapytałam i założyłam ręce, czekając na odpowiedź.
-Przez tą całą ceremonię zapomniałaś o Edzie..
-Co z nim?!-kiedy przypomniał mi o moim przyjacielu poczułam jak łzy napływają mi do oczu.
-Właśnie dlatego tu jesteśmy, chcę ci wytłumaczyć dlaczego go zabrali.
-Mów..
-Pamiętasz kiedy się poznaliśmy? Mieszkaliśmy wtedy w małym domku na Monotolii i mówiliśmy ci, że nie pijemy ludzkiej krwi, ani innych stworzeń tylko zwierząt..
I to nie jest takie proste, kiedy nasi ojcowie i nasza rodzina przeszła na stronę zła, musieliśmy się zobowiązać, że nigdy nie tkniemy krwi żadnego stworzenia prócz zwierząt, jeśli byśmy tego nie zrobili to znaleźlibyśmy się po stronie ciemności..Ci, którzy po niego przyszli..to im się zobowiązywaliśmy. Ostatnimi czasy Ed żalił mi się, że czuje potrzebę pożywienia się krwią Elfa i tak uczynił.-Michael spojrzał na mnie i wzruszył ramionami.
-Ale jak to? Nie rozumiem nic, a po co był ten dziwny pył, który dawał tym stworzeniom Ed?-zapytałam.
-Ten pył jest taką jakby zapłatą za wolność. Niektóre Elfy potrafią czarować i ten pył pozwala zdobyć niemożliwe, dzięki niemu spojrzysz w przyszłość. I jeśli ktoś kto sie zobowiązał i pił krew Elfa czy innego stworzenia, zostaje pojmany i zamknięty na wieki w Dergen gdzie będzie cierpiał. Jednak jest wyjście można oddawać systematycznie pył strażnikom i wtedy będziesz żył.-po chwili zaczęłam rozumieć wszystko i sama się sobie dziwiłam, że zostanę królową w świecie, o którym nic praktycznie nie wiem.
-Ale Ed dał im pył, ale oni stwierdzili, że to za mało.
-Zwierciadło, które jest niezbędne do spojrzenia w przyszłość przyjmuje tylko duże ilości tego pyłu i uwierz mi jeszcze nigdy żaden strażnik ani nikt inny nie zebrał wystarczająco dużo pyłu aby spojrzeć w przyszłość. To zwierciadło pamięta początki Entii i od tego czasu tylko jedna rodzina Elfów potrafi utworzyć ten pył, a i to wiąże się z komplikacjami. Ten pył, który dostawał Ed, wytwarzał pewien Elf, który zmarł po wizycie naszego przyjaciela, to wymaga naprawdę dużo mocy i jeśli się przeholuje kończy się to śmiercią. W rodzinie Elfów, którzy potrafią wytwarzać pył rodzi się taka osoba co pięćdziesiąt tysięcy lat. Nikt nam, wampirom, tutaj już nie ufa, wszyscy będą musieli czekać znów na czarownika, który będzie mógł ich leczyć i pomagać, bo też i takie zdolności posiada. Przepraszam cię, że wierzyłaś, że my wszyscy będziemy razem i będziemy cię wspierać, ale muszę cię uprzedzić..mój głód i reszty wampirów ostatnio się bardzo wzmógł, nie wiem czemu, ale czuję jakby coś zżerało mnie od środka.
-Wszystko jest takie okropne, każdy umiera..wiem, że nie będziecie ze mną..sama muszę stawić czoła wszystkim problemom..tylko, że ja nie daję rady, jestem słaba i bezsilna. Kiedy widzę jak ktoś umiera, umiera także cząstka mnie, Michael ja się przepraszam, to ja powinnam być waszą nadzieją i pomagać wam, a tak naprawdę tylko słabnę.-nie mogłam już wytrzymać i po moich policzkach zaczęły płynąć łzy, mocno się wtuliłam w przyjaciela, który wszystko mi wytłumaczył i zaczęłam głośno szlochać.
-Rozumiem, rozumiem, wiedz Felicjo, że jest w tobie gdzieś ta siła i pomimo śmierci bliskich osób trzymaj się i żyj dalej.-staliśmy tak bardzo długo, w ciszy i przytulając się. Nigdy nie byłam blisko z Michaelem i zawsze sądziłam, że jest on dobrym przyjacielem, ale nie aż tak bliskim jak wtedy.

_____________________________________________________
Nikt tego nie czyta wiem, wiem, niestety nadal mam w sobie gdzieś skrytą nadzieję, że chodź jedna osoba wpadnie tutaj. Uwielbiam pisać, wiem, że popełniam wiele błędów, ale nadal się uczę.


 

 
Otworzyłam oczy i spostrzegłam, że nade mną stoi pochylony Christopher, Saun i David, bacznie mi się przyglądali. Poczułam ból w klatce piersiowej i cicho syknęłam z bólu.;
-Proszę cię Bergundzie przynieś kwiat morilii.-nagle zza drzwi wyłoniła się postać Blorina, który kiwał głową na boki i coś mówił pod nosem.
-Przecież ja umarłam..przecież..ja byłam w innym pokoju?-powoli zaczęła wracać mi świadomość i przypomniałam sobie o tym co mnie spotkało.
-To się nie działo na prawdę.-Saun chwycił mnie za rękę i uśmiechnął się. Jego dłoń była tak ogromna, że mojej prawie nie było widać.
-Jak to? Byłam w takim pięknym pokoju..a później..później przyszła Diachn, które była duchem. Podążyłam za nią, kierując się długim korytarzem, a na jego końcu znajdowała się biblioteczka i długie schody. Wyciągnęłam jedna z książek i przeczytałam pewną legendę..-moją opowieść przerwało to, że poczułam coś ostrego przy moim biodrze. Zmarszczyłam brwi i podniosłam przykrycie.;
-To sztylet!-krzyknęłam głośno i podniosłam go do góry.
-To wszystko nie było snem..nie..-zaczęłam powtarzać w kółko, jakby ktoś mnie nakręcił.
-Spokojnie, Felicja!-w pewnym momencie przerodziło się to w coś poważnego, mój wzrok był tępo skierowany w jeden punkt, a rękami zaczęłam kreślić w powietrzu dziwne znaki. Saun, który jako pierwszy spostrzegł, że coś jest nie tak, złapał mnie za ręce i kazał mi patrzeć mu prosto w oczy. Czułam się jakby coś mną zawładnęło i kazało mi krzyczeć i uciekać.
-Bergund!! Pośpiesz się nie mamy zbyt wiele czasu..-w rogu pokoju stał Blorin, który chodził w kółko i ciągle wszystkich pośpieszał.
-Nie..Nie myślcie sobie, że wygracie. On nadchodzi, On rośnie w siłę. Niedługo cała Entia będzie Jego. Nadchodzi śmierć, cierpienie, ból i smutek.-nagle coś we mnie wstąpiło, w pokoju zrobiło się bardzo zimno, a przez okna wpłynęła zadziwiająca, ciemna mgła. Moje oczy zabłyszczały na czarno, a z moich ust poleciała krew, tak jak kiedyś. Mówiłam różne rzeczy, a wszyscy znajdujący się w pomieszczeniu, patrzyli na mnie z przerażeniem.;
-Felicja..nie odchodź..nie daj się mu opanować.-poczułam jak Christopher łapie mnie za ramię i czule całuje w czoło. Jego dotyk i głos sprawiły, że odzyskałam zmysły i mogłam powrócić do rzeczywistości.
-To dzięki tobie nie zawładnęła ją ciemność.-król Podgórza podszedł do łóżka, w którym leżałam i poklepał Chrisa po ramieniu.
-To, że twój ojciec jest zły, przyczyniło się na naszą korzyść. Jesteś silnym czarownikiem, możesz władać magią zakazaną jak i tą, która jest powszechnie używana. Ty i twój ojciec nie byliście źli, jednak przodek z twojej rodziny tak zadecydował i tak się stało, a nie inaczej, że jesteście podwładnymi mroku. Jednak cień nie przedrze się do Felicji jeśli ty będziesz z nią, jesteś jej tarczą obronną.-Saun usiadł na niewielkim stołku i zaczął nucić piosenkę pod nosem.
-Chodźmy pewnie chce odpocząć, ten realistyczny sen musiał ją boleć..nie dobrze, że jej się tak śniło to nie zwiastuje szczęścia..chcą dostać się do niej nawet przez sen i zawładnąć jej umysłem i wpoić strach.-Blorin ze skamieniałą twarzą wymawiał wszystkie słowa, czułam, że to już nie są żarty i, że czeka mnie poważna walka w moim własnym umyśle i ciele. Powoli wszyscy wychodzili, jednak zaciekawiła mnie piosenka, którą podśpiewywał mój towarzysz.;
-Saun..proszę zostań jeszcze chwilkę.-gdy wstawał i szykował się do wyjścia, osłabioną dłonią chwyciłam go za szatę i pociągnęłam.
-Dlaczegóż to mam zostać?-odwrócił się i zaśmiał cicho.
-Chcę sie dowiedzieć kilku rzeczy..i chcę abyś zaśpiewał mi tą piosenkę, którą sobie nuciłeś.-byłam bardzo osłabiona i ledwo mogłam wypowiedzieć jedno słowo, jednak musiałam być silna i dawać z siebie wszystko.
-Oczywiście, że ci ją zaśpiewam, ale najpierw powiedz mi co chcesz wiedzieć?
-Dlaczego Blorin kazał swojemu poddanemu przynieść kwiat morii?-uniosłam twarz do góry i bacznie czekałam na odpowiedź.
-Kwiat morilli Felicjo, oj nie chciałabyś leczyć się kwiatem morii..-Saun ponownie zaśmiał się i spojrzał na moje blade dłonie, które leżały bezwładnie na łóżku.
-Tak, tak..kwiat morilli..czemu on? A co to za kwiat?-zaczęłam zadawać pytania i z niecierpliwością spoglądałam w oczy wielkoluda, które były pełne żalu.
-Cóż..kwiat morilli jest dość rzadkim okazem, jednak tutaj w Podgórzu..rośnie ich bardzo wiele. Ma on moc leczniczą, a roztwór z niego przyrządzony może wypędzić niewielkie zło, jednak bardzo trudno się go przyrządza, a trwać to może nawet ze sto lat.
-I czemu mi go nie podali?-wypuściłam głośno powietrze i poczułam, że w pokoju unosi się dziwny smród.
-Christopher ci pomógł, a Bergund to nieudacznik i chodź służy tutaj kilkadziesiąt lat to zawsze gubi drogę, bądź rzecz, która niesie..-nagle usłyszeliśmy ciche pukanie w drzwi, które po chwili lekko się uchyliły.
-Oo..Bergund!-krzyknęłam głośno i zaczęłam się śmiać.
-N-nie spóźniłem się?-był on niskim elfem o długich, białych włosach, a na głowie nosił śmieszną czapkę z zielonym piórkiem.
-nie jąkaj się..-Saun nie był do niego pozytywnie nastawiony.
-P-przeepr-raszam..-powiedział cicho i spuścił wzrok.
-Naucz się nie jąkać.
-Tutaj ten kwiat, który miałem przynieść.-Bergund zza pleców wyciągnął mały flakonik z liściem i kamieniem w środku.
-Wiesz chyba się spóźniłeś?-mój towarzysz zawiódł się na poddanym, wiedział, że gdyby nie Chris, to mrok opanowałby mnie jeszcze bardziej, jednak ja twierdziłam, że skoro żyje to nie można mieć mu tego za złe.
-Wiem..ale ten zamek takie wielki i ja się zawszę z-zggubię.-Elf spuścił głowę i spojrzał na nas posmutniałym wzrokiem.
-Saun, nie miej mu tego za złe! Skoro żyję to nie ma sensu się czepiać!-poczułam nagły przypływ energii, jakby krew znów zaczęła płynąć normalnie w moich żyłach, a każda część ciała została pobudzona.
-Pani Felicjo..niech pani mnie potępi..nie zasługuje na to by przebywać z panią w jednym pokoju..o pani.-Bergund traktował mnie jak królową, jednak na nawet w małym stopniu się nią nie czułam. Krępowało mnie to kiedy zwracał się do mnie tak pięknie i z takim szacunkiem.
-Nie! Nic takiego się nie stało..-zaśmiałam się.
-Dziękuję.-Elf podszedł do mojego łóżka i na szafeczce obok, postawił fiolkę z kwiatem morilli, po czym udał się do wyjścia.
-Felicjo, nie możesz tak traktować wszystkich..kiedy ci przyjdzie kogoś zabić..też będziesz taka potulna?-Saun wyprostował się i zwrócił w stronę drzwi.
-Czekaj! Zrozum, że według mnie trzeba wybaczać i kochać, to najważniejsze.-za każdym razem, kiedy mówiłam o miłości, wspominałam moich bliskich, który odeszli.
-Rozumiem cię, jednak jako przyszła królowa Entii musisz także potrafić zabijać.-powiedział to z taką obojętnością, że nie wiedziałam co o tym myśleć. Gdy mówił o zabijaniu stawał się jakby obcy, jakiś inny.
-Wiem to, ale ja nawet mieczem się nie potrafię posługiwać.-wzruszyłam ramionami.
-Nauczę cię. Kiedy ci wrócą siły będziemy trenować, a dopóki się nie nauczysz władać bronią nie opuścimy Podgórza.-Saun uśmiechnął się i skłonił lekko.
-Nie idź! Miałeś mi zaśpiewać..
-Chcesz bym ci śpiewał tą pieśń?-usiadł na brzegu łóżka i zaśmiał się cicho.
-Tak..znam ją, ale nie wiem skąd.-powiedziałam i zamknęłam oczy.
-No dobrze.-złapał mnie za dłoń i zaczął śpiewać.;
„Przyszła noc, przyszedł cień, wszystkie stworzenia lękają się. Lecz przyjdzie ona, niczym słońca wschód, rozbawi nas i przyjdzie czas, w którym nadejdzie lęku brak. Cienie i zjawy schowają się w kąt, a mroczne duchy uciekną daleko stąd.”
Śpiewał ją bardzo niskim głosem, jednak melodia była bardzo przyjemna.
-Ładna piosenka.-rzekłam i otworzyłam oczy.
-To przepowiednia, którą powiedziała mi kiedyś Diachn, ale ja ją zamieniłem na krótką pieśń.
-Rozumiem..-odwróciłam głowę na bok i poczułam, że moje powieki robią się coraz cięższe i, że opadam z sił. Nie zauważyłam kiedy zasnęłam, a Saun wyszedł z pokoju zostawiając mnie samą. Mój sen nie trwał długo, gdy tylko się obudziłam zaczęłam rozmyślać nad wszystkim. Na samą myśl o zabijaniu, czułam jak moje serce się ściska i wszystko odmawia mi posłuszeństwa. Jeśli się ktoś raz odważy pozbawić kogoś życia, później nie będzie mu to sprawiało problemu, jednak ja nie pojmowałam jak można po prostu kogoś zabić. Podniosłam się z łóżka i pokierowałam się w stronę drzwi, ale kiedy przy nich stanęłam usłyszałam jakieś głosy. Zamarłam w bezruchu i przystawiłam ucho do drzwi, aby móc usłyszeć więcej. Można było rozróżnić dwa głosy, jeden damski drugi męski. Mówili bardzo cicho, więc nic nie zrozumiałam. Po dłuższych przemyśleniach stwierdziłam, że wyjdę na zewnątrz, aby przekonać się kto spiskuje tuż pod moim pokojem. Wyprostowałam się i nabrałam świeżego powietrza, które wleciało przez otwarte na oścież okno i otworzyłam drzwi. Kiedy zobaczyłam kto stoi pod moim pokojem ogarnął mnie niepokój i strach, ale także radość.;
-Edwarda!-rzuciłam się rudowłosej przyjaciółce na szyję i zaczęłam śmiać się głośno.
-Witaj Felicjo, widzę, że czujesz się o wiele lepiej niż przedtem.-siostra Christophera uśmiechnęła się i położyła mi dłoń na ramieniu. Byłam szczęśliwa, że mogę ją znów widzieć, ale nie wiedziałam co spowodowało tą wizytę. Z przyjazdem Edwardy wiązało się także przybycie reszty dziewczyn, a w tym Alisy.
-Co cię tutaj sprowadza? Kiedy przybyłaś?-kiedy się opanowałam, zobaczyłam, że na jej policzku widnieją zadrapania, a jej lewa noga jest zraniona.
-Widzisz..-westchnęła głośno i spojrzała na Davida, który stał tuż obok i kiwał przecząco głową.
-Co się stało?!-poczułam nagły przypływ adrenaliny i wiedziałam, że coś jest nie tak.
-Królestwo Santosa nie jest już bezpiecznym miejscem..-powiedziała cicho, a po jej policzku popłynęła łza.
-Czemu? Co się stało..przestańcie już wszystko ukrywać!-starałam się nawiązać z nimi kontakt wzrokowy, jednak ich spojrzenia były takie obce i martwe.
-Wejdźmy do środka..wytłumaczymy ci wszystko..-zakłopotany David wskazał ręką na mój pokój i ponownie spuścił głowę. Kiedy już usiedliśmy, nie mogłam się doczekać tego co usłyszę, ale także w pewnym sensie nie chciałam tego słyszeć, obawiałam się najgorszego.
-Tak więc..kilka dni temu Królestwo Santosa zostało napadnięte przed dość liczny oddział Dangali, było ich tak wielu..-kiedy Edwarda zaczęła opowiadać, czułam się jakbym to ja była napastnikiem, a oni wszyscy ofiarami. To dziwne uczucie towarzyszyło mi od dłuższego czasu i nie mogłam się jego wyzbyć.
-Może mówić za ciebie?-wilkołak wyczuł, że ona nie ma siły by o tym wszystkim opowiadać.
-Nie, dziękuję. Dam radę.-ale ona odmówiła.
-Król Snatos został zabity. Zginęło tylu niewinnych ludzi i tyle niewinnych dzieci..a w tym..nasza..Alisa.-kiedy usłyszałam te okropne wieści poczułam jakby ktoś ranił mnie mieczem w serce.
-Alisa?-wyjąkałam i poczułam jak po moim policzku płynął łzy.
-Tak..gdy zabito Santosa..byliśmy bezbronni i nie mieliśmy co robić, więc zaczęliśmy uciekać, jednak..tą młodą wilczycę zabił brudny Dangal strzelił jej zatrutą strzałą prosto w serce. Jeśli by nasza Diach żyła..wszystko było by w porządku, uratowalibyśmy ją, ale nic nie mogliśmy zrobić. Wszędzie było widać ognień, ból, cierpienie i smutek. Pamiętasz może Felicjo tego małego chłopca i tą rudowłosą dziewczynkę?
-Jak oni mogli! Jak!-zaczęłam krzyczeć, zniknął smutek, a pojawiła się wściekłość.
-Czy pamiętam Michelle i Carla?-po chwili dotarło do mnie ostatnie zdanie jakie wypowiedziała Edwarda.
-Tak o nich mi chodzi.
-Jakiż nieszczęsny los ich spotkał!?-chwyciłam poduszkę w ręce i zaczęłam ją mocno przytulać do siebie.
-Zabrali ich..te małe dzieci będą pracowały w pocie czoła..i będą cierpiały..one na to nie zasługują..-moja towarzyszka tak samo jak ja nie potrafiła znieść śmierci i nie mogła się pogodzić z tym co się stało.
-Koniec tego.-wstałam z łóżka i krzyknęłam głośno.
-Felicjo..nie zrób tylko czegoś głupiego..-nagle David uniósł głowę i szybko chwycił mnie za nadgarstek.
-Czy on już wie?-spojrzałam na nich i otarłam łzę, która spływała mi po brodzie.
-Czy Leo już wie?-zapytali obydwoje.
-Tak..-mój głos jakby się załamał i poczułam, że nic nie ma sensu.
-Nie..jeszcze nie wie..-wilkołak puścił mój nadgarstek i znów spuścił głowę. Zawsze był dzielny i nigdy nie widziałam aby płakał czy był załamany, jednak kiedy zginęła Alisa widać było, że nie potrafi już dłużej ukrywać smutku.
-Kiedy mu powiecie?-gdy już miałam wychodzić z pokoju, odwróciłam się i zapytałam.
-Chodźmy.-wtedy oni wstali i razem zeszliśmy do sali, w której znajdował się stół przy, którym zawsze sie naradzaliśmy.

Nie mogłam usiedzieć na miejscu, czułam jakby ktoś rozrywał mnie i moje serce na milion kawałków. Najpierw śmierć Diachn, a teraz Alisy, bałam się, że niedługo śmierć zapragnie mieć dla siebie także osoby, które siedziały ze mną w tym pomieszczeniu. Wszyscy milczeli, nikt nie odważył się rzec słowa, bali się. Givania była królestwem nie do zdobycia i nosiła miano bezpiecznej warowni, a kiedy została w taką łatwością opanowana, w głowach Elfów roiły się najgorsze scenariusze. Nagle do pomieszczenia wszedł zdezorientowany Leo. W pierwszym momencie zareagował tak samo jak ja, ucieszył się na widok Edwardy, Anny i Alisy.;
-Jesteście!-uśmiechnął się i szeroko rozłożył ręce, jednak po chwili zauważył, że coś jest nie tak. Wszyscy, którzy siedzieli przy stole, prócz mnie, Edwardy i Davida, byli ubrani w cienkie białe szaty i mieli poważne wyrazy twarzy.
-Gdzie Alisa?-zaczął się rozglądać dookoła i przyglądać każdej twarzy.
-Ona nie żyje.-nagle podniósł się Blorin i powolnym krokiem podszedł do wilkołaka, ukłonił się i przekazał mu szokujące wieści.
-Nie?! Jak to!? Przecież Givania to..to najbezpieczniejsze miejsce w tej części Entii..to nie możliwe. Edwarda to prawda?-Leo zaczął wariować tak samo jak ja. Kiedy patrzałam jak on cierpi, nie mogłam tego wytrzymać i musiałam wybiec z pomieszczenia by móc w spokoju dać upływ negatywnym emocją. Chwilę po mnie z sali wybiegł roztrzęsiony Leo. Staliśmy nad wodospadem i patrzeliśmy w taflę wody, w której odbijały sie nasze zniekształcone odbicia.;
-Wiem co czujesz.-spojrzałam w jego zapłakane oczy i przytuliłam go mocno.
-Ona była moją jedyną rodziną..-powiedział cicho.
-Wiem, że ją kochałeś, ja też..była dla mnie niczym siostra, której nigdy nie miałam. Kochałam ją i kochałam także Michelle i Carla, którzy zostali oddani w ręce cienia. Gdzie tu sprawiedliwość..giną młode wilkołaki, a przyszli królowie i królowe są oddawane do pracy. W sercu czujesz rozpacz i nienawiść, chciałbyś odpłacić się tym, którzy to zrobili?-wiele razy przechodziłam przez śmierć najbliższych i wiedziałam co czuł Leo.
-Tak..nie potrafię opisać tego co siedzi w mojej duszy..
-Mogę ci coś opowiedzieć? Tak żebyś nie czuł się samotny i żebyś nie odczuwał, że tylko tobie los sporządził taką karę.-zaczęłam sobie stopniowo przypominać wszystkie zdarzenia w moim życiu, które były tak bolesne, że wolałabym o nich zapomnieć.
-Dobrze..-powiedział załamanym głosem.
-Kiedyś przez przypadek poznałam z moim chłopakiem Łukaszem, pewnego Elfa, jego imię to Ariel. Był cudowny, nie da się go opisać słowami, miał piękną narzeczoną i słynął z lojalności w Królestwie Elfów, nawet tutaj go znali..Jednak pewnego dnia kiedy wracaliśmy z wyprawy po księgę..ja i Łukasz udaliśmy się na wzgórze by porozmawiać o naszym związku i kiedy wróciliśmy..zobaczyliśmy..Ariela nabitego na pal..wiesz..nie mogłam się po tym ogarnąć, nie wiedziałam co z sobą zrobić, był taki cudowny i nie..nie wiem czemu ktoś pragnął jego śmierci..Kiedy został zastrzelony Łukasz..też nie mogłam się pozbierać..udawałam, że wszystko jest dobrze, abyście się nie musieli martwić i żebyście dali mi spokój, na przemyślenie tego co się stało. Czemu ci o tym opowiadam? Chcę abyś wiedział, że cierpię tak samo jak ty i wiedz, że zawsze, ale to zawsze możesz liczyć na mnie.-po moich policzkach spływały łzy, a jednak na twarzy widniał uśmiech. Uśmiech związany z pięknymi wspomnieniami moich przyjaciół i rodziny.
-Wiesz..jak mówiłaś o swoim przyjacielu Arielu..dużo razy używałaś słowa "cudowny", a wiesz..ja bym cię określił mianem cudownej..potrafisz pomóc i pocieszyć.-Leo nie mógł kryć łez i tak samo jak moje, jego policzki były całe mokre.
-Kiedy ktoś ci bliski umiera nie możesz sobie najpierw z tym poradzić, oszukujesz się, że ta osoba jeszcze żyje i, że zaraz tu przyjdzie i ją zobaczysz, przytulisz..Ale po pewnym czasie możesz zacząć wspominać te dobre chwile z tą osobą bądź moment jej śmierci. Polecam ci dobre wspomnienia, gdyż wtedy możesz chociaż się uśmiechnąć do nich.-siedzieliśmy nad wodospadem do rana i rozmawialiśmy o Alisie, razem uśmiechaliśmy sie i razem płakaliśmy. Leo chodź nasączony bólem, od czasu do czasu uśmiechnął się na wspomnienie uśmiechu siostry. Ból był okropny, ale czasu się nie da cofnąć.

_________________________________________
Wiem, że zapewne liczba osób czytających to opowiadanie to 0, ale ogólnie chciałabym przeprosić za liczne błędy.
  • awatar arrosa ♥: Naprawdę cudownie piszesz :) Jestem pod wielkim wrażeniem :D Oby tak dalej :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Po długiej i męczącej podróży w końcu znaleźliśmy się pod bramami Podgórza. Odetchnęłam z ulgą. Kiedy wjechaliśmy do królestwa, zbiegła się masa Elfów, którzy zaczęli się krzątać wokół mnie. W oddali zobaczyłam wysoką postać, która coś do mnie krzyczała, był to Saun. Po chwili poczułam jak ktoś ściąga mnie z konia i bierze na ręce.;
-Uwaga! Szybciej traci przytomność!-słyszałam jak każdy krzyczał. Bolała mnie głowa i wszystkie części ciała, a po chwili odczułam, że odpływam. Zdawało mi się, że po prostu śpię. Kiedy się obudziłam zobaczyłam stojącego obok łóżka Christophera, który ciągle mi się przyglądał.;
-Nareszcie!-krzyknął uradowany i rzucił mi się na szyję.
-Co nareszcie?-zapytałam zdezorientowana.
-W końcu się obudziłaś.-powiedział z ulgą.
-Ile spałam?-poczułam silne pieczenie w nodze i syknęłam z bólu.
-Spałaś..pięć godzin..a coś cię boli?-Chris zauważył mój grymas twarzy i szybko zrozumiał, że coś mi dolega.
-Zawołam Sauna..-wypuścił moją dłoń z uścisku i wybiegł z pokoju. Tym razem nie leżałam w łóżku, na którym wcześniej spałam. Podniosłam się lekko i rozejrzałam dookoła. Pokój był bardzo duży i miał kształt okręgu. Na ścianach wisiały różne obrazy przedstawiające królowe panujące w rodzie Elfów. Ściany mieniły się w białym kolorze ze złotymi ornamentami. Na lewo ode mnie widniało wielkie okno od podłogi do sufitu, jednak nie miało ono służyć jako wyjście na balkon.
Obok mojego dużego łóżka z baldachimem, stała wysoka szafka z różnymi fiolkami. W jednej znajdowała się dziwna fioletowa substancja, w której pływał liść i mały kamień. Nie pojmowałam gdzie się znajduję, gdyż tego pomieszczenia na oczy nie widziałam, choć zwiedziłam cały pałac.
Odkryłam kołdrę i powoli usiadłam. Poczułam jak przez chwile kręci mi się w głowie, po czym postawiłam bosą stopę na drewnianą podłogę. Zamknęłam na chwilę oczy, gdyż strasznie mnie szczypały. Wypuściłam głośno powietrze i wstałam.Pierwsze kroki nie sprawiały mi większej trudności, dopiero kiedy znalazłam się przy oknie poczułam okropny ból w nodze. Nagle moje nogi stały się bezwładne i upadłam na ziemię, zdawało mi się, że leżałam tam wieczność.
Po długich przemyśleniach wstałam z zimnej podłogi i wyjrzałam przez okno.
Miałam widok na jedną z wiosek, która znajdowała się na zachód od pałacu. Pokój był umieszczony bardzo wysoko, gdyż prawie sięgał szczycie góry. Przyłożyłam rozpaloną dłoń do szyby i zaczęłam nucić dziwną melodię. Zastanawiałam się skąd ją znam, gdyż nie przypominam sobie aby ktoś mi ją kiedyś śpiewał. Nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu, wzdrygnęłam się i odwróciłam z niepewnością. Zobaczyłam, że przede mną stoi Diachn, odziana w białą suknię. Wytrzeszczyłam oczy i przetarłam je ze zdumienia. Po chwili namysłu chciałam ją przytulić, jednak ona zniknęła. Zaczęłam biegać po pokoju, rozglądając się dookoła i szukać jej. Krzyczałam jej imię tak głośno, że dziwiłam się tym, że nikt jeszcze się nie zjawił. W pewnym momencie drzwi od pokoju same otworzyły się na oścież. Przystanęłam w miejscu, przymrużyłam oczy i odetchnęłam głośno. Zignorowałam ból nogi i wyszłam z pokoju. Szłam długim korytarzem, ściany były przeszklone, mogłam widzieć piękne góry i kwiaty, które rozrastały się na nich. W końcu doszłam do końca drogi i ukazał mi się mały okrągły pokój, a na środku niego były schody, które pięły się w górę. Uśmiechnęłam się gdy ujrzałam dużą półkę z książkami, która stała na przeciwko mnie. Podeszłam do niej i wyciągnęłam pierwszą lepszą księgę. Była oprawiona w prawdziwą skórę, a na jej okładce nie było tytułu, tylko dziwne znaki, które już kiedyś widziałam. Otworzyłam ją na stornie 356 i ujrzałam piękny obrazek. Była na nim kobieta z długimi włosami, która trzymała jabłko i uśmiechała się, tuż obok niej przy skale siedział mężczyzna z poważnym wyrazem twarzy, zdawało się, że ona symbolizuje szczęście, a on smutek. Przejechałam palcem po rysunku i zwróciłam wzrok ku krótkiemu wierszowi, który widniał na sąsiedniej stronie. Opowiadał on o kobiecie, która pragnęła być szczęśliwa i o mężczyźnie, który widział przyszłość. Aravilla, bo właśnie takie imię nosiła ta niewiasta, pragnęła aby jej ukochany mógł sie także cieszyć życiem, gdyż byli tylko zwykłymi śmiertelnikami. Dzielny mąż jednak widział przyszłość, wojnę, śmierć, ból i smutek. Nie potrafił nie myśleć o tym co czeka przyszłe pokolenia. Imię jego stało nieznane. Aravilla pewnego dnia spacerowała po sadzie swojej matki i zrywała owoce, kiedy nagle ujrzała ciało mężczyzny, które leżało pod największą w jabłoni. Kobieta zaczęła głośno szlochać, rzuciła się na kolana i rękami rozgrzebywała ziemię. Nie wiedziała co się z nią dzieje, opanowała ją złość i wściekłość, takie uczucia jej nigdy nie towarzyszyły. Jej ukochany trzymał w ręce sztylet, a jego gardło było podcięte. Zabił się, gdyż nie mógł znieść tego co zajmowało jego myśli. Od tamtego czasu szczęśliwa niewiasta pogrążyła się w ciemności i żałobie. Mrok od dawna planował zniszczyć życie tej kobiecie, ponieważ była najszczęśliwszą osobą w całej Entii. Ciemność wykorzystała do tego jej ukochanego, który nie wytrzymał ciążącego na nim obowiązku. Kiedy Aravilla nie była już tak wesoła, cień miał dostęp do jej posępnej duszy, która została przez niego przejęta. Legenda opowiada też, że jej duch krąży po całym Podgórzu. Wieczorami można usłyszeć jej piękny śpiew. Historia była okropna, zastanawiałam się nad tym, czy to ktoś wymyślił czy zdarzyło się to na prawdę. Znów przeniosłam wzrok na piękny obrazek, a wtedy moje serce zamarło. Przy mężczyźnie pojawił się sztylet, którego wcześniej tam nie było. Poczułam się strasznie dziwnie, jakby oblała mnie fala strachu. Wydawało mi się, że ktoś mnie obserwuje, odrzuciłam księgę na ziemię i pobiegłam schodami w górę. Nie mogłam uciekać zbyt szybko, ból nogi przeważał nad silną wolą. Sama nawet nie wiedziałam przed czym uciekam, jednak bez przerwy kierowałam się ku górze. Nagle usłyszałam, że z dołu dochodzą jakieś odgłosy rozmowy. Byłam już dość wysoko, a schody nadal pięły i pięły się w górę. Kiedy przekroczyłam już ilość prawie trzystu stopni, zauważyłam, że schody są już nietrwałe. Oparłam się o drewnianą barierkę i spojrzałam w dół, widok był przerażający. Odetchnęłam i stwierdziłam, że muszę iść do góry, po prostu muszę. Idąc, ciągle rozmyślałam nad sensem tej legendy, wiedziałam, że musi być w niej ukryty jakiś głębszy sens, jakaś zagadka. Wszystko co dzieje się w moim życiu nie jest przypadkiem. W pewnym momencie przypomniał mi się mój realistyczny sen z królową wilkołaków. Przystanęłam w miejscu, aby głębiej się zastanowić co wtedy się wydarzyło. Nagle poczułam leciutki wiaterek, a gdy obejrzałam się za siebie zobaczyłam jak dwie Elfice w pięknych zielonych sukniach idą w moją stronę.;
-Witaj.-jedna miała piękne ogniste włosy, sięgające jej aż za biodra, uśmiechnęła się do mnie i przywitała wyciągając dłoń.
-Witaj..-odpowiedziałam ze zmieszaniem.
-Czego tutaj szukasz skarbie złoty?-druga, czarnowłosa Elifca spojrzała na mnie.
-Idę w górę.-sama nie znałam sensu mojej wspinaczki po tych schodach.
-W górę? A czemuż to? Czy twoja podróż ma jakiś głębszy sens? Czy jest zagadką?-ognistowłosa chwyciła mnie za dłoń i otworzyła szeroko oczy. Jej dotyk był jakiś obcy, jakiś inny.
-Idę. Po prostu idę.-odpowiedziałam i szarpnęłam się.
-Dlaczego tak na nas gwałtownie reagujesz? Chcemy pomóc ci rozwiązać twoją zagadkę, twój głębszy sens..-kiedy usłyszałam te słowa i przekalkulowałam je kilka razy w głowie, serce znów zaczęło mi bić szybciej. Mój głębszy sens historii, jakaś ukryta zagadka. Zrozumiałam, że te istoty stojące przede mną nie należą do świata żywych. Z początku nieco zlękłam się, jednak kiedy przyjrzałam się im dokładniej i dowiedziałam kilku rzeczy, odetchnęłam z ulgą. Elifce, także zostały pochłonięte przez cień, tak samo jak Aravilla. Opowiedziały mi, że były księżniczkami Podgórza za czasów życia kobiety z legendy. Dowiedziałam się także, że ta niewiasta pochodziła z ubogiej rodziny i, że sad, w którym znalazła ukochanego tak na prawdę należał do księżniczek, a ona tam tylko zbierała jabłka. Mężczyzna natomiast był bratem tych tajemniczych Elfic. Kiedy wydarzyła się ta tragedia, księżniczki były załamane śmiercią brata, jednak nie rozstały się z nim na długo. Byli rodzeństwem, więc łączyły ich więzy krwi. Kiedy zmarł i także został pochłonięty przez ciemność, odwiedzał w snach swoje siostry i pokazywał im jak cierpi. Nie mogły tego znieść i odebrały sobie życie w tym samym miejscu co on. Niby łatwy plan na zdobycie czyjegoś życia, jednak nic by się nie zdarzyło gdyby nie zabiły się właśnie tym sztyletem. Zadziwiał mnie fakt, że cała fabuła historii, która okazała się być długą opowieścią, została zamieniona na krótki wierszyk z nieprawdziwymi faktami. Szłam ciągle w górę rozmawiając z duchami, aż w końcu dotarliśmy na sam szczyt tych schodów. Kiedy wyszłam na skalny taras, zaparło mi dech w piersiach. Długa wędrówka okazała się mieć na prawdę fantastyczny koniec. Znajdowaliśmy się prawie przy szczycie góry. W okół nas widniały chmury i można było zobaczyć słońce, które świeciło nad naszymi głowami.;
-Felicjo, czas żebyś ty teraz nas zbawiła.-czarnowłosa uśmiechnęła się.
-Jak ja mam was zbawić?-zmarszczyłam brwi i przekrzywiłam głowę.
-Sztylet.-powiedziała sucho i szorstko.
-Co ja mam zrobić ze sztyletem?-poczułam strach, ale i wewnętrzną potrzebę na wykonanie tego co mi zlecą.
-Zostanę wybawiona z tej okropnej ciemności, jeśli królowie mroku dostaną ciebie w ofierze.-nagle ciała dwóch Elfic połączyły się w jedno, a kobieta, która stanęła przede mną była identyczna jak ta z księgi, którą czytałam.
-co ja mam zrobić?-stałam jak wmurowana i nie wiedziałam co począć.
-Ty go masz.-Aravilla, a raczej jej duch wskazał ręką na mnie i uśmiechnął się złowrogo. Przejechałam ręką po moim biodrze i poczułam, że do mojego boku jest przymocowany sznurkiem sztylet. Wyciągnęłam go i spostrzegłam, że to ten, który dostałam od królowej wilkołaków. Przełknęłam ślinę i wyciągnęłam rękę ze sztyletem w stronę mrocznej kobiety.
-Weź go. Nie potrzebuję tego.-powiedziałam i poprawiłam włosy.
-Właśnie go potrzebujesz. Masz oddać za mnie życie, wbij go sobie w serce.-odrzekła, i spojrzała na mnie jakby chciała mnie zabić swym spojrzeniem.
-Ja chcę żyć.-poczułam jak po moim policzku spływa łza.
-A myślisz, że ja nie!? Tyle milionów lat spędzić w tym piekle..aż w końcu znalazłam naiwną. Twoja duszyczka jest słaba i wiedziałam, że nabierzesz się na ducha osoby, która niedawno zmarła. Ha! No przecież. Przywiodłam cię aż tu i nie zamierzam znów stracić okazji, nie często się taka zdarza.-uniosła głos, a w jej oczach widniał ogień.
-Ale ja jestem królową Entii.-wyprostowałam się i wypięłam piersi do przodu, chciałam pokazać, że nie wygra ze mną.
-Uwierzyłaś w moje bajeczki, które ci tak łatwo narzuciłam..Myślałaś, że rozmawiasz z Elficami..biedactwo. To, że jesteś królową to na mnie wrażenia nie robi.-znów rzuciła mi zabójcze spojrzenie i zdawało by się, że moje chude ciałko nie umywa się do jej masy.
-Dobrze.-po długiej ciszy milczenia poczułam nakaz w mojej głowie.
-zrobię to.-dodałam po chwili.
-Wyśmienicie.-zaczęła się śmiać i patrzeć na mnie, jak wilk ja swoją ofiarę.
-Nigdy się nie zabijałam..-chwyciłam rękojeść sztyletu i spojrzałam na ostro zakończone ostrzę.
-To proste. Wbij to w serce i już!-krzyknęła, a jej ton głosu zdawał się mnie pośpieszać.
-Ale..ale..-przez chwilę się wahałam i nie wiem czemu czułam, że muszę za wszelką cenę to zrobić.
Po krótkim namyśleniu stanęłam tyłem no Aravilli, odetchnęłam głośno i wbiłam mocno sztylet w moje serce. Czułam ogromny ból, a ostatnia rzecz jaka pamiętaj to rozstępujące się niebo i czarne chmury nad naszymi głowami.
 

 
Siedzieliśmy przy ognisku, wszyscy opowiadali o tym, jak się zamartwiali o mnie w królestwie. Czułam się winna, nie sądziłam, że jeśli zniknę to ktoś by za mną tęsknił. Moran spojrzał na mnie i się uśmiechnął.;
-Czemu się tak patrzysz?-zapytałam i zmarszczyłam brwi.
-Nie przypominasz tej Felicji, która przyjechała do naszego Podgórza.-zaśmiał się i wziął łyk jakiegoś dziwnego napoju, który trzymał w ręce.
-Wiem. Jestem brudna..-próbowałam otrzepać się z resztek ziemi i mchu.
-tak naprawdę z naszej stajni zniknął jeden koń. Zabrałaś tego, którego używamy do ciągnięcia wozów z jedzeniem na targi. Jego nawet nie zaliczamy do koni. Dlatego nie zauważyłem jego straty. Głupie zwierze, wywiodło cię aż tutaj..-Moran wstał i odrzucił na bok pusty woreczek, który wyciągnął z kieszeni.
-Może coś go tutaj zwabiło?-podciągnęłam kolana do brody i otuliłam się szatą.
-Dobrze myślisz. Do tego lasu lepiej nie wchodzić, cuda się tu różne dzieją. Czasem jest to zwykły las, a czasami..miejsce tak dziwne jakiego na świecie nigdzie indziej nie ma.-Atharin kiwną głową na jednego ze służących, których zabrali ze sobą, kazał mu przynieść jedzenie, które znajdowało się przy koniach.
Młody Elf szybko się uwinął i przyniósł nam pięć bochenków chleba Elfów, różnił się on od zwykłego chleba tym, że do jego wypieku nie używało się mąki, a jakiejś magicznej rośliny. Dostałam trzy duże kromki, na których ułożone były liście, które wcześniej widziałam w wielu Elfickich ogrodach. Nie był to posiłek godny króla, jednak kiedy jest się głodnym zje się nawet najmniejszy okruszek chleba. Pomimo tego, że kilka godzin wcześniej dostałam jedzenie, byłam tak strasznie głodna, że musiałam zjeść jeszcze więcej.;
-Felicjo, mam dla ciebie wiadomość, nie wiem czy będzie dla ciebie ona dobra czy zła..Jednak mój brat Blorin i Saun zarządzili, że kiedy powrócisz zostaniesz odziana w piękną suknię, dostaniesz swojego konia i od tego momentu będziesz podróżowała jak prawdziwa królowa Entii.-król Atharin wzdychnął głośno, widziałam, że mu się ten pomysł nie podoba, tylko dlaczego?
-Czemu mam tak podróżować!? Przecież jeśli ktoś nad napadnie od razu będzie wiedział, że ja to ja..znaczy Felicja!-zaczęłam wymachiwać rękami na wszystkie strony i protestować.
-Wiedziałem, że ci się to nie spodoba. Otóż przykro mi to stwierdzić, ale każdy w Entii, prócz nielicznych, wie jak ty wyglądasz i, że jesteś u nas..-wzruszył ramionami i spojrzał na resztę kompanów, którzy zajadali się chlebem.
-Nienawidzę być sobą..-nałożyłam kaptur i położyłam głowę na kolanach.
-Rozumiem cię..ciężko ci jest pojąć to, że od ciebie zależą losy całej Entii i, że wierzą w ciebie prawie wszystkie istoty...a i, że na twoją śmierć czeka miliony dangali..ale co tam.-Aramir uśmiechnął się szyderczo i tyrpnął mnie w ramie.
-Wiesz nie pomogłeś.-popchnęłam go to tyłu, tak, że wylądował cały w błocie.
-Ej!-krzyknął na cały głos, nagle coś się poruszyło w krzakach. Wszyscy zamarli i wśród nas zapanowała grobowa cisza. Moran wyciągnął miecz i powoli szedł w stronę zarośli. Wstrzymywałam oddech i czekałam, bardzo bałam się, że będą to dangale lub inne stworzenia. Elf odchylił gałęzie i po chwili wyleciał ten sam ptak, którego wcześniej widziałam.
-To znowu ty..-powiedziałam szeptem wpatrując się jak znika na tle gwieździstego nieba.
-Torresun..co on tu robi..-Atharin także miał wzrok skierowany ku niebu, widać było, że strasznie dziwił się tym co zobaczył.
-Widziałam już tego torree..-chciałam opowiedzieć o moich przeżyciach z tym wielkim "orłem" ale zapomniałam jego nazwy.
-Torresuna?-ktoś wtrącił.
-tak, tak..kiedy spacerowałam w dół, aby poszukać czegoś do jedzenia i do picia usłyszałam jakiś trzask za sobą..odwróciłam się i zobaczyłam to wielkie ptaszysko. Na początku się przeraziłam i byłam gotowa na śmierć. Okazało się, że ten ptak jest przyjazny i chciał mnie gdzieś zaprowadzić..ale nie wiem gdzie, ponieważ zgubiłam jego trop.-wzdychnęłam głośno i spojrzałam na Elfów, którzy stali zadziwieni.
-To są torresuny od Aarona..dość duży kawał drogi stąd są góry, a przy nich zamek tego podłego króla..jest najbardziej skąpy i wredny ze wszystkich królów jakich znam..-Aramir przymrużył oczy i zacisnął zęby.
-Czyli gdzie mnie chciał zaprowadzić?-zapytałam i rozejrzałam się dookoła.
-Pewnie do tego zamku..często puszcza w te okolice te podłe jak on ptaszyska, aby coś ugrać. Nie raz zdarza się, że powiedzie za sobą jakiegoś kupca, który niesie złoto i inne kosztowności. A torresuny potrafią oczarowywać..jeśli spojrzysz w ich oczy, będziesz musiał za nimi podążać, będziesz odczuwać taką wolę. Dziwne, że zdołałaś odejść..-Elf spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
-Jesteś wyjątkowa.-dodał.
-Wydawało mi się, że ten ptak chce mnie doprowadzić do jakiejś osady czy wioski..gdzie będę mogła spokojnie powrócić do sił i wyruszyć w drogę powrotną.-poczułam dziwne uczucie jakby ktoś nas obserwował, ale to zignorowałam.
-No niestety..dobrze, że miałaś coś w sobie i to odmówiło podążania za tym bydlęciem. Tak, byłabyś teraz w lochach Arona..a on sprzedałby cię wojskom Dangali i..koniec nie byłby za ciekawy.-przechylił głowę na bok i na twarzy pokazał mu się dziwny grymas.
-Zadziwiające..a kiedy wracamy..tęsknię za wszystkimi..-powiedziałam i usiadłam ponownie przy ognisku.
-Jak zaświta, nocą lepiej nie podróżować. Można łatwo zabłądzić i stracić orientacje w terenie.-król zaczął pocierać ręce, gdyż robiło się coraz zimniej.
-rozumiem..idę spać..-przeciągnęłam się i głośno ziewnęłam.
-Tam pod drzewem gdzie leżałaś wcześniej..-wskazał palcem Moran, a ja przytaknęłam i udałam się do spania. Ta noc była bardzo zimna, prawie odmarzły mi stopy i ręce. Pomimo panującego chłodu spało mi się bardzo dobrze. Kiedy obudziłam się po raz piąty i ujrzałam, że światło przepełnia las, wstałam i pobudziłam resztę. Znajdowaliśmy się w miejscu gdzie można było zobaczyć niebo i określić swoje położenie, było to jedyne takie miejsce w całym lesie.;
-Czas ruszać! Wzięliśmy wszystko?-Atharin uśmiechnął się szeroko i zaczął rozglądać w około. Słońce zaczęło grzać mocniej i nie było już czuć takiego wielkiego chłodu.
-Tak!-któryś z Elfów krzyknął.
Spakowaliśmy się i ruszyliśmy w drogę powrotną. Na koniu jechałam z Moranem, który bardzo się w tego powodu cieszył. Przejeżdżaliśmy przez te samie miejsca, którymi szłam wcześniej, w końcu dojechaliśmy do miejsca, w którym się obudziłam. Jednak drzewo pod którym wtedy spałam, było spalone. Jechaliśmy i jechaliśmy, a końca lasu nie było widać. Dopiero po kilkunastu godzinach drogi wyjechaliśmy na zielone pagórki. Poczułam wielką ulgę, że nareszcie zaraz będę z Christopherem. W pewnym momencie poczułam ogromne znużenie i zasnęłam wtulona w Elfa, a gdy się obudziłam byliśmy już prawie na miejscu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Zbudziłam się na ranem i rozejrzałam w około siebie. Wszystko zaczęło nabierać jakiś kształtów. Podniosłam się i uderzyłam głową w skałę, pod którą spałam. Moje wargi były spierzchnięte, a rana na nodze ciągle piekła. Oczekiwałam najgorszego. Śmierci. Było by jednak to głupie gdyby jedyna nadzieja Entii zmarła w taki sposób. Wstałam, przeciągnęłam się, poprawiłam szatę i ruszyłam przed siebie. Odczuwałam ogromny głód i pragnienie. Spojrzałam do góry. Chciałam ujrzeć niebo, ale korony drzew przysłaniały je. Chciałam aby był w tym momencie ze mną Christopher, aby przytulił mnie i powiedział, że będzie dobrze. Jednak musiałam się teraz zdać sama na siebie. Młoda dziewczyna w nieznajomym jej świecie, zagubiona w wielkim magicznym lesie. Przydałby mi sie spryt Atharina i spokój Blorina. Byli idealnymi władcami Podgórza. Ja byłam zszokowana i czekałam aż śmierć znajdzie do mnie drogę. Pewnie trudno było jej przedrzeć się przez tak wielki las i nie chciało jej się fatygować. Szłam między drzewami i co chwila napotykałam na nich namalowane dziwne znaki. Nagle usłyszałam jak ktoś, lub coś nadeptuje na suchą gałązkę. Serce zaczęło mi bić szybciej. Żywiłam nadzieje i odczuwałam ogromny strach. Z niepewnością odwróciłam się i ujrzałam wielkiego ptaka, który do złudzenia przypominał orła. Był prawie mojego wzrostu. Jego łapy były zakończone wielkimi, ostrymi szponami. Pierze mieniło się w hebanowym kolorze i przeplatane było szarymi piórkami. Dziób miał ogromny, mógłby mnie w niecałą sekundę rozszarpać. Postawiłam krok do tyłu, a oczy zwierzęcia śledziły mój każdy ruch. Oddychałam głośno, a po moim policzku toczyło się morze łez.
Powoli, krok za krokiem, wycofywałam się. W końcu natrafiłam na drzewo, ptak podszedł do mnie i dziobem tyrpnął moją dłoń. Zastanawiałam się co chce zrobić.
W jego oczach ujrzałam uśmiech. Niepewnie wystawiłam rękę i pogłaskałam go po głowie. Zdawałoby się, że igram ze śmiercią, gdyż zwierzęta są nieprzewidywalne, natomiast to nie był zwykły orzeł. Niespodziewanie wzbił się w powietrze i zniknął w gęstwinie liści drzew. Odetchnęłam z ulgą i zaczęłam iść dalej. Nagle ujrzałam jego postać kilka metrów przede mną. Chciał abym za nim podążała. Bez zastanowienia ruszyłam za nim. Co chwila leciał w górę i wracał aby pokazać mi gdzie mam się kierować. W pewnym momencie zgubiłam go i nie wiedziałam gdzie iść dalej. Wzruszyłam ramionami i głośno westchnęłam. Stwierdziłam, że mówi się trudno i muszę iść dalej. Teren zaczął schodzić w dół i wszystko było coraz bardziej wilgotne. Wiedziałam, że niedaleko mnie jest rzeka. Przysiadłam na chwilkę pod drzewem i zaczęłam się rozglądać za jakimś pożywieniem. Odsłoniłam powoli ranę i ujrzałam okropny widok. Wszystko było zabrudzone i coraz bardziej mnie bolało. Dotknęłam palcem rozcięcia i cicho syknęłam z bólu. Poczułam znużenie i miałam ochotę zasnąć, jednak wiedziałam, ze jeśli zamknę oczy, to nigdy ich nie otworzę. Nie wiedziałam co robić, iść dalej, czy czekać na jakąkolwiek pomoc. Wstałam z wielkim trudem i ruszyłam przed siebie chwiejnym krokiem. Co chwila musiałam się podpierać o konary drzew, aby nie przewrócić się do tyłu. Nagle usłyszałam za sobą jakieś głosy, odwróciłam się i ujrzałam kilka postaci w czarnych szatach. Zaczęli coś krzyczeć i wskazywać na mnie palcami.
Stałam w bezruchu, nie wiedziałam co robić. Kiedy ruszyli w moją stronę zorientowałam się, że oni chcą mojej śmierci. Zaczęłam biec przed siebie. Co chwila lądowałam na ziemi, ale szybko się podnosiłam. W pewnym momencie poczułam, że moje nogi stają się bezwładne. Runęłam na ziemię i uderzyłam głową o korzenie drzew, które pięły się po całym lesie. Leżałam wpatrując się w ciemne gałęzie i liście, czułam, że umieram. Nie słyszałam już krzyków czarnych jeźdźców. Ból przepełniał moje ciało, a głową leżałam w kałuży własnej krwi.
Odwróciłam głowę na bok i powoli zamknęłam zmęczone oczy.
Obudziłam się w dziwnym miejscu. Wokół mnie nie było już mrocznego lasu, a jasna pustka. Zniknęły moje podarte szaty, a pojawiła się piękna biała długa suknia. Na nodze i głowie nie było śladu po ranach. Odczuwałam radość i spokój. Postawiłam krok do przodu, a przede mną zaczęła pojawiać się ścieżka. Szłam powoli i przyglądałam się dziwnym napisom, które lśniły na moich dłoniach. W powietrzu unosiła się słodka woń. Myślałam, że umarłam i, że byłam w raju i czekałam aż ujrzę moich najbliższych. Jednak tak się nie stało. Szłam ciągle ścieżką oddychając powoli i rozglądając się dookoła. Ciągle otaczała mnie pustka. W pewnym momencie usłyszałam ćwierkanie ptaków i cichutki szum wody. Przystanęłam w miejscu i zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam przede mną znajdowała się rzeczka i łąka pełna zieleni i kwiatów. Szybko podbiegłam do wody i nabrałam jej w dłonie. Była krystalicznie czysta. Nagle poczułam lekki dotyk na moim ramieniu. Wstałam i ujrzałam przed sobą wysoką kobietę, która także była odziana w białą suknię. Miała długie białe włosy i piękną bladą cerę. Jej oczy były szare i zdawało mi się, że się do mnie uśmiechają. Otworzyłam usta ze zdumienia i chciałam coś rzecz, ale ona przystawiła palec do mojej twarzy i uśmiechnęła się. Odwróciła się do mnie plecami i wskazała ręką abym za nią podążała. Szłyśmy brzegiem rzeki, a co chwila podlatywały do nas śliczne małe ptaki, które mieniły się w szarych barwach. Nie były tak kolorowe jak te w Entii, a jednak ich śpiew był tak magiczny i fascynujący, że nie dało się do nich odwrócić wzroku. Nie wiedziałam gdzie idziemy jednak bez zaprzeczenia kroczyłam za białą panią. Otaczał nas piękny las iglasty, a nad naszymi głowami rozpościerało się błękitne niebo. Przystanęłyśmy na moście, a Ona rzekła.;
-Felicjo, nie lękaj się mnie.-uśmiechnęła się i spod białej szaty wyciągnęła dziwne zawiniątko. Znów chciałam coś powiedzieć, jednak nie pozwoliła mi na to.
Dała mi do rąk to co wyciągnęła i kazała odwinąć. Nabrałam świeżego powietrza d płuc i odwinęłam chustę.
-Widzisz to?-zapytała, kiedy zobaczyła, że trzymam w ręce niewielki sztylet.
-Tak.-odpowiedziałam niepewnie i obróciłam w moich palcach ten zadziwiający prezent.
-To jest od dziś twoje. Kochanie nie bój się ciemności, głodu i pragnienia. Kiedy posiądziesz Entię na własność nic z tego nie będzie ci dokuczało. Jednak teraz musisz się zmierzyć ze swoimi lękami.-jej głos był niski i przyjemny dla ucha. Mówiła stanowczo, ale z nutą radości zawartą w każdym słowie.
-Wiem. Staram się, ale nie rozumiem co ja tu robię? Gzie jestem?
-Jesteś w moim królestwie.-uśmiechnęła się i wskazała ręką na wszystko co nas otaczało.
-A kim jesteś, jeśli można zapytać tajemnicza pani?
-Acili.-rzekła i przejechała dłonią po poręczy mostu.
-Tak się nazywasz?
-Tak. Zapewne także chcesz wiedzieć kim jestem?-zaśmiała się cicho.
-Oczywiście, że tak!-powiedziałam uradowana.
-Jestem królową wilkołaków. Tak wiem, że zadziwia cię fakt, że reprezentuje gatunek brudnych psów. Uwierz mi nie jesteśmy tacy.
-Ależ ja tak nie sądzę! Nie znam bardziej wiernych przyjaciół jak wilkołaków..
-Wiem, że masz w nich oparcie, ale uwierz moja kochana, że nie wszyscy jesteśmy dobrzy. Staram się jak mogę aby moje młode wilczki wybierały dobrą drogę, jednak nie zawszę mogę im to zapewnić.
-Wiem dobrze, że tak na prawdę mogę sie zawieść na wszystkich, których znam. Oh Pani Acili..niech mi Pani wierzy, że wystrzegam się nowych znajomości jak mogę. Jednak to za trudne..
-Wiem Felicjo, wiem. Wiem też, że zadajesz sobie pytanie jakim cudem tu się znalazłaś..Otóż ja nie jestem żywa, mogę się ukazywać w snach, a ty właśnie śnisz. Kiedyś już miałaś taki sen, gdzie podążałaś drogą i widziałaś wielkie drzewo, tak?-poczułam jakby ktoś mnie chwycił za serce.
-Tak, miałam taki sen...-odpowiedziałam cicho.
-Jestem niczym wytwór twojej wyobraźni, jestem świadomym snem. Ja nie mogę się już nigdy zjawić w Entii przez pewne zaklęcia. I bardzo rzadko zdarza mi się, abym też mogła z kimś rozmawiać poprzez sen. Masz może jakieś życzenie? Chciałabyś kogoś zobaczyć?-spojrzała na mnie i się szeroko uśmiechnęła.
-Chcę zobaczyć Ariela i Łukasza.-rzekłam, a po moim policzku popłynęła łza, którą szybko otarłam.
-Na twoje życzenie słońce..-wyciągnęła do mnie dłoń. Zeszłyśmy z mostu i pokierowałyśmy się pod górę przez iglasty las. Gdy stanęłyśmy na samym szczycie gdzie nie było już drzew, a zaczynała się łąka ujrzałam niedaleko mnie dwie postacie, które biegły w moją stronę. Poczułam, że moje serce bije coraz szybciej, a do moich oczu napływały łzy. Zbiegłam prędko ze stromego wzgórza i stanęłam twarzą w twarz z Nimi. Wiedziałam, że to tylko złudzenie jednak wtedy nic innego się nie liczyło.;
-Łukasz..Ariel!-krzyknęłam szczęśliwa i rzuciłam im się na szyję. Śmialiśmy się tak głośno jak nigdy.
-Kochani nawet nie wiecie jak mi was brakuje..-byłam prze szczęśliwa, jednak bolało mnie to, że ta chwila zaraz miała się skończyć i miałam ich już nie zobaczyć.
-Felicja, pamiętaj troszcz się o Christophera.-Łukasz do mnie podszedł i pocałował w usta. Brakowało mi go strasznie od kiedy umarł.
-Nie przeszkadza ci to, że nie jestem z tobą?-zapytałam, a on tylko spojrzał na Ariela i obydwoje rzekli.;
-Pragniemy twojego szczęścia i bezpieczeństwa..-po tych słowach rozpłynęli się w powietrzu. Zaczęłam głośno wołać ich imiona i rozglądać się w około. Jednak oni już zniknęli, a otaczały mnie tylko zielone wzgórza.;
-Felicjo, czas się obudzić. Jesteś w błędzie jeśli twierdzisz, że czarne postacie, które widziałaś chcą twojej śmierci. Przeciwnie oni chcą cię uchronić, zawróć i znajdź ich obozowisko, a wtedy przeżyjesz i wrócisz do Podgórza.-usłyszałam za sobą głos Acili, a po chwili poczułam, że znów leżę na mokrej ziemi, spragniona i wycieńczona. Podniosłam głowę i ujrzałam, że kałuża krwi, w której leżałam, zniknęła. Wstałam powoli i rozejrzałam się w około. Zobaczyłam, że obok mnie leży sztylet, który dostałam od królowej wilkołaków. Podniosłam go i ruszyłam na poszukiwania obozowiska jeźdźców. Droga była jeszcze cięższa, gdyż teraz musiałam się wspinać pod górę, niż jak przedtem z niej zbiegałam.
Mijały godziny a ja ciągle błądziłam po lesie i nie mogłam natrafić na ich żaden trop. Byłam rozczarowana i bałam się, że tak po prostu odjechali i jednak jestem skazana na śmierć w tym miejscu. Nagle usłyszałam stłumiony śmiech, który był mi znajomy. Zaczęłam iść w kierunku głosów, aż w końcu ujrzałam światło ogniska. Było już ciemno więc byłam skazana iść po omacku. Rozmowy się nasilały a blask ognia wydawał się być coraz bliższy mnie. Po długiej drodze stanęłam za drzewem, które odgradzało mnie od zakapturzonych postaci. Wyjrzałam zza pnia, aby przyjrzeć się ich twarzom, jednak nic z tego, mieli nasunięte na głowy kaptury. Jednak w pewnym momencie jeden z nich go ściągnął. Ujrzałam twarz Morana. Wybiegłam z ukrycia u rzuciłam mu się na szyję. Wszyscy siedzący na ziemi szybko powstali i byli gotowi do wystrzału strzał z łuków. Myśleli, że jestem ich wrogiem i chcę udusić ich przyjaciela i wojownika. Nie rozpoznali mnie gdyż byłam brudna i miałam na sobie kaptur.;
-Nie ruszaj się!-zobaczyłam, że w naszym kierunku idzie Atharin.
-Ej!-krzyknęłam głośno i odsunęłam się od elfów. Ściągnęłam powoli kaptur w głowy i wybełkotałam moje imię.
-To ja Felicja..-resztką sił stałam na nogach, byłam tak zmęczona, że nawet to co mówiłam było z trudnością do zrozumienia.
-Felicja!? Co ty tu robisz?-Moran spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-Przecież mówiłam ci, że jadę się przejechać nad rzekę..-powiedziałam łapczywie spoglądając na wiadro wody, które stało pod krzakiem.
-Jesteś tak osłabiona..my cię szukamy od dwóch dni!-Król podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. Położył mnie pod drzewem i otulił w swoją szatę. Dał mi pić i jeść. Odczuwałam okropne wyrzuty sumienia, że tyle ze mną kłopotów i chciałam ich przeprosić. Kiedy sie przespałam dwie godziny, wstałam po cichu i poszłam do nich do ogniska, gdzie siedzieli i rozmawiali.;
-Chciałam was przeprosić..za to, że musieliście mnie szukać..i za to, że zniknął wam jeden koń ze stajni..-usiałam obok Morana i zakłopotana spojrzałam na jego zadziwioną twarz.
-Co cię tak dziwi?-zapytałam marszcząc brwi.
-Żaden koń nie zniknął z naszej stajni..wszystkie są..więc..?-odrzekł i spojrzał na resztę kompanów. Ktoś tego konia tam podrzucił i to wcale nie przypadkiem.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Po cichu weszłam do pokoju i zobaczyłam Christophera, który spokojnie spał. Zrzuciłam z siebie ubrania i przebrałam w piżamę. Weszłam pod kołdrę i przytuliłam się do niego. Miałam zimne ręce i dotknęłam go lekko po twarzy. Obudził się i spojrzał na mnie marszcząc brwi.;
-Felicja to ty?-zapytał pociągając nosem.
-Tak..-odrzekłam cicho całując go lekko w usta.
-Co się stało? Słyszałem jakąś rozmowę i wiem, że gdzieś poszłaś.-obrócił się na bok i spojrzał na moje zapłakane oczy, które oświetlało światło wpadające przez okno.
-Chris..Nie..nie chcę o tym mówić..-nie potrafiłam wydobyć z siebie słowa. Nie wiedziałam jak.
-Powiedz..proszę..-przybliżył się do mnie i uśmiechnął.
-To nie jest wesoła nowina.-poczułam jak po moim policzku spływa łza.
-Tak myślałem..-spuścił wzrok i wzdychnął głośno.
-Co? Co myślałeś?-spojrzałam na niego nie do końca wiedzą o co mu chodzi.
-Diachn nie żyje czyż nie to jest powodem twoich łez?-powiedział to i wstał z łóżka. Zaniemówiłam. Skąd to wiedział? Podsłuchiwał czy ma jakieś nadprzyrodzone moce?
-Christopher..skąd to wiesz?-podeszłam do niego i objęłam go w pasie. Nasze palce się splotły a serca biły w tym samym rytmie. Przy nim zapominałam o bólu, który w sobie nosiłam.
-Po prostu wiem..-burknął i spojrzał na mnie ze smutkiem w oczach.
-Nie wiem co mam z sobą zrobić..-stałam w miejscu i wpatrywałam się w podłogę nie potrafiłam wytłumaczyć czemu to robię. Myślałam o niczym i o wszystkim. Ból otaczał mnie z każdej strony.
-Felicja..chodź połóżmy się spać..musisz w końcu odpocząć. Wiem, że ci ciężko. Ja nie potrafię opisać strachu i bólu, który we mnie jest..o tu.-chwycił moja dłoń i przystawił ją do swojego serca.-Boje się o Edwarde..tęsknie za nią jest moją jedyną rodziną. Diachn była osobą cudowną..i nigdy jej nie zapomnę i przez to ten ból i pewna pustka, która się nie wypełni w sercu..ty też taką masz. Los zabrał ci pewną osobę i zabrał z nią część twojego życia. Ale los dał ci też mnie..Ja nie dam ci sie poddać. Pamiętaj ja zawsze będę. Ja pomogę ci wypełnić twoją pustkę a ty pomożesz wypełnić mi moją..-uśmiechnął się a po jego policzku spłynęła łza. Szybko otarł ją. Był wrażliwy, ale starał się to ukrywać.
-Nie wstydź się łez..-powiedziałam i sama rozpłakałam się jak małe dziecko. Byliśmy sobie przeznaczeni i nie wyobrażam sobie życia bez niego.
-Boję się, że cię stracę..-rzekł, a jego oczy przepełniły się goryczą.
-Ja nie jestem wiele warta..dopiero z tobą czuję, że żyję.-uśmiechnęłam się i ręką otarłam mokry policzek.
-Chodź tu do mnie..-usiedliśmy razem na łóżku i przytuliliśmy się.
-Proszę cię połóż się spać..-powiedział zatroskanym głosem.
-Nie zasnę..nie dziś..-oparłam głowę na jego ramieniu.
-Ehh..
-Nie martw się o Edwardę..jest ona silna i wie co robić.-czułam, że ciągle trapi go strach o siostrę. Widać było, że ciągle za nią tęskni i, że ciężko było im się rozstać.
-Staram się.-objął mnie ręką i pocałował w głowę.

Siedzieliśmy milcząc i wpatrując się w ścianę, Christopher co chwilę przysypiał jednak ja nie potrafiłam zasnąć. O piątej nad ranem zaczęłam się doszczętnie nudzić. Wstałam powoli z łóżka by nie obudzić śpiącego chłopaka i poszłam się przebrać w coś ciepłego. Weszłam do łazienki i wzięłam chłodny prysznic. Założyłam to co było położone na szafeczce i na to założyłam czarną szatę, którą tu nosili wszyscy. Rozczesałam skołtunione włosy i wyszłam z pokoju. Christopher niczego nie świadom spokojnie spał dalej w pokoju. Na palcach przemierzałam zamek gdyż wszyscy byli jeszcze pogrążeni w głębokim śnie. W końcu wyszłam na zewnątrz. Przywitał mnie chłodny podmuch wiatru. Na dworze było jeszcze ciemno jednak czułam, że słońce już próbuje wyjść zza horyzontu . Zarzuciłam kaptur na głowę aby nikt mnie nie poznał i ruszyłam ku wyjściu do królestwa. Przy wrotach pełnili wartę dwaj elfowie.;
-Przepraszam..gdzie jest stajnia?-zapytałam.
-Przepraszam kim jesteś?-jeden ze strażników starał się przyjrzeć mojej twarzy, jednak ja chciałam zachować tożsamość. Ukrywałam twarz w ciemnym kapturze.
-Po prostu chcę wiedzieć gdzie jest stajnia..-sama próbowałam się przyjrzeć elfom jednak nie było jeszcze na tyle jasno abym mogła ich ujrzeć. Widziałam tylko smukłe zarysy uch twarzy.
-Przykro mi..Jednak jeśli nie zdradzisz nam kim jesteś i czemu chcesz opuścić królestwo, będziemy zmuszeni wezwać króla.
-Nazywam się Felicja..-po długim namyśle odsłoniłam swoją twarz.
-Dlaczegoż to pani chcę opuścić nasze mury?-obydwaj ukłonili się przede mną.
-Muszę na chwilę gdzieś jechać. I jeśli mogłabym prosić..Błagam o to aby nikt nie wiedział, że gdzies pojechałam. Jeśli zaczną mnie szukać powiedzcie, że wędruje sobie po królestwie i niech mnie nie szukają bo przemieszczam się szybko. I poinformujcie też, że wrócę przed zachodem słońca.-jeden z elfów wyszedł z cienia, w którym stał i jego twarz oświetlała pochodnia zapalona nad naszymi głowami.;
-Moran?-uśmiechnęłam się i starałam przyjrzeć się mu nieco dokładniej.
-Tak to ja.-zaśmiał się.-Gdzie się wybierasz? Nie martw się. Jeśli zaczną cię szukać powiemy tak jak sobie życzysz pani. Powiedz tylko gdzie? Chciałbym wiedzieć..gdyż jeśli nie wrócisz przed zachodem słońca..Co wtedy będzie? Wtedy nikt nie będzie wiedział gdzie nasza Nadzieja odeszła..I wtedy cała wina spłynie na mnie? Hm jaśnie pani? Więc?-wszystkie słowa, które wypowiadał zdawały się być mówione półżartem, półserio.
-Proszę..nie mówicie do mnie jaśnie pani..Błagam..jestem Felicja. Wybieram się nad rzekę..i nie, nie powiem dlaczego..-czułam się skrępowana kiedy ktoś mówił mi "jaśnie pani", było to zaprzeczeniem całej mnie. Byłam zwykłą skromną osobą, która jest wrażliwa, ale i silna. Nie nadawałam się na to aby silniejsi i lepsi ode mnie mówili tak do mnie.
-Jak sobie Felicja życzy. Dobrze do stajni musisz udać się prosto i w prawo. W tej wiosce obok jest stajnia.-ponownie się uśmiechnął i wskazał palcem gdzie znajdę stajnię. Nie zastanawiając się ruszyłam. Ku mojemu zdziwieniu nikt nie pilnował koni. Ominęłam wszystkie należące do królów i wojowników. Udałam się do tych, które służą do przewożenia różnych rzeczy. Podeszłam do konia, który różnił się od innych, nie tym, że był bardziej chudy. Jednak miał w sobie to co mnie do niego przyciągało, magiczną moc. Czułam, że on jest mi przeznaczony i to on wie gdzie mnie zaprowadzić. Poklepałam go lekko po brzuchu i zaśmiałam się.
Miał bujną czarną grzywę, która była bardzo przyjemna w dotyku. Po długim czasie zmagania się z siodłem w końcu wyruszyłam. Bramy królestwa były już otwarte a kiedy wyjeżdżałam Moran skinął głową na znak, że mnie będzie krył.

Wiał chłodny wiatr i było jeszcze ciemno. Drogę oświetlały mi pochodnie rozmieszczone na skałach. Dopiero kiedy skończyły się skały a przede mną wyrosły zielone wzgórza, ujrzałam słońce, które wzbijało się w górę z wielkim trudem.
Uśmiechnęłam się i poprawiłam kaptur spoczywający na mojej głowie, aby nikt mnie nie rozpoznał. Wszędzie rosła zielona trawa i inne roślinności. Jechałam powoli nigdzie mi się nie śpieszyło. Wsłuchiwałam się w równy tętent końskich kopyt i w wiatr, który niósł z sobą różne wieści. Brakowało mi samotności. Chciałam znów bić się ze swoimi myślami. Znów móc sama ze sobą prowadzić konwersacje na temat tego co się dzieje. Znów zachwycać się błękitem nieba, które do złudzenia przypomina morze, a bielutkie chmurki zastępują wzburzone fale. Właśnie wtedy to poczułam, poczułam wolność, że chodź na chwilę mogę się odciąć od wszystkiego.;
-Gdzie tak właściwie zmierzasz Eleanor?-usłyszałam cichy głos w mojej głowie, znajomy głos. Zdawało mi się, że obok mnie jest ktoś kto ciągle coś do mnie mówi, jednak to tylko moje złudzenie. Minęły około dwie godziny a przede mną były same zielone wzgórza i ani jednego drzewa. Tylko na zachodzie widziałam w oddali królestwo Elfów Leśnych. Traciłam nadzieje, że odnajdę rzekę i będę mogła ją ujrzeć. Przystanęłam na chwilę i zeszłam z konia. Rozejrzałam się w około i zobaczyłam, że na jednym ze wzgórz w oddali coś czarnego się porusza. Za chwilę jedna czarna kropka zamieniła się w milion czarnych kropek, które zmierzały w moją stronę. Otworzyłam szeroko o czy a moje serce biło jak oszalałe. Nie wiedziałam kto zmierza w moim kierunku i co mam zrobić. Miałam przy sobie tylko niewielki nóż, który by i tak przeciwko tak wielkiej armii by się nie przydał.
Szybko wskoczyłam na konia, który od razu popędził jak najszybciej przed siebie. Nie wydawałam mu żadnej komendy on poczuł, że dzieje się coś niebezpiecznego o ruszył. Pod wpływem dużej prędkości zdawało mi się, że wiatr wieje jeszcze mocniej niż przedtem. Mój kamuflaż, kaptur, spadł mi z głowy. Kosmyki włosów osłaniały moją całą twarz. Nic nie widziałam. Czułam, że zaraz spadnę z konia.;
-Dasz radę!-powtarzałam to w momentach kiedy czułam, że muszę puścić konia, że nie dam rady.
Obejrzałam się za siebie i ujrzałam tylko rozmazane zielone wzgórza, żadnych czarnych punktów, które mogły by wskazywać, że ktoś za mną podąża. Odetchnęłam z ulgą. Poczułam pieczenie w gardle. Moje powieki zaczęły być ciężkie i nawet nie wiem kiedy zasnęłam w trakcie jazdy. Obudziłam się kiedy koń parsknął. Znajdywaliśmy się pod wielkim rozłożystym drzewem. W okół mnie widziałam tylko las. Koń spokojnie skubał zieloną trawkę a ja starałam się dojrzeć Królestwo Podgórza, jednak nigdzie go nie widziałam. Może było to spowodowane brakiem orientacji w terenie? A może drzewa przysłaniały mi widok? Zeszłam z konia i głośno westchnęłam.;
-No nieźle, zgubiłam się!-powiedziałam głośno i zarzuciłam kaptur na głowę. Chwyciłam wodze konia i zaczęłam spacer przez piękny las. W okół mnie znajdywały się ogromne drzewa, które mogły mieć z setki milionów lat. Zdawało mi się, że ich bujne, zielone korony kąpią się w błękicie nieba. Kora była gruba i nie widać było na niej aby jakieś szkodniki mogły zaszkodzić drzewu. Pod moimi nogami było pełno gałęzi i mchu. Gdzieniegdzie rosły dziwne grzyby, które swoim wyglądem przypominały dno kubka. Nadal było zimno i chodź byłam ciepło ubrana odczuwałam lekki chłód. Po godzinnej wędrówce przez piękny i tajemniczy las, odczułam głód i pragnienie. Przystanęłam na chwilkę i zaczęłam się rozglądać za jakimś krzakiem z jagodami, jednak na próżno. Nigdzie nie było widać nic prócz tajemniczych drzew i różnych zarośli.;
-I co teraz?-zaczęłam gadać sama do siebie. Nie wiedziałam co z sobą zrobić, ale obiecałam sobie, że się nie poddam. Ponownie wsiadłam na konia i z trudnością zaczęliśmy się dalej przedzierać przez las, który robił się coraz gęstszy. Drzewa zaczęły na nas coraz bardziej napierać a z znienacka zaskakiwały nas kolce dzikich róż. Zraniłam się w nogę i rozdarłam na boku szatę. Mijały godziny a ja ciągle tkwiłam w tym koszmarnym lesie, wydawało się, że nie ma on końca. Chłód coraz bardziej mi doskwierał a rana zaczęła mnie szczypać. Śmiałam się sama z siebie. Co ja sobie myślałam, chciałam po prostu wyruszyć nad rzekę, a tu wplątałam się w takie piekło. Mimo przytłaczającej sytuacji nie odczuwałam strachu, wiedziałam, że dam radę. Nagle zobaczyłam ciemność przed oczami i poczułam, że zsuwam się powoli na ziemię. Zemdlałam. Kiedy się obudziłam straciłam zupełne poczucie czasu. Było już ciemno, nic nie widziałam. Mój koń zniknął pochłonęła go ciemność. Pewnie uciekł i schronił się gdzieś. Siedziałam opierając się o pień jakiegoś drzewa, nie widziałam nawet własnej ręki. Czułam się jakbym była ślepa. Po omacku starałam się wstać. Odgłosy nocy wywoływały u mnie panikę. Serce biło mi jak oszalałe, nigdy się tak nie bałam. Postawiłam jeden krok łamiąc gałązkę. Wtem z drzew zerwała się gromada jakiś ptaków, które poleciały w górę kracząc głośno. Zaczęłam głośno krzyczeć i biec przed siebie. Co chwila upadałam na ziemię potykając się o kamienie i inne rzeczy. Byłam w pułapce, to co mi zostało, to przeczekać noc i rankiem starać się znaleźć jakiś ratunek. Przemieszczałam się na czworaka po wilgotnej ziemi, a co chwila do ręki wbijał mi się jakiś kamień. Nie czułam żadnego bólu, czułam strach. Bałam się, że nie zobaczę już Christophera. Badając ręką teren poczułam, że jestem obok jakiegoś dużego kamienia. Skuliłam się i okryłam podartą i zabrudzoną szatą i starałam się zasnąć. Co chwila gdzieś słyszałam huczące sowy latające nad moją głową. A mrożący krew w żyłach wiatr kpił sobie ze mnie. Zdawało mi się wiele razy, że ktoś jest nade mną, albo obok mnie, że coś pociągnie mnie za nogę i zniknę w ciemnościach. Także słyszałam głosy, których tak na prawdę nie było. Nie potrafiłam spać strach przewyższał wszystko inne. Noc potrafi być przerażająca jeśli jest się samemu w miejscu o którym się wcześniej nie miało pojęcia.

  • awatar Bez Granic ♥: I już mnie zaciekawiło ; ** . Masz talent i czekam na dalsze rozdziały ; ** .
  • awatar Will Give You My Heart ♥: Oj tak noc w samotności i w obcym miejscu jest naprawdę przerażająca. Nie zawiodłaś mnie i kolejny raz mam ochotę wstać i zacząć bić brawo :3 Jestem ogromnie ciekawa co dalej się wydarzy. Pis szybko następny!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zgniotłam go i rzuciłam pod nogi Blorinowi. Przyłożyłam zaciśniętą dłoń do twarzy i zaczęłam cicho płakać.;
-Felicja..spokojnie..spokojnie..Ona była dla nas bardzo ważna wiem. Jestem okropny, mogłem z nimi zostać..martwię się..chciałbym ją chociaż pożegnać.-oczy Davida były całe czerwone. Starał się nie płakać jednak nie dawał rady.
-Nie..ona żyje..nic się nie stało..taakk..nic..nic..-zaczęłam gadać dziwne rzeczy starałam sobie znów poukładać wszystko w mojej głowie i sercu. Znów czułam pustkę i takie dziwne uczucie w gardle.
-Felicja..-powtórzył spokojnym głosem i oparł lekko dłoń na moim ramieniu. Byłam głupia on cierpiał bardziej a ja kazałam mu się pocieszać.
-Hejj..co się stało?-nagle do pomieszczenia pełnego żalu i rozpaczy wbiegł uśmiechnięty Leo. Rozpłakałam się jeszcze bardziej.
-Ej? Coś nie tak?-najmłodszy wilkołak wyczuwał dziwne napięcie w powietrzu. Widział jak wszyscy stoją z grobowymi minami i jak po moich policzkach spływają gorzkie łzy.
-Powie mi ktoś coś!?-krzyknął głośno. David wzdrygnął jakby chciał coś powiedzieć, ale się powstrzymał. Nikt nie miał odwagi powiedzieć Leo co się stało. Nikt.
-Zamierzacie milczeć? A co to?-oparł się o ścianę kiedy nadepnął na zgnieciony list. Podniósł go i głośno przeczytał;
"Witam Was moi Kochani bracia i siostry. Ten list nie niesie ze sobą dobrych wieści. Ogarnia mnie wielki żal i smutek, że muszę Wam to w taki sposób przekazać. Otóż Wasza ukochana Diachn zmarła dnia wczorajszego z powodu ciężkiej choroby, która ją nękała od dłuższego czasu. Nie informowała Was o tym, gdyż nie chciała abyście się martwili."Tak napisała w swoim notatniku" Pochowaliśmy ją na cmentarzu w lesie Givańskim poza królestwem. Przykro nam, że nie będziecie mogli przybyć na pogrzeb.

Przepraszam za list
Król Santos

Wilkołak zaczął spoglądać na mnie a potem na list. Tak jak my wszyscy nie mógł uwierzyć w to co się stało. Była dla nich matką, opiekunką i najlepszą kobietą pod słońcem. Była taka dobra nic nie opisze jej dobrego serca. Zawsze pomagała i starała się aby wszystko było dla nas jak najlepsze. Kochałam ją jak własną babcię, której nigdy nie miałam.
-Ona nie ży..-Leo spojrzał na Davida, którego tępy wzrok był skierowany w ziemię i zająknął się..nie chciał wypowiedzieć tego słowa.
-Tak.-odpowiedział załamanym głosem i wyszedł z sali. Pobiegł na lewo korytarzem do swojego pokoju. I ja tak zrobiłam, nie chciałam już być w tym pomieszczeniu, które było nasiąknięte łzami i smutkiem.
Zrozpaczona chwyciłam za klamkę, jednak po chwili osunęłam się o drzwi i siedziałam tam płacząc. Nie chciałam znów tracić następnej części mojego serca. To się dzieje ciągle. Tracę osoby, na których mi zależy i te, które kocham.
Wpatrywałam się przez szklaną ścianę jak woda z rzeki błyszczy w świetle gwiazd i jak odbija się w niej światło bladego księżyca. Strumyk wody płynął cicho i bezszelestnie nie byłam zdolna go usłyszeć. Jednak widziałam jak woda omija wystające kamienie i płynie dalej. Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Obudziłam się z mojego ślepego snu. Spojrzałam do góry i ujrzałam Atharina.;
-Wiem, że ci ciężko..-powiedział poważnym i niskim głosem.
-Nie.-odrzekłam cicho, ale stanowczo.
-Nie jesteś smutna?-zapytał i usiadł obok mnie.
-Nie mnie potrzebne jest pocieszanie. Bardziej cierpią David, Leo..i inni. Oni byli z nią zżyci, nawet król nie widział jakim szacunkiem darzyli Diachn. A jakim ona ich. To przykre..i nie do zrozumienia. Czemu się wszystko kręci w okół mnie i czemu im nikt tak nie współczuje jak mi? Oni tez mają uczucia i potrzebują dobrych słów.-spuściłam wzrok.
-Jesteś na prawdę mądrą osobą..wiesz? Nigdy jeszcze nikt nie opisał tak czyjegoś współczucia.-król wstał i podał mi rękę.
-Posiedzę sobie.-odrzekłam cicho i przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej.
-Chodź..coś ci pokaże.-ponownie wyciągnął dłoń i się uśmiechnął. Po chwili wahania wstałam.
-Co chcesz mi pokazać?-zapytałam chowając zmarznięte ręce do kieszeni.
-Coś ci opowiem..a teraz musisz być cierpliwa..chodź, chodź..-zeszliśmy schodami pałacu i zaczęliśmy się kierować w stronę wrót królestwa. Jednak przed samą bramą skręciliśmy w prawo. Szliśmy wąską szczeliną a pod naszymi nogami rosła zielona trawa a co chwilę ukazywały się duże kamienne płytki. Na ścianach skały było wyryte jakieś zdanie w innym języku. Nie potrafiłam go odczytać.
-Gdzie idziemy?-moja ciekawość była nieposkromiona.
-Już chwilkę..-głos Atharina zdawał się być łagodny i miły. Z każdym krokiem zastanawiałam się gdzie mnie prowadzi. Zdawało mi się, że idziemy w nieskończoność aż nagle znaleźliśmy się u celu.
-cmentarz..-rzekłam szeptem.
-Tak..chodź coś ci pokaże.-przechodząc obok grobów wydawało mi się, że słyszę głuchy płacz tych, którzy zostali pochowani. Jednak nie mogłam wierzyć we wszystko co słyszę. Demony uwielbiały robić sobie żarty i podsuwać wiele znajomych dźwięków. Zatrzymaliśmy się przy dużym grobie, którzy stał tuż pod stopami ogromnej płaczącej wierzby. Król przyklęknął na jedno kolano i przyłożył dłoń zwiniętą w pięść do piersi. Po chwili wstał i wskazał ręką na ławkę stojącą tuż obok. Usiadłam. W milczeniu spoglądałam w ziemię i nie chciałam nic mówić, nie zadawać żadnych pytań.;
-Tu został pochowany mój ojciec..-powiedział i uśmiechnął się.
-Spokojnie nie bój się pytaj o co chcesz.-dodał.
-ee..-zająknęłam się przez chwilę.-kiedy umarł?-zapytałam niepewnie.
-Bardzo dawno. Jeśli się domyślasz elfy żyją bardzo długo..niestety nam nie przysługuje nieśmiertelność. Odkąd umarł minęło ponad 100 lat a żył? hm..żył chyba trzy czy cztery razy tyle.-zaśmiał się sam do siebie i spojrzał na grób.
-Musiało wam być ciężko..-przez chwilę pomyślałam o moich rodzicach, których straciłam. I tych biologicznych i tych którzy mnie adoptowali.
-Jesteś wspaniała. Myślisz o innych mówisz "wam" a nie "mi". Pomyślałaś o moim bracie?-spojrzał na mnie a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-Tak.-uśmiechnęłam się i położyłam ręce na kolanach.
-Tak było nam ciężko. Mój brat jest starszy ode mnie, ale ta różnica wieku wynosi zaledwie 3 lata. Nasz ojciec zginął kiedy osiągaliśmy wiek, w którym mogliśmy już dowodzić armią. Pojechał na długą samotną wyprawę. Był człowiekiem, który lubił rozmyślać nad wszystkim i uwielbiał samotność. Wyruszył bez słowa i bez pożegnania. Nikt nie wiedział gdzie ruszył i dlaczego..był zadziwiającym elfem. Zaatakowała go ciemność na skraju gór Abbadon. Ciało zostało zmasakrowane..i przywiezione przez jakiś kupców. Przynieśli go tuż pod moje nogi, był cały we krwi jego ubrania były podarte i do połowy ściągnięte. Plecy iskrzyły ogniem i bólem. Nie opiszę nienawiści, która była we mnie i jeszcze nie zgasła. Mój ojciec odszedł i nie zdążyłem mu powiedzieć tego co zamierzałem. Kiedyś było wszędzie bezpiecznie można było opuścić granicę królestwa..a teraz? Teraz nawet wewnątrz jest niebezpiecznie i trzeba się mieć na baczności. Myślę, że ojciec kierował się do Edgara..tylko w jakim celu? Wiem też, że i wy tak zrobicie. Będziecie musieli przemierzyć te ciemne góry Abbadon i zmierzyć się z ciemnością. Uważajcie. Graniczą one od zachodu z krainą zła..
Wracając do śmierci mojego ojca chce ci powiedzieć, że tracąc jakąś osobę nie można się załamać i rozpamiętywać tego, że jej już tu nie ma. Przypomnij sobie wszystkie wspólne chwile z tą osobą. Te miłe i przyjemne chwile. Wiesz..pomyśl o tym, że oni wszędzie i ciągle tu są a najważniejsze nie trać wiary w siebie i nigdy się nie poddawaj. Jesteś naszą nadzieją na lepsze życie.-po moim policzku popłynęło kilka łez. Nie chciałam już cierpieć.
-Nie straciłam nadziei po śmierci wszystkich moich bliskich i teraz jej nie stracę.-rzekłam cicho.
-Jesteś ślina.-powiedział stanowczo i poklepał mnie po ramieniu. Rozmawiając z nim czułam jakby on nie był królem a zwykłym elfem.
-Czy twój ojciec znał moich rodziców?-serce zaczęło mi bić szybciej w oczekiwaniu na odpowiedź.
-Mieli razem wielkie plany.-uśmiechnął się.
-Kiedy dowiedziałam się o tym, że Stachna i Ian są moimi rodzicami nie wiedziałam nic o Enti. Wiem, że Diachn okłamała mnie i opowiedziała fałszywą historię aby nie martwić mnie..proszę jeśli wiesz..jak moi rodzice zginęli..powiedz mi.
-Masz rację twoi rodzice nie zginęli z powodu zakapturzonego mościa.-powiedział i spojrzał na mnie jakby chciał mi dać do zrozumienia, że to co usłyszę nie będzie szczęśliwą historyjką.
-Czyli jak? Możesz mówić zniosę wszystko.-rzekłam głośno i poważnie.
-Twoja matka jako córka Edgara, króla Entii była pod szczególnym nadzorem. Wszyscy jej pilnowali. Została nawet zaklęta przez Diachn..aby żadne zło jej nie mogło posiąść na własność. Kiedy twoja Stachna urodziła ciebie i twoją siostrę okazało się, że to ty jesteś tą co zna odpowiedź na wszystkie zagadki, tą co uratuje nas. Nie mogła cię wychowywać, zło czuwało ciągle chodź panował pokój. Oddała cię w ręce ludzi..
-Co z moją siostrą?-przerwałam w połowie. W moich oczach tliła się nadzieja a w głowie plątały mi się myśli.
-Eh..Twoja siostra nie żyje.-zamknęłam oczy a po moim policzku popłynęła. Zniknęła nadzieja.
-Czemu umarła?-zapytałam ocierając mokry policzek czarną szatą.
-Umarła od razu po tym kiedy się urodziła. Zło kiedy usłyszało o tym, że dziedziczka tronu Stachna urodziła dzieci, było prze szczęśliwe. Jeśli tak to mogę nazwać. W księdze było zapisane, że wnuczka Edgara jest tą co potrafi otwierać wszelkie wrota. Wtedy Rafaell król ciemności dowiedział się, że to ty nią jesteś. Panował wtedy pokój..chodź tak na prawdę zło tylko się potęgowało i czekało właśnie do dziś aby uderzyć. Więc..twoja siostra od razu po porodzie została zabita przez ciemność. Jak? Nie wie nikt..Przeżyłaś tylko ty i Stachna i Ian zanieśli cię do pewnej małej wioski, abyś przeżyła. Ich samych po powrocie czekały męczarnie. Zostali pojmani. Całe królestwo, w którym rządzili zostało spalone na ich oczach, a ludzie, którzy je zamieszkiwali zostali skazani na męczeńską śmierć w lochach podziemia. Twoich rodziców zło zmuszało aby powiedzieli gdzie jesteś. Nie chcieli nic mówić. Wiedzieli, że to od ciebie zależy los wszystkich stworzeń. Pragnęli abyś mogła być szczęśliwa. Zostali tak brutalnie zabici..nie wiem czy ci o tym mówić..
-Jestem gotowa na wszystko..-zamknęłam oczy.
-..Pojmał ich oddział Dangali..kiedy jeszcze żyli..zrobili im zatrutymi ostrzami wiele ran. P..później ściągnęli z nich skórę..Później spalili na stosie..Zastanawiasz się pewnie..czemu? I przecież byli objęci czarami..Otóż to był pierwszy krok, który zapoczątkował stan, w którym obecnie się znajdujemy..To chcieli osiągnąć wzbudzić w nas strach i przerażenie. Nie były to demony a Dangale, które były stworzeniami..tylko stworzonymi przez cień. Edgar nie wierzył w to co się stało..I wszystkim powiedział, że ty też zginęłaś. Dla twojego dobra. Aby zło tez tak myślało. Dangale są głupie..bynajmniej były. Nie pamiętają kogo zabiły. Nie chcę ci już o tym mówić..
-Dziękuje, że mi o tym opowiedziałeś. Każdy ukrywał przede mną prawdę i nie chciał nic mówić. Ja nie mam już nikogo z rodziny. Stachna i Ian..nie żyją..moja siostra nie żyje. Moi rodzice też nie żyją. Wiele moich przyjaciół poległo. Znałeś Ariela?-spuściłam głowę.
-Ariela?-zapanowała chwila ciszy.
-Znałem jednego Ariela..dobry przyjaciel był z niego. Jednak stracił głowę dla córki Elfów szlachetnych o imieniu Morag i wyjechał i już nie wrócił.
-On nie żyje.-podniosłam się i zauważyłam, że Atharin posmutniał.
-Kiedy zginął?-patrzał przed siebie. Jego wzrok był tępy i nie można było odczytać w co się wpatruje.
-Dawno..Kiedy jeszcze z Łukaszem wyruszyliśmy na poszukiwanie księgi..Wtedy..gdybyśmy nie poszli pooglądać tych gwiazd i nie zostawili go tam samego..nie zabili by go..-zaczęłam mieć wyrzuty sumienia.
-Wtedy i by zabito was.-odrzekł i skierował swój spokojny wzrok na mnie. Jego twarz była poważna, ale kiedy patrzałam w jego oczy widziałam, że tak na prawdę to tylko gra.
-Wszyscy mi bliscy umarli. Został mi tylko Christopher..I moi przyjaciele, których tak kocham. Kiedy tak podróżowałam poznałam wiele istot, za którymi ciągle tęsknie i o nich myślę. Tęsknie za dziewczyną Ariela Morag i za małą Elficą Uną. Eleanor, która jest stworzeniem bez gatunku jak to ujęła.-zaśmiałam się kiedy sobie przypomniałam jej małą, smukłą postać, która się ciągle uśmiechała.-Mały Carl i jego rudowłosa towarzyszka..czy ich wszystkich też czeka śmierć?
-Poznałaś tak wiele istot.-uśmiechnął się sam do siebie.
-I za wami będę tęsknić..-powiedziałam cicho i skierowałam wzrok na zamyślonego Atharina.
-Czemu myślisz, że ich czeka śmierć?-zapytał.
-Wszyscy moi bliscy umierają..-odpowiedziałam cicho.
-Więc i ja umrę?-powiedział to z lekkim uśmieszkiem na twarzy.
-Nie!-krzyknęłam głośno i stanowczo marszcząc brwi.
-Ej..żartowałem.-popchnął mnie lekko w ramię.
-Nie zachowujesz się jak król.-powiedziałam.
-Po czym tak twierdzisz?-wyprostował się starał się udawać dostojnego.
-Hmm..może po tym, że nie jesteś taki poważny?
-Masz rację. Chodźmy już..musisz się położyć i odpocząć.-wstał w ławki i podał mi dłoń.
-Dam radę sama.-uśmiechnęłam się po czym wstałam. Czułam ból i smutek kiedy myślałam o moich bliskich. Jednak poszłam za radą Atharina i nie wspominałam dnia ich śmierci, a wszystkie miło spędzone z nimi chwilę. To pomaga i daje do zrozumienia ile nasi bliscy są warci i, że bez nich ciężko nam się żyje.


_____________________________
Jak zwykle rozdział dodany z dużym opóźnieniem. Przepraszam.
  • awatar My Paradise <3: Diachn nie żyje? Ale czemuu ;___; Ciekawy rozdział, końcówka bardzo ładnie napisana. Czekam na kolejny ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Otworzyły się przed nami potężne wrota pałacu. Weszliśmy do środka. Było tam miło i ciepło. Pod naszymi stopami rozciągał się złoty dywan. Ściany były wyryte z kamienia. Wisiało na nich wiele ciekawych obrazów. Kolumny podtrzymujące konstrukcje tworzyły długi korytarz. Na jego końcu znajdowała się wielka sala w kształcie okręgu. Na środku stał piękny drewniany stół a na nim leżało wiele ksiąg. Ścianę zastępowały okna co nadawało wielkiego uroku pomieszczeniu. Można było zobaczyć wodospad a także piękny ogród i jego stóp. Zastanawiałam się po co znów mamy odbyć rozmowę, na której naradzimy się a potem wyruszymy w podróż. Podeszłam do szyby i przyłożyłam do niej dłoń. Wpatrywałam się w wodę i wsłuchiwałam w jej dźwięki. Dalej za rzeką była dość szeroka droga, która pewnie wiodła do wioski.;
-Pięknie tu nieprawdaż?-usłyszałam głos Blorina, który stał za mną. Był uśmiechnięty, ale widać było, że ukrywa smutek.
-Tak..Uwielbiam takie miejsca..-odwróciłam się i przytaknęłam.
-Proszę usiądź.-wskazał ręką na krzesełko tuż obok Atharina. Ciągle nie mogłam wyjść z podziwu, że z Moranem byli jak dwie krople wody.
Usiadłam na miękkim siedzeniu i oparłam ręce na podłokietnikach. Przeczuwałam, że znów nastał czas na naradę i, że zapewne będzie tak samo nudna jak te wcześniejsze. Nie nadawałam się do takich rzeczy. Nie wiem dlaczego to właśnie mnie "coś" wybrało do tej roli. Przy stole było dwadzieścia miejsc.
Tyłem do wodospadu siedział Blorin i Atharin po, którego prawicy zajmowałam miejsce ja. Obok mnie siedział Saun. Dalej Ed, David i Christopher. Reszta to były Elfy. Cztery miejsca były puste jednak nikt ich nie zajmował. Nie było tam reszty moich przyjaciół. Wytłumaczyłam sobie to jako, że chcieli zwołać tylko przywódców.;
-Teraz mówcie. Czego szukaliście w naszych stronach?-Blorin uniósł się i spojrzał na mapę wiszącą nad drzwiami. Wydawałoby się jakby chciał nas na tej mapie odnaleźć. Jego oczy od morza do wielkich gór.
-Przybywamy od Santosa z Givani. Jedziemy do Edgara aby zapewnić bezpieczeństwo naszej Felicji, która jeśli słyszałeś legendy jest następczynią tronu. Mnie zapewne kojarzysz. Nazywam się Saun a jakiego pochodzenia jestem domyśl się sam.
Z nami zasiada tutaj David, jest on przywódcą wilkołaków. Nie martw się nie są oni podjęci klątwą. A to jest Ed..on i jego przyjaciele jako jedyni nie podjęli sie współpracy z Rafaellem i cieniem. Rodzice i krewni tych wampirów starali się aby i ich dzieci powiązały umowę krwi. Nie udało im się to, a Ed i reszta zostali sami. A teraz przedstawię wam kogoś kto zapewne nie wygląda na takiego jakim jest.-wskazał palcem na mojego chłopaka i lekko się zaśmiał.-To jest Christopher i jest on synem władcy Lasu Duchów. Co prawda lasu już nie ma, jednak król jest jeszcze żywy i wznowił kontakty z Rafaellem.
-Otóż to..nie wiedziałem, że przybędą do naszego królestwa takie wieści i tak cudowni przywódcy. Miło mi jest was gościć w naszych progach..Jednak jest sprawa, która nie może czekać..-oczy Blorina zabłysły niczym gwiazdy na niebie, a jego twarz stała się spokojna i poważna. Odsunął krzesło i zaczął chodzić w około stołu. Nikt nie wodził wzrokiem za królem, wszyscy słuchali w milczeniu tego co miał do powiedzenia.;
-Kiedy dzisiaj byliśmy na zwiadach...zauważyliśmy niepokojące znaki. Na skałach wywodzących się od strony rzeki Arshi znajdowały się takie oto małe kawałki płócien.-wyrzucił gniewnie na środek stołu kawałek materiału. Był on postrzępiony i coś co na nim widniało nie było zbyt dobrze widoczne. Jednak starałam się jak najlepiej zapamiętać to co zobaczyłam. Widniała tam prosta linia przecinająca materiał na dwie równe części. Wszędzie naniesione były dziwne litery. Nie wiedziałam o co chodzi, ale przeczuwałam, że to nic dobrego nie wróży.
-Przecież to znak Dangali?!-nagle uniosła się jedna kobieta Efl. Nie była odziana w piękne drogie suknie ani złotą biżuterię. Jej ubranie było proste. Miała długie włosy, których kolor wahał się pomiędzy brązowym a rudym. Oczy czujne i śledzące wszystko co się dzieje dookoła.
-Tak wiem. Martwię się, że wróg rośnie w siłę i, że odważą się zaatakować nasze królestwo. Musimy być czujni i uzbroić wojska. Jeszcze mogę powiedzieć, że znaleźliśmy to.-Blorin sięgnął do kieszeni i wydobył z niej wisior, który do złudzenia przypominał ten, który należał do mojej matki. Zaczęłam przeszukiwać kieszenie i szukać wisiorka. Nie było go, nie miałam go przy sobie.
-To należało do córki Edgara czyli twojej mamy Felicjo.-król uśmiechnął się i zaczął wpatrywać się w piękny kryształ.
-Masz rację..musiałam go kiedyś zgubić..-rzekłam cicho i spuściłam wzrok w ziemię.
-Czyli już go kiedyś miałaś?
-Tak.-poczułam się trochę nieswojo kiedy wszyscy wpatrywali się we mnie jak w obrazek. Chociaż byłam przyzwyczajona do tego, to i tak sprawiało mi to zawsze większy kłopot.
-Ale jakim cudem mógł się znaleźć w okolicach tej rzeki Arshi..skoro my tam nie byliśmy?-dodałam po chwili namysłu.
-Otóż to! Nie znaleźliśmy jej w pobliżu rzeki..Nie tylko tam sprawdzaliśmy teren. Udaliśmy się w stronę granic naszego królestwa. Jeśli ci to nic nie mówi to w stronę Santosa. Na naszej drodze stanął mały kupiec. Odziany w jakieś stare łachy chował się w cieniu skały. Nie był on człowiekiem, ani żadnym krasnoludem czy inną istotą. On był pożarty przez zło. Jeśli cię to zaciekawiło to możesz o tym poczytać. Ale teraz do sedna rzeczy. Przeszukaliśmy go ponieważ często oni przemycają jakieś informacje, który wywodzą się z poza granicami labiryntu przez, który przechodziliście aby dostać się na tą połowę Enti. Znaleźliśmy u niego tan naszyjnik i on zapierał się, że należy do niego i, że dostał go od rodziny. Jednak z łatwością można było poznać wisior królowej. W końcu przyparliśmy go do muru i zaczął gadać. Otóż znalazł właśnie przed samym wejściem do labiryntu i postanowił go zabrać i sprzedać. Odebraliśmy mu ten cenny skarb a jego puściliśmy wolno.-naszyjnik po chwili znalazł się w moich dłoniach. Poczułam jakby kamień spadł mi z serca i dziwne uczucie owładnęło moje ciało. Przypomniałam sobie słowa kochanej Diachn, że ten wisior mnie omamia i, że siostra mojej mamy wykorzysta to. Jednak miło było mi go mieś znów przy sobie i wiedzieć, że jest bezpieczny.
-Dobrze na dziś to tyle. Jutrzejszego dna następne zwiady mają się stawić te same osoby co dziś. Aramirze proszę abyś dziś wieczorem wybrał się do każdej z wiosek i kazał uważać i nie opuszczać murów podgórza pod żadnym pozorem.-Atharin powstał i podszedł bliżej elfa, który stał przy wyjściu z sali. Był on wojownikiem i tym, który roznosił wieści po wioskach. Jego włosy były w kolorze jasnego blondu i sięgały za ramiona. Jedno oko przybrało barwę niebieską a drugie brązową co śmiesznie się komponowało.
-Przepraszam..-podeszłam do nich.
-Tak?
-Czy mogłabym także pójść z nim..chciałabym rozejrzeć się po królestwie..-uśmiechnęłam się i schowałam rękę do kieszeni chcąc sprawdzić czy aby na pewno wisior się tam znajduje.
-Ależ Felicjo..przecież możesz jutro kiedy będzie jasno wybrać się pozwiedzać Podgórze..-Atharin zaśmiał się i położył mi rękę na ramieniu.
-Mogę osobiście pokazać ci najpiękniejsze miejsca.-dodał uśmiechając się. Czułam się dziwnie. W jednym momencie moje ciało stało się strasznie gorące a moje policzka lekko się zarumieniły.
-Nie pogardzę taką propozycją jednak i dziś chciałabym sie wybrać na spacer.-odsunęłam się lekko od króla i zaczęłam miętosić w ręce łańcuszek.
-Jeśli ci tak na tym zależy to możesz iść. Tylko Aramir musisz uważać.-młodszy efl zdawałoby sie jakby zlekceważył to polecenie.
-Nie zapomnij, że i jutro pójdziemy się przejść.-kiedy już wychodziliśmy z zamku zatrzymał mnie król.
-Pamiętam.-odrzekłam i zbiegłam powoli po schodkach. Kiedy mijaliśmy drzewo usłyszałam jak Blorin rozmawia ze swoim bratem.
-Słuchaj już przestań. Nie masz szans ona kocha tego chłopaka i tego nie zmienisz.
-Hm? Tak myślisz? Zobaczymy.-były to jedyne słowa, które udało mi się usłyszeć gdyż właśnie zeszliśmy schodkami w dół i znaleźliśmy się przy wodospadzie.
-Piękny jest..
-Masz rację..A wiesz co to za rzeka?-Aramir zamoczył rękę w wodzie, po czym lekko mnie nią ochlapał.
-nie..nigdy o niej nie słyszałam.-zaśmiałam się i odpowiedziałam.
-To jest rzeka poświęcona królowej tych gór Szachar. Jest ona tak na prawdę królową wilkołaków i to do niej należało niegdyś to królestwo i ona pozwoliła nam tutaj się osiedlić. Nie widziano jej już bardzo długo i nasza nadzieja, że kiedykolwiek spotkamy naszą wybawicielkę słabnie z dnia na dzień. Jest ona światłem w ciemności. Ale to nie ważne chodźmy już.-weszliśmy na mały most, którego wcześniej nie zauważyłam.
Przeszliśmy przez szeroką szczelinę i znaleźliśmy się w pierwszej wiosce.
Wszystkie domu były tam zbudowane z drewna i kamienia. We wszystkich oknach było ciemno. A drogę oświetlało nam gwieździste niebo, którego kawałek widniał nad nami. Wioski znajdowały się jakby w bardzo szerokich szczelinach albo po prostu ktoś wyburzył góry. Brzmi to dziwnie ale ze wszystkich opowieści jakie słyszałam jest to realne. Elf stanął na środku placu i wyciągnął róg. Dźwięk był niezbyt przyjemny i kiedy go usłyszałam po moim całym ciele przeszedł lodowaty chłód.
Nagle cała wioska jakby natchnęła się do życia. Ze wszystkich domków wybieli elfowie a w około nas zebrało się ich z około pięciuset. Każdy bacznie mi się przypatrywał i zastanawiał co ja tu robię.;
-Słuchajcie! Królowie mają wam do ogłoszenia ważną rzecz! Otóż macie mieć się na baczności i uważać z kim na jaki temat rozmawiacie. Uważajcie na podstępne cienie i posępne postacie. Ci, którzy dziś byli na zwiadach są proszeni aby także zgłosić się jutro.-Aramir mówił potężnym i silnym głosem. Wszyscy zgromadzeni słuchali go i czekali tylko aż przyniesie dobre dla nich wieści.
Zazwyczaj były to ogłoszenia pogody jaka będzie w najbliższym czasie. Jednak te informacje, które dotarły do elfów zamieszkujących Podgórze przeraziły ich tak bardzo, że każdy milczał.
-To na tyle! Proszę się rozejść i spać spokojnie.-powoli plac robił sie pusty.
-Czemu jest tu wiele eflów a tak wielu z nich nie walczy?-udaliśmy się do kolejnej wioski. Przechodziliśmy pomiędzy domami a ja podziwiałam piękne kwiaty jakie zdobiły ich ogrody.
-To nie są czyści elfowie.-spojrzał na mnie jakby oczekiwał zrozumienia.
-W jakim sensie?-zapytałam i znów sięgnęłam do kieszeni aby sprawdzić czy wisior się tam znajduje. Powoli znów przeradzało się to w obsesje.
-Pewnie Moran ci już opowiadał o tym, że mieszkaliśmy w naszym Leśnym Królestwie..i jeśli nie dokończył opowieści to zapewne ją dokończy. Natomiast większość elfów zamieszkujących nasze wioski to mieszane elfy. Wszystko zostało zakłócone z rasą ludzi. I tak powstały elfy nieczyste. Nie są one prawowitymi elfami. Dlatego brakuje im niektórych cech. Takich jak: wieczne życie, odziedziczona odwaga i honor. Niektórzy "elfowie" wyglądają tak jak normalni ludzie. Tylko, że są elfami. W naszej armii jest dość wojowników i to z czystej krwi. Oni nie mogą walczyć bo nie potrafią i nie ma na razie potrzeby aby i oni chwycili za miecze..-spojrzałam przed siebie a znajdowała się tam następna szczelina jednakże o wiele węższa od poprzedniej. Było po północy a my jeszcze przechodziliśmy drogą, która wiodła do następnej wioski. Aramir szedł przede mną, gdyż ja byłam bardzo wolna i się ociągałam. Nagle potknęłam się o gałąź i wylądowałam prosto na nim. Byłam strasznie zawstydzona i nie wiedziałam co zrobić, kiedy usłyszałam znajomy głos.;
-Felicja?!-za nami biegł David.
-Tak? Co się stało?-odeszłam od elfa i podeszłam do przyjaciela.
-Musisz szybko wracać. Dotarły do nas okropne wieści.-był on strasznie zdenerwowany i widziałam ogromny żal i smutek w jego oczach. Myślałam o najgorszym.
-Powiesz teraz!-krzyknęłam.
-Nie mogę nie teraz..Musimy iść.
-Dobrze. Przepraszam się Aramirze ale nie mogę ci już towarzyszyć. Miłej drogi.-uśmiechnęłam się i wskoczyłam na plecy Davida. Biegł tak szybko, że obraz w około mnie był rozmazany i widziałam tylko kolorowe plamy. Po dziesięciu minutach siedzieliśmy w tej sali, w której wcześniej odbywała się narada. Z poważną miną Blorin podał mi zwinięty list. Kiedy go czytałam łzy spływały mi po policzku i czułam, strach który ogarnął moje całe ciało.

_________________________________

Rozdział ukazał sie z małym opóźnieniem..i za to przepraszam. Mam nadzieje, że ten kto czekał jest zadowolony. Co prawda nic tu nie jest idealne ale jest w miarę dobrze.
  • awatar ♥Żуנę ѕιę туℓкσ яαz♥: Fantastyczny to odpowiednie słowo opisujące ten rozdział chociaż może to za mało? Tak zdecydowanie to za mało! Żadne słowa nie wyrażą tego jak wspaniały jest ten rozdział i całe twoje opowiadanie ;* Już się nie mogę doczekać kolejnego <3
  • awatar My Paradise <3: I co dalej?! No wiesz co...skończyć w takim momencie? Skandal! Nie będę spać teraz po nocach ;_; Rozdział jak zwykle bardzo ciekawy i bajeczny. Domagam się by kolejny ukazał się w jak najszybszym czasie ;3
  • awatar FashionInspiration: Ojej piękne opowiadanie! Ciekawie piszesz,naprawdę :) Pozdrawiam :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Nasze konie zaczęły dziwnie sie zachowywać. Stanęliśmy w miejscu i nasłuchiwaliśmy kto nadchodzi. Jednak nastała chwila ciszy, słyszałam swoje bicie serca.;
-Znam ten róg..-Saun uśmiechnął się i przymrużył oczy. Nagle zza zielonego wzgórza wyłoniły się smukłe postacie z łukami i mieczami w rękach. Jechali na pięknych białych koniach.
-Kto to?-zapytałam głaszcząc rozproszonego konia po grzywie. Wydawałoby się, że tylko ja nie wiem co to za istoty zmierzają w naszą stronę.
-Elfy..-Christopher rzekł cicho wpatrując się jak otaczają nas kręgiem.
Nie byli oni podobni do Elfów z rodu Ariela. Byli ubrani w czarne płaszcze osłaniające ich twarze. Na ich stopach spoczywały buty całe zabrudzone błotem.
Bałam się, że nie są do nas przyjaźnie nastawieni.
-Kim jesteście..i skąd przybywacie!-z szeregu koni wyjechał czarny rumak, którego dosiadał wysoki mężczyzna.
-Ja jestem Saun. Podróżujemy od Santosa króla Givani..-zsiadł z konia i podszedł bliżej zakapturzonego elfa. Był on taki wysoki, że sięgał wzrostem niewielkiemu drzewu.
-Hm? Powiadasz od Santosa..-elf ściągnął kaptur i ukazała się jego twarz.
Miał długie włosy w kolorze brązowym przeplatane lekką siwizną.
W jego oczach widniał blask wschodu słońca. Wyglądał jakby co rana wstawał i czekał aż rozbłyśnie światłość dnia.
-A twoje imię?-Saun odwrócił się w naszą stronę dając znak abyśmy się nie lękali i, że wszystko będzie dobrze.
-Aż taki ciekawy jesteś..jestem Bolrin syn Thoromlallora i król leśnego podgórza. Co was sprowadza w moje strony?-rozejrzałam się dookoła i ujrzałam jak reszta elfów ściąga kaptury. Wszyscy mieli włosy w kolorze ciemnegoi jasnego blondu. Ich oczy bacznie śledziły nasz każdy ruch. A w dłoniach zaciskali miecze i w każdym momencie byli gotowi i wystrzału z łuków.
Żaden z nich nie patrzał na mnie tak jak na Davida. Wyczuwali w nim przywódcę stada wilkołaków. A z opowieści słyszałam, że za wilkami nie przepadają.;
-To syn zła..-nagle z tłumu ozwał się czyjś poważny głos.
Namierzyli łuki w naszą stronę i już chcieli wypuścić strzały.;
-Stać!-krzyknął głośno Blorin.
-Czy dałem rozkaz?!-odwrócił się do wściekłych żołnierzy.
-On jest synem króla ..lasu duchów..panie..-nagle z tłumu wyłonił się wysoki elf o niebieskich oczach, które zdawały się rozrywać na pół. Wskazał on palcem na Christophera, który wzdychnął głośno i spojrzał na złowrogie twarze, które rzucały mu chłodne spojrzenia.
-Czy ty młodzieńce należysz do rodu cienia!?-uniósł się król elfów a w około zapanowała błoga cisza. Był wściekły i nie krył tego. wyciągnął miecz i podszedł do Chrisa przykładając mu go do gardła.
-Zostaw go!-krzyknęłam głośno panicznie bojąc się o niego.
-Ach tak? Kim ty jesteś by mi rozkazywać?-Blorin schował miecz i spojrzał na mnie z pogardą w oczach.
-Źle robisz, synu Thoromlallora. Ona jest naszą jedyną nadzieją na ratunek..-Saun skierował się w naszą stronę. Poprzez tłum Elfów przeszła fala cichych rozmów.
-ah tak? Kim ona takim jest? Wydaje się być tylko zwykłym osłabionym człowiekiem, którego dźwigacie ze sobą aby rzucić Dangalą kiedy będziecie potrzebowali pomocy..ha..czyż nie mam racji?-był on bardzo egoistyczny i myślał tylko o swoim królestwie. Nie przejmował się nadchodzącą wojną, które już trwała. Wmawiał sobie, że jego królestwa to nie dosięgnie.
-Mylisz się i to bardzo, kiedy ci powiem kim jest będziesz żałował słów, które teraz wypowiedziałeś zupełnie rzucając je na wiatr. Ona nazywa się Felicja i jest ostatnią krewną naszego króla Edgara i to jej poszukuje Rafaell-Elf zmarszczył czoło i zaczął mi się przyglądać jakbym była jakimś eksponatem.
-Ty sobie ze mnie kpisz!-krzyknął głośno a już po chwili wszystkie łuki były wycelowane w naszą stronę.
-Spokojnie, tylko bez rozlewu krwi.-zaczęłam żałować, że się urodziłam. Sprawiłam więcej kłopotów nić pomogłam.
-Związać ich!-David i reszta starali się przemienić w wilkołaki. Jednak im to nic nie dało. W tym rejonie nie działała żadna magia prócz Elfów i Cienia.
Staraliśmy się nie poddawać, jednak byliśmy bezsilni co do całej armii.
Odebrali nam konie i nasze rzeczy. Skrępowali ręce i prowadzili w stronę ich Podgórza. Zaczęłam robić się blada i słaba, nie miałam siły na to by iść dalej.
Poczułam nagłe przygnębienie i strach. Zamknęłam oczy a po ich otworzeniu ujrzałam jak na zielone wzgórza przykrywa szata ciemności.
-Pomocy!-zaczęłam krzyczeć i szarpać się. Im cień był bliżej tym większy ból odczuwałam. Nie dawałam rady z tym walczyć. Elf, który mnie prowadził zaczął ze mnie kpić.;
-Pomóż mi proszę..-w mojej głowie znajdowała się nicość, a przed oczami widziałam tylko cień i mrok.
-On nadchodzi..on jest blisko..strzeżcie się i strzeżcie Podgórza..-usłyszałam te słowa i je głośno wypowiedziałam. Nikt nie reagował i każdy widział we mnie histeryczkę.
-сүүдэр нь гарт устгалыг ирэх нь зөвхөн үхэл болон зовлон зүдгүүр нь бүү ай.-stanęłam w miejscu i wypowiedziałam te słowa w bardzo starym języku elfów, sięgał on początków Enti.
-Co ty powiedziałaś?-Moran prowadzący mnie elf stanął w miejscu jak wyryty.
-Nie wiem co to znaczy..coś mi kazało to powiedzieć..to mrok i cień..-szepnęłam cicho z przerażenia.
-To jest fragment starej księgi דאָלור..-wypowiedział bardzo dziwną nazwę, której nie byłam wstanie zrozumieć.
-Panie!-zaczął gorączkowo krzyczeć.
-Czego Moran, mam ważniejsze sprawy niż to co chcesz mi teraz powiedzieć..-król zwrócił sie w jego stronę i cała kompania stanęła w miejscu.
-Ona na prawdę jest ostatnią dziedziczką..wypowiedziała ostatni wers księgi דאָלור..-wszyscy byli przerażeni a ja ciągle nie wiedziałam o co chodzi.
-Prędko rozwiążcie ich..i oddajcie konie. Musicie ruszyć z nami do Podgórza..-kiedy rozwiązali mi ręce poczułam się o wiele lepiej. Jednak ciągle na sercu ciążyło mi dziwne uczucie ciężkości.
-Pójdziemy za wami jeżeli pozwolisz mi wiedzieć cóż to za księga?-Saun masując obolałe i przetarte nadgarstki spojrzał na wystraszonego Blorina.
-Teraz nie ma czasu! Dowiecie się wszystkiego na miejscu! Ruszamy!-konie skręciły w lewo i kierowaliśmy się teraz na zachód. Elfy zarzuciły kaptury na głowy i nam także dali długie czarne szaty. Czułam się nieco dziwnie gdyż moja nasiąkła zapachem jednego z elfów, który trzymał je ciągle przy sobie.

Po czterech godzinach jazdy ukazało sie przed nami w oddali pasmo gór.
Ich szczyty były przysłonięte białymi chmurkami, które kąpały się w błękicie nieba.;
-Już niedługo..-Christophera oczarowały piękne widoki gór. Zwierzał mi się wiele razy, że marzył aby zjawić się w takim miejscu, bądź gdzieś uciec na samotną wycieczkę po szczytach i wzgórzach.
-Widzę, że ci się podoba krajobraz..-rzekłam i spojrzałam na chłopaka. W jego czach dojrzałam lekkie zawstydzenie.
-Tak..-odpowiedział szeptem i uśmiechnął się. Był tak śliczny i uczciwy, że nie niego nie zasługiwałam. Poczułam chłodny powiew wiatru na karku i silną woń kwiatów, które zalewały swoim fioletem całe wzgórza. Dzień zbliżał się już ku swojemu końcowi. Było zimno a na dodatek zaczął padać deszcz. Przed całkowitym przemoknięciem chroniły nas czarne płaszcze. Moje zmarznięte ręce ledwo co trzymały lejce. Wśród elfów panowała grobowa cisza, którą mącił deszcz i tupot końskich kopyt. Nie czułam się zbyt pewnie z powodu dziwnej energii, która wisiała w powietrzu jak gęsta mgła. Wokół nas zaczęło robić się ciemno i mrocznie. Konie pewnie galopowały do przodu jakby znały całą trasę na pamięć.
Widziałam tylko elfa, który ciągle dotrzymywał mi kroku jakby mnie pilnował. Zaczęłam rozglądać się za Christopherem, który nagle zniknął w mroku.;
-Widziałeś Chrisa?-nagle obok mnie pojawił się David.
-Tak, jedzie tam z przodu i rozmawia z tym królem elfów..-był on wściekły, gdyż nienawidził Leśnych Elfów.
-Rozumiem.-powiedziałam szeptem i zwróciłam się w stronę Moran.
-Coś nie tak?-spojrzał na mnie spod czarnego kaptura. Od dłuższego czasu zerkał na mnie co chwila ukradkiem.
-Zastanawiam się nad jednym..-zmarszczyłam brwi a po mojej twarzy spłynęła chłodna kropla deszczu.
-Nad czym tak rozmyślasz?
-Skoro jesteście Elfami leśnymi to dlaczego wasze królestwo znajduje się w górach? Hm?-elf głośno wzdychnął i pokiwał głową.
-Wiedziałem, że ci to nie umknie. Otóż kiedyś zamieszkiwaliśmy wielki gaj. Wszystkie elfy były zżyte z tamtejszą roślinnością i klimatem, który tam panował. Nie wyobrażaj sobie czasem zielonej łąki i latających motylków. To błędny obraz. Mury zamku były surowe i pilnie strzeżone, nic nie umknęło strażnikom bram. Wszystkim się żyło jak najlepiej. Inni królowie twierdzili, że mamy hopla na punkcie ostrożności. I to też dało Elfom do myślenia, skoro nie było wojny to nie było sensu robić tak wielkiej afery w sprawie obrony naszego lasu. Najważniejsze było jednak pilnowanie aby nikt nie pożądany nie wkroczył na nasze tereny i tego się trzymaliśmy. Pech chciał, że ON..wiesz kogo mam na myśli..zły od dłuższego czasu przyglądał się naszemu leśnemu królestwu. Pewnej nocy wszystkie drzewa i wszystko co tam się mieściło zostało spalone. Ocalili się nieliczni a większość poddanych doszczętnie spłonęła. Niektórzy poszli jako zakładnicy. Rzecz w tym, że nikt nie chciał nam pomów zwracaliśmy się do dawnego przodka Santosa. On stwierdził, że jego królestwo jest za małe i, że ma już za wiele kłopotów. Działo się to dawno..ale każdy Elf pamięta i zna całą historię na pamięć. Nie jesteśmy jakimiś szlacheckimi Elfami. To nasz ród cały wybierał się na wojny,a tamte elfiki nawet się nie ruszyły. Zwracaliśmy się także i do nich o pomoc kiedy straciliśmy wszystko co mieliśmy..Darzyli nas..i darzą nadal..wielką pogardą. A czemu? I co było dalej..to ci opowiem jak zajedziemy bo wiedzę, że inni nam się przysłuchują..-rozejrzał się w około i dostrzegł, że wszystko głowy były skierowane w naszą stronę.
-To ciekawe..A czemu ciągle mówisz "zamieszkiwaliśmy" i inne takie..skoro sam wtedy nie żyłeś?-pogłaskałam zmęczonego konia po przemoczonej grzywie i lekko poklepałam go po boku.
-Jesteśmy jednością.-odrzekł sucho i jakby miał mnie za jakiegoś głupca.
-Rozumiem..-odwróciłam głowę w drugą stronę. Odgarnęłam czarny kaptur i spojrzałam na piękny widok. Zielone wzgórza zalane granatem nieba zaczęły powoli przekształcać się w ciemno-szare, ostre skały. Deszcz powoli ustępował jednak konie ciągle brodziły w płyciuteńkiej rzeczce. Najgorsze jednak było przed nami.
Na ciemnym niebie zaczęły wyłaniać się w poza chmur piękne gwiazdy. Wyglądały niczym niewielkie świeczki, stopniowo po kolei zapalane aby wskazać drogę. Najwięcej światła emitował Księżyc, który wyłonił z spoza wielkiej czarnej chmury. O tej porze polowały Wilkołaki, ale nie takie tak Jacob czy David. One nie były ludźmi, którzy mogą się przemienić w każdym momencie. Zostały pod wpływem czarnej magii przemienione na zawsze i ich celem jest zabijanie.
Przemieszczaliśmy się pomiędzy skałami, niektóre wyglądem przypominały paszczę smoków. W wydrążonych przez wodę jaskiniach z sufitów zwisały stalaktyty, które przypominały wielkie ostre zęby. Widać było, że droga była ciągle używana i stanowiła główny dojazd do podgórza. Była szeroka i dobrze wyjeżdżona.
Jechaliśmy i jechaliśmy nie było widać końca. Elfowie, którzy byli na przodzie i na tyle trzymali w rękach pochodnie. Światło gwiazd nie wystarczało aby móc swobodnie się poruszać. Nagle usłyszeliśmy dzikie wycie. Na skale nad nami stanął na tle czarnego nieba wielki wilkołak. Był tuż, tuż nade mną. Z jego pyska toczyła się piana i ciekła krew. Oczy zasnute białą mgłą i wypełnione pustką. Jego łapy były większe od ludzkiej głowy a szpony rozszarpywały na pół.
Moran sprawnie wyciągnął łuk i strzelił w kierunku bestii. Przez chwilę skowyczała a potem runęła na ziemię obok nas niczym ciężki głaz.
-Musimy się śpieszyć..zaraz przyjdą następne!-popędziliśmy konie i ruszyliśmy przed siebie. Wyjechaliśmy zza zakrętu i ujrzałam wielkie góry.W nich wyryte były dwie postacie jedna po prawej stronie od bramy a druga po lewej. Najwidoczniej były to elfy. Trzymały łuki przy klatce piersiowej a miecze spoczywały w pochwach. Całe były porośnięte mchem i gdzieniegdzie ukruszone. Jednak budziły trwogę. Mój wzrok z wielkich kamiennych figur powędrował ku bramie pomiędzy nimi. Sięgała im niczym do pasa. Była z żelaznej kraty i zapewne rzucono na nią jakiś czar aby nie otwierała się dla byle kogo. Otworzyły się wrota i wjechaliśmy do środka.
Wszystkie domy były ze skały a niektóre (wyjątki) z jakiegoś drewna. Było tam w miarę przyjemnie. Wszędzie siedzieli Elfowie i popijali jakieś trunki w wielkich kuflach opowiadając przy tym różnorakie historie. Udaliśmy się do serca gdzie rosło wielkie drzewo. Zadziwiłam się gdyż nigdy nie spotkałam drzewa w środku góry, a bynajmniej o takim nie słyszałam. To jednak stało przed nami jak mur beton. Było trochę inne niż drzewa jakie dotychczas widziałam. Jego konar wywijał się na wszelkie strony nie mówiąc już o pozakręcanych gałęziach. W około była wolna przestrzeń, którą po bokach ogradzały piękne złote barierki, zdobione kwiatami. Oddzielały one ląd od niewielkiej rzeczki. Przy barierkach były też ławki na których spoczywały piękne damy. Ubrane były w zwiewne sukienki, które podkreślały ich spokojną duszę i dobre serce. Nie wszystkie kobiety Elfy były tam księżniczkami. Większość nich była w armii i tak samo jak mężczyźni chodziły na wojny. Nie obawiały się śmierci a w ich oczach tliła się gorliwość do walki. Trochę dalej za drzewem widniały szerokie schody, które wiodły do wnętrza zamku. Podgórzem rządzili razem Blorin i Atharin jego brat. Nagle zaskrzypiały drzwi a z nich wyłoniła się postać drugiego syna Thoromlallora. Odziany był podobnie do swojego brata. Powoli schodził i bacznie się nam przyglądał. Miał spokojną i młodą twarz. Jego włosy sięgały nieco za ramiona i były w brązowym kolorze i nieco jaśniejsze na końcach. Byliśmy już bez koni, które zostały na samym początku zaprowadzone do stajni. On podszedł do mnie i położył mi dłoń na ramieniu. Był strasznie podobny do Morana, ale jego oczy były w pięknym błękitnym odcieniu i od razu zawładnęły moim sercem i duszą. Zapewne był obiektem westchnień wielu kobiet.;
-To ty Felicja, ta która nas ocali.-rzekł głosem łagodnym i miłym. Byłam zmieszana i nie wiedziałam co powiedzieć Zawiesiłam się na chwilę i słyszałam tylko jak mówi coś do mnie melodyjnym i słodkim głosem. Bujałam w obłokach i byłam nieaktywna. Powróciłam do rzeczywistości dopiero po pięciu minutach.;
-Wszystko w porządku?-Elf spojrzał na mnie i zmarszczył czoło.
-Tak..tak..-odpowiedziałam półszeptem i zaczęłam szukać wzrokiem Christophera.
Po chwili chłopak dołączył do mnie i wszyscy razem udaliśmy się w stronę schodów.
  • awatar ♥Żуנę ѕιę туℓкσ яαz♥: Jestem ciekawa co będzie dalej ;** ale mnie dziewczyno nakręciłaś tym opowiadaniem! A ten Blorin niczego sobie... Mrrr ;p Rozdział Fantastyczny jak kazdy w twoim wykonaniu i co ja jeszcze mogę dodać? Weny życzę!
  • awatar My Paradise <3: Wciągające :3 Świetnie piszesz :D
  • awatar ✝ ѕateenkaari ♥: Wciągnął mnie. Z niecierpliwością czekam na następną część. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Rano obudził mnie jakiś hałas dobiegający z zewnątrz. Podniosłam się i usiadłam na łóżku. Przetarłam oczy i głośno ziewnęłam.;
-Hej, królewiczu czas wstać..-zaśmiałam się i spojrzałam na Chrisa potrząsając go lekko za ramię.
-Już wstaję..-jęknął cicho i odwrócił się na drugi bok.
-Jak tam chcesz..najwyżej dalej wyruszymy bez ciebie..-odpowiedziałam obojętnie wstając i zakładając szlafrok.
-To już dziś..ale mi się nie chcę..-odpowiedział ponawiając próbę wstania z łóżka.
-Przecież możesz tutaj zostać z dziewczynami-uśmiechnęłam się i weszłam do łazienki. Szybko narzuciłam na siebie jakieś ubrania, umyłam zęby, ogarnęłam włosy i wyszłam z toalety.
-O! Szybki jesteś..-na zewnątrz czekał ubrany i ogarnięty Christopher.
-No widzisz..
Nie zastanawiając się wyszliśmy z pokoju i pokierowaliśmy się schodami w dół do jadalni. Zeszliśmy jeszcze jednymi schodami i byliśmy u celu.
Czekało nas na prawdę obfite śniadanie. Jednak ja ciągle nie miałam na nic ochoty. Jedyną apetyczną rzeczą znajdującą się na stole była dla mnie woda.
Odsunęłam krzesło i usiadłam opierając się o miękkie oparcie.
Wszyscy mierzyli mnie wzrokiem, niektórzy uśmiechali się a inny patrzeli z pogardą, którą można było wyczytać o oczu.;
-Witam wszystkich serdecznie. Mam nadzieje, że spaliście dobrze i, że wam się dobrze śniło..Tak więc dzisiaj opuszczają nas nasi towarzysze i wyruszają w podróż do Edgara. Jednak zostaną wszystkie kobiety i dziewczyny prócz naszej ukochanej Felicji. Wisz kochane dziecko, żem się pokochał jak własną córkę, której nie mam. Życzę Ci jak najlepiej i abyś wyszła z tego całego zamieszania cała i zdrów. Zasiądźmy do ostatniego posiłku, którego spożyjemy z naszymi przyjaciółmi, którzy idą ocalić nam życie.-król Santos jak zwykle przed posiłkiem ogłosił uroczystą mowę i wszyscy zabrali się do jedzenia.
Jednak mnie w tym momencie najmniej obchodziło to, że jestem głodna, myślałam ciągle o moim śnie.
"Było późne popołudnie siedziałam u siebie w pokoju w moim domu razem z tatą i z mamą i czytałam sobie książkę. W pewnym momencie zasnęłam jakby we śnie. I zaczęły mi się pokazywać najboleśniejsze i najokropniejsze momenty w moim życiu .Ginęli w mym śnie moi biologiczni rodzice, jak i mój ojczym ginął. I jak mała wioska, w której mieszkałam została w ułamku sekundy została spalona.
Wszystko było tak straszne, że nie mogłam odróżnić czy to jest rzeczywistość czy sen..
-Felicja..żyjesz?-usłyszałam zmartwiony głos Edwardy siedzącej obok mnie.
-Tak, tak..-odpowiedziałam tępo wpatrując się w moje odbicie w metalowym kielichu. To na pewno demony chcą abym jakoś się wyczerpała psychicznie. Te wszystkie okropne sny to ich zasługa. Zastanawiało mnie jedno, dlaczego one chciały doprowadzić do mojej śmierci jeżeli Rafaell chciał mnie użyć jako poszukiwaczki klucza? Tego nie wiedziałam i to mąciło moje myśli.
-Zjedz coś wyglądasz jak duch. Jesteś blada jak śnieg na dworze a twoje obojczyki są tak odstające jak nigdy. Mogłabyś zjeść chociaż troszkę, jakieś trzy kanapki..czy co wolisz. Wyruszamy dzisiaj, musisz mieć trochę siły na drogę..-na przeciw mnie siedział David. Zaczął mnie pouczać o tym, że powinnam jeść i, że jestem chuda jak patyk. Co mi po tym było, jeżeli nawet ja słyszałam jak mój brzuch domaga się o trochę jedzenia, to ja nie mogłam przełknąć nawet jednego maleńkiego kęsa. Nic nie miało dla mnie smaku i nie było to mi potrzebne.
-Nie mam ochoty..-odpowiedziałam biorąc łyk wody.
-Felicja..słońce moje zjedz coś proszę ciebie..wyglądasz jakbyś miała zaraz nam tu umrzeć!-Diachn zaczęła histeryzować i podtykać mi pod nos najróżniejsze jedzenie.
-Nie chcę.-odtrąciłam stanowczo talerz z kanapkami i spojrzałam na wszystkich lodowatym spojrzeniem. Miałam dość tego, że wszyscy się o mnie martwią i wszystko się kręci w okół mnie.
-Nie wpychajcie jej na chama..na pewno coś zaraz zje. Zgłodnieje nie martwcie się, a najwyżej nabierzemy więcej jedzenia i jak będzie chciała zje w drodze..-Ed sięgnął po jabłko znajdujące się w srebrzystej tacy i rzucił porozumiewawcze spojrzenie w moją stronę. Wydawało się, że on wiedział o czym myślę. O wszystkim co mnie przytłacza i o tym co mnie tak strasznie denerwuje. Powiedział to czego oczekiwałam od wszystkich innych.
Wszyscy zaczęli patrzeć na mnie jak gdybym odmówiła rzeczy wielkiej wagi takiej jak odziedziczenie tronu. A to był tylko posiłek, może i jest ważny ale dla mnie nie najważniejszy.
-..No dobrze, jeżeli przez całe śniadanie będziecie ciągle się tak na mnie patrzeć..To dobra zjem te kanapki i jajecznice..-w końcu wybuchłam i nie mogłam wytrzymać tych spojrzeń. Już po chwili przede mną stał talerz jajecznicy a obok kanapki.
Wzięłam widelec i zaczęłam bawić się w talerzu. Co chwila ktoś zerkał na mnie z pogardą. W końcu nabrałam trochę jajka na sztuciec i z zawahaniem wzięłam go do buzi. Zaczęłam powoli przełykać czując jak w połowie gardła zatrzymuje się.
Musiałam się wysilić aż w połknęłam pierwszy kęs.
-Takie to złe?-zapytała Anna, które także jadła jajecznice. Byłą jedna różnica pomiędzy mną a nią. Jej talerz po dwóch minutach był prawie pusty a mój po pięciu był cały przepełniony.
-No dobra..dasz radę..-powtarzałam sobie ciągle aż okazało się, że wszystko zjadłam.
-Masz problemy z odżywianiem się..w końcu popadniesz w jaką chorobę..i będzie źle..jak już nie wpadłaś..dobrze a teraz kanapki.-Leo siedzący obok Jacoba wskazał na stos kanapek stojących tuż przede mną.
-Ja mam to wszystko zjeść..?-zapytałam i zmarszczyłam brwi.
-Nie..zjedz pięć kanapek..-powiedział i uśmiechnął się popijając gorącą herbatę.
-Postaram się..-zaczęłam się zastanawiać nad tym wszystkim. Przecież kiedyś normalnie jadłam i miałam normalną figurę. Teraz przypominam wieszak i prawie da się mnie objąć w pasie. Pomyślałam, że od tych kanapek zacznę jeść normalnie.
Zaczęłam powoli a po chwili już nic nie było na talerzu.
-No widzisz..najadłaś się?-Chris złapał mnie za nadgarstek i spojrzał na mnie opiekuńczym spojrzeniem.
-Aż za bardzo..-otarłam usta z okruszków kanapek i napiłam się ciepłej kawy.
Rozmawialiśmy jeszcze nad wszystkimi sprawami około godzinę. Następnie zebraliśmy się i każdy poszedł do swojego pokoju aby zabrać potrzebne rzeczy.
Na schodkach siedział Carl i Michelle.;
-Hej..-powiedziałam i usiadłam obok nich.
-Hej..-odpowiedzieli smutnym głosem.
-Co się stało?-spojrzałam na ich posmutniałe twarzyczki, które spoglądały w dół.
-Bo ty już opuszczasz Givanię..-Carl wtulił się mocno we mnie. Aż ścisnął chyba moje wnętrzności. Poczułam smutek, że mszę znów opuszczać przyjaciół.
-Opuszczam..bo to jest moja misja..i ja muszę to zrobić dla wszystkich stworzeń z Enti i także dla was..pamiętajcie zawszę was będę kochać i będziecie moimi przyjaciółmi do końca świata i jeszcze kiedyś się zobaczymy.-przytuliłam dwójkę dzieci i po moim policzku popłynęły łzy. Zrozumiałam, że może być tak, że nie zobaczę więcej nie tylko tych małych szkrabów ale także Edwardy, Diachn,Alisy,Anny..i reszty. Mogę nie przeżyć całej podróży i stracić wszystko co mam i zapewnić im śmierć z rąk zła.
-Będziemy tęsknić..jak kiedyś wrócisz..to jeszcze się z nami pobawisz?-Michelle spojrzała na mnie swoimi zielonymi oczkami, które były całe we łzach tak jak i moje. Znałam tą dziewczynkę nie za długo ale zdążyłam pokochać.
Pokochać można tak szybko jak i stracić i to jest bolesne.
-Tak..-odpowiedziałam i ucałowałam ostatni raz ich po główkach i udałam się do swojego pokoju.Otwierając drzwi pomyślałam, że tyle mnie jeszcze czeka zmartwień i bólu, że to co przeszłam do tej pory nic nie znaczy.
Sama nie wiem, dlaczego tak było? To był taki impuls..
Czemu płaczesz?-Christopher pakował niektóre rzeczy do naszego plecaka.
-..Smutno mi..-odpowiedziałam cicho i spuściłam głowę w dół.
-NIe martwi się już niedługo kiedy dojdziemy do Edgara wszystko się wyjaśni i będzie dobrze..będziemy żyli na wieki a naszą miłość przypieczętujemy potomstwem..-chłopak podszedł do mnie i lekko pocałował.
-Kocham cię..-odrzekłam poprawiając włosy za ucho.
-Ja ciebie bardziej..-uśmiechnął się i wrócił do pakowania rzeczy.
Dobrze, że chociaż nie musiałam się z nim rozstawać bo tego bym nie przeżyła.
Ubrałam się w najcieplejsze ubrania i 20 minutach wszyscy staliśmy przed głównym wejściem do zamku. Mieliśmy prowiant i niezbędne do podróży rzeczy.;
-Żegnajcie niech wam się dobrze powodzi!-staruszka Diachn mocno przytuliła każdego z nas i ucałowała w obydwa polika.
-Uważajcie na wszystko i miejcie oczy w okół głowy..-Edwarda ze smutkiem w oczach pożegnała się z każdym.
Wszyscy mówili sobie coś na pożegnanie przy czym ja i wszystkie dziewczyny zaczęłyśmy cicho szlochać. Zaczynała się nowa przygoda tym razem już bez większej ilości naszej grupy..
Wyszliśmy z zamku i przywitał nas chłodny wiaterek.
Śnieg na zewnątrz już topniał i ukazywały się niewielkie fragmenty trawy.
Przyprowadzono nam konie. Wsiadając rozcięłam sobie palec nawet nie wiedząc jak.
Jedna kropla krwi spadła w śnieg, druga opłynęła w okół mojej dłoni.
Wzięłam palec do buzi,czując metaliczny smak krwi zmarszczyłam brwi.
-Coś nie tak?-zapytał Saun, który podjechał koniem obok mnie.
-Nie nic..tylko się rozcięłam..-pokazałam czerwony palec.
-Pokaż..-mężczyzna wyciągnął z kieszeni mały kawałek bandaża i owinął mi nim palec.Zastanawiałam się gdzie Saun był, gdyż nie zagościł na śniadaniu.Pomyślałam,że pojechał zobaczyć czy czasem ktoś nie obserwuje nas w najbliższej okolicy i czy nikt nie ma zamiaru nas śledzić. Moje podejrzenia były prawdą. Wysoki mość jeździł na koniu sprawdzając każdy zakamarek w poszukiwaniu szpiegów.
-Żegnajcie..!-krzyczeli ludzie kiedy wyjeżdżaliśmy główną bramą miasta tym razem inną niż tą,którą wjeżdżaliśmy.
Gdzieś w przodzie stał król i nasze przyjaciółki.
Powoli wyjechaliśmy z Givani i udaliśmy się w dalszą podróż.
Zostawiliśmy kawałek siebie w rękach Santosa, gdyż my wszyscy byliśmy jedną wielką całością i każdy grał w tym ważną rolę. Bałam się tego co przyniesie jutro czy dzisiejszy wieczór, który zbliżał się wielkimi krokami kiedy nagle jadąc przed wzgórza usłyszeliśmy dźwięk rogu..
  • awatar ♥ღ♥Żуנę ѕιę туℓкσ яαz♥ღ♥: Jak mogłaś skończyć w takim momencie?! Ja się pytam jak mogłaś nam to zrobić!? To karygodne i nie wybaczalne przerywać w takim momencie i zostawić czytelnika w cholernej niewiedzy i z zżerającą ciekawością! Chyba umrę czekając na kolejny! Mam nadzieję że jednak dożyję do następnego rozdziału, którego tak bardzo nie mogę się doczekać! A co do rozdziału był Fantastyczny jak zawsze ;** Weny życzę!
  • awatar Always my way: Cudowne<33 Dawaj następny rozdział! +Zapraszam do mnie ;)
  • awatar Will Give You My Heart ♥: O Kurcze O.O I co teraz? I co teraz ja się pytam! ;__; Ja chcę wiedzieć co dalej! to opowiadanie wciągnęło mnie całkowicie :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Chodź to niewiele i tak na prawdę nic nie znaczy jestem szczęśliwa, że od samego początku tysiąc osób zajrzało na mojego bloga..chodź by nawet przypadkiem..
Dziękuje jeszcze raz
 

 
Błogą cisze i cudowny moment przerwał głośny huk.Szybko podniosłam się z łóżka i rozejrzałam dookoła.Serce biło mi jak oszalałe.Christopher niespokojnym wzrokiem spoglądał na moją bladą twarz.Podeszłam do okna,na zewnątrz panował zmrok.Z mojego pokoju był widok na mały plac zabaw dla wszystkich "honorowych" dzieci.Był cały pokryty śniegiem.Gruba warstwa białego puchu osadziła się na huśtawce i zjeżdżalni..Chłopak stanął obok mnie,ciężko oddychając i wpatrywał się w moje oczy.Zapanowała chwilowa cisza od której zaczęłam się czuć nieswojo.;
-Jak myślisz..co to był za hałas?-zapytałam podchodząc do komódki stojącej obok wielkiej szafy.
-Nie mam pojęcia..Ale wiem jedno,na pewno coś się stało..-Chris usiadł na łóżku i oparł się łokciami o kolana i schował twarz w dłoniach.
Odsunęłam szufladkę i wyciągnęłam księgę,która od początku przygody z nami była.
Nie wiedziałam o co tak na prawdę chodzi.W jakim celu wędrujemy do Edgara i co ja tak na prawdę muszę zrobić.Zdałam się na los i na przyjaciół i doświadczonego Sauna.Rzuciłam księgę na łóżko i usiadłam obok Christophera.
-Po co ci ona?-zapytał spoglądając na mroczny kąt w naszym pokoju.
-Nie wiem sama,ale coś tak czuje,że mi powie co mam robić..-wzdychnęłam głośno i otworzyłam na losowej stronie.
Chłopak wstał i powoli zaczął kierować się w stronę włącznika światła.
Po chwili cały pokój rozjaśnił się białym światłem.
-Od razu lepiej..-uśmiechnęłam się i zerknęłam na stronę książki.
"Nie czas na bzdury"-przeczytałam głośno słowa,które na niej widniały.
Zmarszczyłam brwi i poczęłam rozmyślać o co tym razem chodzi.
-Nie trać czasu na bzdury..hm..-powtórzyłam te słowa kilka razy,natomiast nadal niczego nie rozumiałam.
-Wiesz o co może chodzić?-chłopak podszedł do mnie i przejechał palcem po stronnicy księgi skupiając się na widniejącym napisie.
-Myślę,że chodzi o to by nie zatrzymywać się na dłużej tutaj..gdyż..-nagle do pokoju wbiegł Jacob i David przerywając rozmowę.
Wilkołak dziwnym spojrzeniem spoglądał na łóżko.;
-Co tam macie?-podszedł bliżej i chciał się przyjrzeć,natomiast ja szybko zamknęłam książkę i schowałam ją pod kołdrę.
-A nic takiego..książka,czytam czasami.-uśmiechnęłam się nieszczerze i przegarnęłam rękę po włosach.
-Hm..No dobra,nie w tej sprawie..No to tak..byliśmy u Sauna i kazał was wszystkich poinformować,że jutro wyruszamy..i,że macie być gotowi.-David odwzajemnił gest i spojrzał na Jacoba,który bacznie śledził każdy ruch Chrisa.
-To wszystko?-zapytałam kładąc dłonie na kolanach.
-No nie do końca..król Santos poprosił cię na pewną ceremonię ..tylko jaką to ja nie wiem.Ale masz teraz ubrać się jakoś tak wiesz..odświętnie..no i zejść tam gdzie jest jadalnia..i dalej to sama będziesz wiedzieć..-brunet podszedł do drzwi i odwrócił się za siebie.
-Żegnam.-dodał machając i śmiejąc się pod nosem.To samo uczynił Jacob,który na dodatek puścił mi oczko.W jednym momencie na moich bladych policzkach pojawił się czerwony rumieniec.Czułam dziwne uczucie,gdzieś w środku.Było coś takiego,że przy nim czułam się dziwnie skrępowana.
-Dlaczego ja to robię..Mam Christophera a jego nie kocham..tylko dlaczego tak sie dzieje ..ehh..nie chcę tak,ale nie potrafię się opanować..głupia jestem..-w głębi siebie toczyłam walkę po między sercem za rozumem.Musiałam myśleć o tym,że już jestem w związku i,że nie chcę tracić nikogo i nie chcę nikogo ranić ni robić mu nadziei.
-Co się stało?-Chris położył mi dłoń do czoła,które było gorące niczym lawa.
-Nie nic..przecież wiesz jak moje ciało dziwnie reaguje na wszystko..no dobra, ja muszę się przebrać..i idę ..-rzekłam i chciałam wstać ale przeszkodził mi on łapiąc za biodra i ponownie sadzając.
-O ..nie! Masz gorączkę!-krzyknął głośno i złapał mnie za rozpaloną dłoń.
-No i co.Muszę tam być,ja chcę..chyba wiem o co chodzi..-uśmiechnęłam się i pomyślałam o małym Carlu,którego dzisiaj miała przywitać mała narzeczona.To trochę śmieszne i absurdalne aby tak młody chłopczyk miał już ustalone,że wyjdzie za jedną dziewczynę.Nawet nie pozwolili im dorosnąć i zdecydować tylko na chama chcą ich ze sobą połączyć.
-Nie..Felicja..proszę ..-spojrzał na mnie smutnymi oczami,jak gdyby żegnał mnie na zawsze i miał by nigdy nie zobaczyć.
-Przykro mi ale i tak pójdę..-zamknęłam oczy i lekko wyszarpnęłam się z uścisku Christophera.
-No dobrze..pozwolę ci iść bo cię kocham i wiem,że to dla ciebie ważne..Ale jeśli ci się coś stanie,to wiedz,że nie przeżyję.-chłopak spoważniał i posmutniał.
-A co by mi się miało stać na jakiejś ceremonii..-zaśmiałam się cicho podchodząc do szafy i otwierając na oścież jej wielkie drzwi.
-..Ehh..po prostu się martwię..i smuci mnie to,że nie zawszę mogę być przy tobie..
-Nie przejmuj się nie ma czym..-odwróciłam się i przymrużyłam oczy.
W szafie wisiały cztery suknie.Jedna byłą długa w kolorze złota i także zdobiona elementami ze złota.Druga szmaragdowa i przyozdobiona małymi brylancikami,ale ona była nieco krótsza od poprzedniej.Trzecia biała niczym do ślubu.Cała w koronce gdyż niczego więcej do ozdoby jej nie było trzeba.Obcisła z trzy-czwartym rękawkiem,przed kolano.I w końcu ostatnia niczym się nie odznaczająca bufiasta zielona suknia jak gdyby dla jakiejś królowej.Jej rękawy zdobiły złote szlaczki i srebrne kwiatuszki.Nie była dla mnie,nie widziałam siebie w niej.Jednak miała swój urok.
-Jak myślisz..w której będzie mi najlepiej?-wyciągnęłam z szafy dwie pierwsze sukienki.
-W białej..-Christopher uśmiechnął się i łapczywie sięgnął wzrokiem do szafy.
-Do dobrze..-uśmiechnęłam się i schowałam resztę sukienek i wyciągnęłam wybraną.
Zamknęłam pokój na klucz i zrzuciłam z siebie ubrania pozostając w samej bieliźnie.Chrisa nie dziwiło to,że jego się nie wstydzę wręcz był zadowolony.Przyglądał mi się z uwagą i lekkim uśmieszkiem.
Przyodziałam suknię i pobiegłam do łazienki.Na szybko uczesałam lekko niechlujnego kłosa na boku i jak szalona zaczęłam szukać jakiś butów.Miotałam sie po pokoju jak głupia zaglądając do wszystkich półek.
-Em..może tam?-chłopak pękał ze śmiechu patrząc na zdezorientowaną mnie.W końcu wskazał palcem na niską półkę na,której stały rządkiem ułożone różne buty.
Walnęłam się mocno rękę w głowę powtarzając sobie jaka jestem głupia.
-Lepiej się pośpiesz..-Chris zaśmiał się głośno spoglądając jak nerwowo zakładam płaskie czarne baleriny.
-Ładnie?-zapytałam wstając i z grymasem na twarzy spojrzałam na niego.
-Ślicznie..!A teraz ..leć!-krzyknął głośno i posłał mi całusa.
Wyszłam spokojnie z pokoju idą w stronę schodów.Po chwili schodziłam spokojnie schodek po schodku wpatrując się w dół,kiedy na kogoś wpadłam.;
-Ojej ..przepraszaa..-rzekłam i ujrzałam obok siebie Jacoba.Uśmiechnął się i zmierzył mnie wzrokiem.
-NIe masz a co..-powiedział i szybko wszedł po schodach oglądając się za mną.
Czułam się niezręcznie.
Szłam w podpowiedzianym kierunku aż znalazłam się w jadalni,jednak ona była pusta.Nagle ktoś wyłonił się jakby znikąd i wskazał na duże drzwi w rogu.
Przytaknęłam powoli i uśmiechnęłam się.
Otworzono mi drzwi i znalazłam się w wielkiej i zdobnej sali a był tam wielki parkiet a dalej widniał stół przy którym siedzieli różni ludzie.;
-O już jesteś!-usłyszałam doniosły głos Santosa.
-Tak..-odrzekłam sama do siebie.
-Zapraszamy!zapraszamy!-krzyknął i wykonał zapraszający gest.
Powoli pokierowałam się w kierunku stołu i zajęłam swoje miejsce.
Przyjrzałam się wszystkim twarzą,które były mi nieznajome.;
-Miło nam cię gościć!-powiedziała dostojnym głosem kobieta bardzo strojnie ubrana.Była dość młoda,tak się bynajmniej zdawało.
Obok Santosa siedział blond-włosy Carl a na przeciw niego rudowłosa dziewczynka o pięknych zielonych oczach.Ich spojrzenia zdawały się łączyć w jedność jego błękit oczu i jej zieleń były świetnie dobraną parą.
-Mi również,jest miło za siadywać w waszym gronie.-po długim czasie namysłu starałam się powiedzieć coś co by miało ręce i nogi.
-A więc tak.Królowo Etio czy mogę przyjąć na siebie ten zaszczyt i uhonorować mojego bratańca Carla na dziedzica tronu a twoją córkę na dziedziczkę tronu i narzeczoną młodzieńca?-ich rozmowa była tak perfekcyjnie ułożona, że chciało mi się rzygać.Po każdym słowie dodawali zwrot grzecznościowy bądź jakieś inne bezsensowne słowo,które miało na celu skleić wypowiedź w "ładną całość"?
Rozmawiali bez końca rozważając nad tym jak będą bronić królestwa i jak to wszystko się potoczy.Po długim czasie zmorzyła mnie nuda i zdawało mi się, że jestem odłączona od całej dyskusji.Zaczęłam bawić się sztućcami,przeglądałam się w łyżce do zupy.Bawiło mnie moje odwrócone odbicie i lekkie zniekształcenie twarzy.Obserwowałam rudowłosą dziewczynkę, która co chwila zerkała na Carla.
Wydawałoby się,że czytają sobie w myślach i rozmawiają telepatycznie.
Widać było,że mieli ochotę odejść od stołu i pobiec się pobawić,jednak na razie na to się nie zapowiadało.
-A ty Felicjo co o tym myślisz?-usłyszałam dostojny głos królowej o imieniu Etia.Zamurowało mnie, nie miałam pojęcia o czym jest mowa i o co mnie pytają.
-hm..-po chwili zastanowienia rzekłam.-sama nie wiem..-w mojej głowie znajdowała się pusta,nie chciałam aby pomyśleli,że nudzą mnie ich rozmowy i tak właściwie ich nie słuchałam.Miałam cichą nadzieje,że zaraz poruszą ten temat na nowo.
-No nie dobrze,nie dobrze.-odezwał się cienki męski głos.Spojrzałam na niskiego chłopaka siedzącego po prawicy króla Santosa.
Miał nieco dłuższe brązowe włosy i zarost.Ubrany był z szarozieloną marynarkę i ostro czerwoną muchę.Jego oczy śledziły każdy mój ruch.Nie widziałam go tutaj wcześniej?A może nie zauważyłam go gdyż w momencie kiedy wchodziłam do sali schylił się pod stół sięgając po łyżeczkę?widelczyk?Sama nie wiem.
Jednak wszystko wskazywało na to,że ma miłe intencje.
-Dlaczego mu się tak przyglądasz?-po chwili ciszy usłyszałam obok siebie kobiecy głos.Odwróciłam głowę w prawo i ujrzałam znajomą mi twarz.Księżna Bjechna,siostra Eti.
-Nie znam jego imienia..-rzekłam cicho.
-Wstań synu..-zakrzyknęła kobieta.
Niski chłopak powstał i lekko się ukłonił.Jego głowa ledwo co sięgała za blat stołu.
-Moje imię to Elijah.-odrzekł uśmiechając się serdecznie.
-Miło mi..-przytaknęłam skinieniem głowy,zdawało mi się,że wszyscy w okół mnie są tacy honorowi i uroczyści a ja jako jedyna byłam inna.
-Haha.-zaśmiał się triumfalnie Santon unosząc do góry brwi.-Żadne oddziały Dangali..ekhem..przepraszam Rafaella..-był tak podekscytowany całym swoim odkryciem,że w swojej wypowiedzi co każde słowo mówił błędnie.Przy czym nerwowo kiwał głową.-..te oddziały,nie zajdą nas od strony z,której przywędrowała Felicja i jej towarzysze gdyż tam nie mają schronienia i nie pozwolą sobie na tak łatwe dojście do naszego ..przepraszam..mojego królestwa.Zaatakują na główną bramę..i tak będą się starali zdobyć pierw wioskę a później zamek.Lecz nie uda im się to!Ha!-ponownie zaśmiał się aż zadrżał dzban wina stojący na środku podłużnego stołu.Czerwona kropla spłynęła po dzbanku i na dobre zasiedliła się na białym obrusie.-Mam pewien plan..Ale zdradzę do wam dopiero jutro.A teraz proszę abyście się udali do komnat.Dziękuje za wieczerzę i za wszystko co zostało tutaj zawarte!-Santos uniósł się do góry i skinieniem głowy kazał wyjść wszystkim kobietą i dwójce dzieci.A mężczyźni zostali aby sobie "pogawędzić" na różne sprawy.
Wyszłam powoli,kiedy wchodziłam po schodach odczułam ulgę,że nie muszę już siedzieć w tym sztywnym gronie..i nie muszę niczego udawać.
Nagle poczułam jak za moje ręce łapią mnie dwie malutkie dłonie i ciągną przed siebie.Spostrzegłam Carla i Michelle..nie sprzeciwiałam się im i szłam gdzie mi kazali.Po dwóch minutach znajdowaliśmy się w "naszym tajnym pomieszczeniu".
Dziewczynka z podziwem przyglądała się krajobrazowi przez szklaną ścianę aż w końcu podeszłą do mnie.;
-Jestem Michelle..-powiedziała cicho i uśmiechnęła się wyciągając małą rączkę w moją stronę.
-Miło mi ..Ja jestem Felicja..-odwzajemniłam gest i uścisnęłam bladziutką dłoń.
-Ja wiem kim ty jesteś..słyszałam o tobie..podobno nas uratujesz..-zaśmiała się,a w tym momencie podszedł Carl.
-Ona jest wielka..-powiedział otwierając szeroko swoje błękitne oczy i wpatrując się w moje wychudzone obojczyki.
-Co ja wam mogę powiedzieć..sama nic nie wiem.-wzdychnęłam głośno i podeszłam do pudełka z zabawkami.Wyciągnęłam z niego ulubioną lalkę chłopca.Tym razem nie była już taka mroczna.Na jej twarzy widniał uśmiech a na pliczkach czerwone rumieńce.Oczy przyjaźnie spoglądały na moją osobę.A paznokcie u jej rąk nie wyglądały jak szpony a były piękne i zadbane i pomalowane na czerwony kolor.
-Ona lubi się zmieniać..-dodał Carl chwytając ją w dłonie i znów sprawnie poruszając jej kończynami zaczął odgrywać mały teatrzyk.
-Jaa..ale bym chciała mieć taką lalkę ..-rudowłosa dziewczynka szeroko otworzyła usta ze zdumienia.Była zachwycona pięknem laleczki i tym co potrafi.
-Na pewno gdzieś jest taka druga..-zaśmiał się blondynek.
-Na pewno..-powtórzyłam cicho wpatrując się jak młode dzieciaki świetnie się dogadują.Usiadłam obok szklanej ściany i podziwiałam widoki.
Oni zaczęli wyciągać inne zabawki i się nimi bawić.Ich radość była zaraźliwa.
Zobaczywszy,że siedzę w kącie i się "nudzę" od razu zaciągnęli mnie do zabawy.
Siedziałam tam z nimi aż do północy,kiedy zrobili się śpiący.
Carl ułożył się wygodnie w swoim małym łóżeczku i zasnął jednak ciągle świeciła się mała żarówka wisząca u sufitu.Razem z Michelle wyszłyśmy z "tajnego pokoju",którego nazwaliśmy "zabawiarnią" i pokierowałyśmy się do naszych pokoi.
Kiedy chciałam już wchodzić do mojego pokoju dziewczynka szarpnęła mnie za sukienkę.
-Czy mogłabyś mnie odprowadzić?..Boję się wracać przez mrok do mojego pokoju..ponieważ podobno tutaj czasami są duchy..-jej zielone oczy była przerażone i co chwilkę patrzyły w ciemność,która nas otaczała jakby zaraz miał wyskoczyć duch rycerza.
-Jasne..-odpowiedziałam bez zastanowienia i pogładziłam ją po włosach,które sięgały jej do pasa.
Wtuliła się we mnie i razem szłyśmy prosto przed siebie.Po chwili mijałyśmy schody wiodące w dół i mały przytulny kącik z kanapą i stoliczkiem.W końcu skręciłyśmy w prawo w korytarz w,którym znajdowały się pokoje gości,który dzisiaj przybyli.Stanęłyśmy przed drzwiami,Michelle przytuliła mnie jeszcze mocniej,podziękowała i zniknęła za drzwiami.Z niewiadomego powodu ogarnął mnie strach.Znajdowałam się w ciemnym zamku gdzie wszyscy spali.Przez chwilkę stałam jak nieruchoma,jednak kiedy poczułam chłodny powiew wiatru na plecach rzuciłam się do biegu.Zimno docierało w otwartego okna na końcu korytarza,jednak moja wyobraźnia zinterpretowała to inaczej.
W ułamku sekundy znalazłam się w moim pokoju.Zamknęłam z hukiem drzwi,oparłam się o nie i ciężko dyszałam.
Zbudziłam tym Christophera.Oświecił lampkę i podszedł do mnie.;
-Co ci się stało?!-zapytał zaszokowany.
-Nie..-co chwila łapałam głęboki oddech starając się coś powiedzieć.-..nie..nic..po prostu się wystraszyłam okna..i zaczęłam biec..-zaśmiałam się i ściągnęłam buty rzucając je w kierunku pułki.
-A jak tam na spotkaniu?-zapytał zaspany chłopak.
-E..nic nie pamiętam..-powiedziałam i rozejrzałam się wokoło.
-Napiłaś się czegoś!?-krzyknął głośno Chris.
-Nie.no co ty..-zaśmiałam się pod nosem.-Mówili tak dostojnie i tak nudno ..że nawet ich nie słuchałam..-wytłumaczyłam.
-No zapewne..znam te "dostojne" gatki ..a teraz chodźmy spać..już jutro po śniadaniu wyruszamy..musimy być wypoczęci..-położyliśmy się do łóżka i zasnęliśmy.W nocy miałam kilka dziwnych snów,które przyprawiały mnie o dreszcze,jednak żaden nie wydawał się być tak realny jak ten ostatni...


_______________________________

Co prawda ..moja "przykra" sytuacja jeszcze nie jest do końca rozwiązana ..ale chciałam coś napisać.Wiem,że to co pisze ma tyle błędów stylistycznych..czy ortograficznych i wiele innych.Ale jeżeli możecie po prostu przymknijcie na to oko ; ) ..

  • awatar Samobójca †: wspaniale piszesz..
  • awatar My Paradise <3: Ojej Chris jest taki opiekuńczy ^__^ On i Felicja sa po prostu bardzo dobrana parą :) Rozdział jak zwykle fantastyczny, pisz szybko następny. Oby "nie miła sytuacja" jaką masz jak najszybciej minęła :c
  • awatar Bez Granic ♥: Ten Chris ; *** ; ddd Nie on jest zajebisty < 3oo I co z tym snem , a nie snem ? ; ** Fajny rozdział ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
  • awatar Will Give You My Heart ♥: Mam nadzieje, że wszystko jakoś się poukłada :c Nie poddawaj się Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział ;3
  • awatar Ask for continued ;3: Oj kochana mam nadzieje, że będzie wszystko dobrze. Czekamy ze zniecierpliwieniem :c xoxo Alex
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Powoli wchodziłam po niewielkich schodkach czując mocny uścisk dłoni Carla.
-Gdzie mnie prowadzi?-zadawałam sobie ciągle to samo pytanie.
Sufit stawał się coraz niższy i niższy.Zaczęłam odczuwać strach,jednak nie chciałam chłopcu sprawiać przykrości i nic nie mówiłam.;
-Felicja...Chodź,musimy tylko przejść tutaj i już będziemy!-uśmiechnął się szeroko i wskazał palcem na ciasne i niskie przejście.
Zamknęłam oczy i dwa razy wypuściłam powietrze i je wciągnęłam.
-Dasz radę ..bądź silna..-powtarzałam w duchu.
-To co idziemy?-zapytał,a po chwili zniknął w przejściu.
Położyłam się na brzuchu i powoli czołgałam do przodu.
Myślałam tylko o tym aby jak najszybciej stąd wyjść i znaleźć się na wolnej przestrzeni.
Po chwili nadszedł upragniony koniec przejścia.
Carl stał uradowany czekając na mnie.Wygramoliłam się powoli,przy okazji obdzierając łokcie.
Wstałam przeciągnęłam się i rozejrzałam w około.Był to duży pokój z niskim sufitem,jednak swobodnie mogłam się zmieścić.
Po prawej stronie i na wprost mnie nie było ściany tylko przezroczyste okna.
-Co to za miejsce?-zapytałam podchodząc do szyby i przyglądając się pięknym widokom.
-Nikt prócz mnie o nim nie wie..no i jeszcze teraz ty.Przychodzę tu i bawię się.-chłopczyk uśmiechnął się i spod małego łóżka stojącego w rogu,wyciągnął kartonowe pudełko,z którego wypadła marionetka.
Przykucnęłam i odwróciłam lalkę twarzą do mnie.
Była dość przerażająca, jej wielkie oczy zdawały się śledzić każdy mój ruch a mała dłoń zakończona szponami jakby chciała mnie rozpruć.;
-To jest Elle moja ulubiona lalka.-Carl chwycił marionetkę w dłonie i sprawnie zaczął poruszać jej kończynami.Może i ta lalka nie była aż tak straszna?
Byłam w okresie kiedy zdawało mi się,że wszystko chce mnie zabić.
Bałam się wszystkiego co przypominało mi coś mrocznego.Tak było z Elle bałam się jej gdyż wyglądała nie za ładnie.
Nagle chłopiec przestał się bawić,usiadł pod ścianą a jego twarz posmutniała.
-Co się stało?-podeszłam obok niego i zauważyłam,że po policzku spływa pojedyncza łza.Szybko ją wytarłam.
-To już dzisiaj.-odrzekł i podciągnął kolana do brody.
-Co dzisiaj?
-..Nie wiem czy zrozumiesz..-Carl spojrzał na mnie swoimi pięknymi błękitnymi oczami.
-Uwierz mi ile ja rzeczy musiałam zrozumieć i ilu jeszcze nie rozumiem ..możesz mi powiedzieć.
- Za niedługo a nawet może i już teraz przyjedzie Michelle.-wypuścił głośno powietrze i chwycił rączkami za swoje małe stopy.
-Jaka Michelle?-
-Sam nie wiem jaka Michelle..ale wytłumaczę ci dlaczego przyjeżdża.
Mój wuj Santos chce mi znaleźć dziewczynę.Wiem,wiem pomyślisz sobie,że przecież jestem jeszcze za mały.Ale i jej rodzice i mój wuj ..chcą nam zapewnić przyszłość..-Carl zarumienił się na policzkach.
-Masz rację jesteś za młody ..a nie da się tego odwołać?-spojrzałam na jego rozzłoszczoną twarz i zasmucone oczy.
-Nie da się.Ja błagałem prosiłem,mówiłem,że nie chce mieć przyjaciół..
-Dlaczego nie chcesz mieć przyjaciół?-zadziwiłam się.
-Oni wszyscy są tacy sami.-powiedział i wstał powoli.Nie do końca rozumiałam stwierdzenie,że wszyscy są tacy sami ale było mi żal chłopca.Wyczuwałam smutek i zdenerwowanie,które ciągle mu towarzyszyło.
-Przecież mieć przyjaciół jest fajnie.Ja kocham wszystkich bez wyjątku bo nie mam nikogo innego prócz nich i bez nich nie było mnie tutaj.-zamknęłam oczy i pomyślałam o Łukaszu.Już prawie o nim zapomniałam kiedy do głowy przyszło mi wspomnienie z ogniska,które urządził mój tata i kiedy to pierwszy się odezwał.
Tak za nim tęsknię i nic nie mogę zrobić.Nie potrafiłam się przyznać do tego chodź wiedziałam,że taka jest prawda.
-Moi przyjaciele wszyscy są dla mnie nie mili.Więc raczej nie mogę ich nazwać przyjaciółmi a raczej moimi wrogami.Całe dnie przesiaduje w zamku a jak gdzieś wychodzę to tylko na prywatny park.Wszyscy mnie nie lubią..-Carl usiadł obok mnie a ja objęłam go ramieniem i mocno przytuliłam.
-Czemu tak cię nie lubią?
-Nie wiem,nie rozumieją tego, zbliża się wielka wojna.Mówiłem im to od zawsze gdyż wiele razy słyszałem jak Elfowie rozmawiają i Santosem i inni prorocy wróżyli wielką wojnę.A kiedy opowiadałem to kolegą i koleżanką to nigdy się później nie odzywali..-westchnął głośno.
-Wiesz myślę,że rodzice im zakazali gdyż nie chcieli aby ich dzieci później się bały ,że nadejdzie wojna.Nie przejmuj się ale chodźmy już bo jeśli na Michelle miała przyjechać to nie może czekać.-poczochrałam Carlowi lekko włosy a on się cicho zaśmiał.
Szybko wyszliśmy z "naszego" tajnego pomieszczenia,zeszliśmy schodami w dół i znaleźliśmy się na korytarzu na którym znajdują się nasze pokoje.
-To gdzie teraz musisz iść?-zapytałam.
-Zaraz będzie mnie szukała pani sprzątająca Helen i każe się odświętnie ubrać a potem zejdę do sali obok jadalni na dole.-chłopak bawił się kawałkiem sznurka,który wyciągnął z kieszeni a ja wpatrywałam się w niego z fascynacją.
Dziwiło mnie,że tak młoda osoba może tak wiele pojmować i tak wiele znosić.
-Ja muszę już iść bo Christopher sie będzie o mnie martwić a ty zmykaj do pani Helen i ubierz się pięknie.- przytuliłam chłopaka na pożegnanie.
-Kto to Christopher?-zapytał ze zdziwieniem.
-To mój chłopak.-uśmiechnęłam się
-Pozdrów go ode mnie..-Carl powoli odchodził nie tracąc radości i jakże nie przestając mi machać.Byłam szczęśliwa,że poznałam nowego przyjaciele i zdaje się on być nawet podobny do mnie.Stanęłam przed drzwiami mojego pokoju i zrozumiałam ,że ciężko będzie mi opuścić Carla.
Po chwili znajdowałam się w pokoju,Chris spał na wielkim łóżku.
Był ubrany w białe bokserki.Uśmiechnęłam się sama do siebie widząc jak słodko śpi.Po cichu położyłam się obok niego i wsunęłam pod rękę.Na szczęście się nie obudził.
Powoli moje oczy same się zamykały i nie miałam na tyle siły by je otworzyć.
Po prostu zasypiałam.Należał mi się sen po tylu nieprzespanych nocach i jeśli już mogłam sobie pozwolić na sen nie były to za przytulne warunki.
Moje ciało zatapiało się w miękkim łóżku aż w końcu zasnęłam.

Obudziłam się i straciłam wszelkie poczucie.Nie wiedziałam gdzie sie znajduje.Pierw nie otwierając jeszcze oczu myślałam,że jestem u siebie w pokoju i moim domu.Jednak gdy je otworzyłam wszystko nabrało sensu i przypomniałam sobie,że jestem u Santosa w Givani.
Obok mnie leżał Chirs,który już nie spał.
-Cześć..-uśmiechnęłam się.
-Witaj a co ty tu robisz?-zapytał przeciągając się.
-Wróciłam od Carla..i jakoś spać mi się zachciało..-zaśmiałam się i głośno ziewnęłam.
-Tęskniłem.-zrobił smutne oczy i chwycił mnie za dłoń i lekko ją ucałował.
-Ja też.-przytuliłam go,po czym pocałował mnie lekko w usta.
-Kocham Cię..-powiedział cicho.
-Wiem.-moje policzki się lekko zarumieniły.
-Po prostu lubię ci to mówić..-ujął moją twarz dłońmi i ponownie pocałował.
Tym razem pocałunek rozpalił mnie całą,lecz jednak Christopher wiedział,że na nic więcej nie mam ochoty i nawet nie próbował.
Jego sama obecność sprawiała mi wiele radości.
A każdy pocałunek był dla mnie ważny i przy nim czułam się bezpiecznie.
Leżeliśmy sobie wpatrując się w baldachim nad łóżkiem i wspominaliśmy nasze wspólne chwile.Zdawało się,że czas nie płynie a my stoimy w miejscu.
Czułam spokój i radość,wszystko było cholernie perfekcyjne i tak pragnęłam by te dłuższa chwila mogła trwać wieki.


______________________________________
Przepraszam jeszcze raz za to,że nic nie napisałam ..ale nauka i brak weny na to mi nie pozwalały.Dzisiaj mogłam chwilę usiąść i coś napisać ..

Zbliżają się święta więc jak to już teraz większość osób życzę Wam zdrowia i spełnienia marzeń.Nie chcę Wam składać innych życzeń gdyż nie lubię tego,że co roku się składa te same życzenia i powtarza identyczne słowa.Takie to wszystko znane;zdrowia,szczęścia,pomyślności i pieniędzy.
Lecz ja chce byście sobie sami pomyśleli o swoich marzeniach i wiedzcie,że życzę aby Wam się one wszystkie spełniły Wesołych Świąt ! :
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Chodź wiem,że to mało ..jak na 262 dni..ale mnie zadowala
Przepraszam za opóźnienia ..ale po prostu z wszystkim nie nadążam ..już niedługo święta i kupowanie prezentów i inne rzeczy zaprzątają mi głowę ..eh ..;
Ale postaram się napisać coś jutro,gdyż lekcję skończę wcześniej.
 

 
Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu.;
-Poczekaj,już chwilę..czekaj..-Saun próbował mnie uratować,powoli podciągnął mnie do góry i postawił na ziemi.
Swobodnie spoglądałam w dół,przyglądając się rosnącym w przepaści drzewom.
Czułam spokój i melancholie z niewiadomego powodu.Może dlatego,że dotarliśmy do miejsca w którym chodź przez chwilę mogę czuć się bezpieczna.Choć może był inny powód,ale tego nie da się wytłumaczyć.
-Nic ci nie jest?-Christopher złapał mnie od tyłu za biodra.
-Nie,nic.-uśmiechnęłam się i odwróciłam.
Nagle po drugiej stronie ukazała się wysoka postać króla,odzianego w niebiesko-zieloną szatę.
-Santos..-Diachn stanęła obok Sauna i obydwoje spojrzeli na siebie.Przytaknęli skinieniem głowy i odwrócili się w naszą stronę.
-Nie martwcie się,nie jest on jakąś wielką osobowością..Ale wypada choć troszkę szacunku mu okazać.-Staruszka powiedziała zaciągając nosem.
-Och,kogo my tu mamy!-w pewnym momencie usłyszeliśmy doniosły i uradowany głos.
-Witaj,królu Givanni..-Ed przyklęknął na jedno kolano.
-Młody wampirze..nie musisz mi oddawać czci ..a raczej ja powinienem wam.
Co was tutaj sprowadza?
-Długa historia bracie..zobacz kogo prowadzimy.-Saun stanąwszy obok króla wydawał się mierzyć z pięć metrów!Santos też nie był jakimś karłem i miał swoje dwa metry.Mość podszedł do mnie i uchwycił za nadgarstek wyprowadzając z poza reszty.
-Czy ja dobrze widzę?-zmrużył oczy i zmarszczył brwi.Podszedł do mnie i uśmiechnął się.Z bliska mogłam dostrzec detale na jego twarzy i to,że miał już swoje lata.
-Tak,Felicja we własnej osobie.-Diachn zaśmiała się.
-Tyle czekałem aby poznać tą co uratuje nas,tyle czekałem aby choć usłyszeć coś o niej.A ona stoi we własnej osobie przede mną,jestem uradowany i zapraszam was na ucztę do mojego pałacu a wtedy wszystko mi opowiecie.
-A co z dziurą w moście?-Christopher zapytał.
-Oj..przepraszam was moi mili za tą niemiłą sytuację ..wybaczcie mi ale ten most jest niestały,rzadko kto przychodzi do nas z tej strony..i my też rzadko go używamy i na przestrzeni lat się zniszczył.
Natomiast z drugiej strony mamy piękny murowany most..niedawno go remontowaliśmy ..a z resztą ..zobaczycie wszystko zapraszam do środka chodźcie!-król uwielbiał długo opowiadać i rozdrabniać się na różne tematy.
Tym razem już bardziej ostrożnie posuwałam się do przodu po moście,który ciągle bujał się na wszystkie strony.Bałam się,że nie wytrzyma przeciążenia i spadniemy w dół.Jednak po dwóch minutach bezpiecznie zeszliśmy na drugą stronę.
Przed nami stała niewielka bram.
-Zaczekajcie chwilkę.-Santos podszedł do drzwi i zapukał w nie.
Uchyliło się małe okienko z którego wyjrzała twarz poddanego.
-Otwierać!-krzyknął surowo.
Po chwili brama zaczęła się uchylać.
Wkrótce weszliśmy do środka królestwa.
Było ono niewielkie,liczyło wioskę i zamek króla.
Panował tam miły nastrój,wszyscy ludzie byli szczęśliwi.
Wydawało się,że nie wiedzą o nadchodzącej katastrofie albo udają.
Przywitał nas tłum małych dzieci odzianych w podarte szmatki i kurtki.
-Chodźcie ..nie ładnie tak!-rozkrzyczany tłum uspokoiła kobieta w podeszłym wieku po czym podeszła do nas.
-Witajcie..jeśli czegoś wam będzie potrzeba zwróćcie się do mnie..-wysoka szatynka uśmiechnęła się.
-Dziękujemy ci Argoro.Możesz wracać do pracy.-król odpowiedział i poprawił szatę
Nagle z nieba zaczęły padać niewielkie płatki śniegu.A po chwili rozpętała się wielka śnieżyca.Cieszyłam się gdyż uwielbiałam zimę,ale teraz będzie nam to tylko przeszkadzało.Szybko przebiegliśmy przez kamienną uliczkę.
Wspięliśmy się pod górkę i stanęliśmy przed drzwiami do zamku.
Był on skromny miał szare mury i pozasłaniane okna.
Zdawało się,że nikt nie chciał aby ktoś dowiedział się co się znajduje w środku niego.

Weszliśmy,przed nami znajdowała się pusta przestrzeń.Nie był to typowy zamek,zdawał się być jakiś inny.Każdy jest ozdobny duży i zazwyczaj gra w nim przyjemna muzyka.Tutaj było zimno i ponuro.
Obok dwóch kolumn stała dwójka rycerzy odzianych w zbroje.Zdawało się,że są posągami,stali ciągle nieruchomo.Zastanawiałam się nad sensem tego wszystkiego,że nawet nie zauważyłam kiedy inni skręcili w prawo i pokierowali się schodami w dół.Ocknęłam się i dogoniłam ich.;
-Gdzie ty byłaś?-zapytał Christopher,kiedy poczuł,że chwyciłam go za dłoń.
-Zamyśliłam się.-odrzekłam i głośno wypuściłam powietrze zamykając oczy.
Schodziliśmy ciągle w dół.Z każdym schodkiem było czuć coraz mocniejszy zapach potraw.Uśmiechnęłam się sama do siebie,przypominając sobie jak to kiedyś spędzałam święta z rodziną.Teraz wszystko było takie dziwne i moja wiara się zmieniła.Nie potrafiłam sobie uświadomić tego,że już nigdy nie zobaczę moich bliskich.
-Felicja..jesteś tam?-poczułam,że ktoś mnie lekko szturcha.
-Jestem,jestem..-odpowiedziałam odwracając się za siebie.Za mną stał Jacob,na jego widok lekko się zarumieniłam.
-Głupia jesteś..-pomyślałam i odwróciłam wzrok.Zastanawiałam się dlaczego tak się stało przecież jest on tylko moim najlepszym przyjacielem.
Christopher zauważył moje zaczerwienione policzka,przejechał lekko dłonią po mojej twarzy.
-Czemu się czerwienisz?-zapytał po czym lekko się zaśmiał.
-Wiesz, na dworze było tak zimno a tutaj jest cieplej to zapewne taka reakcja..-starałam nie dać po sobie poznać,że jestem w zakłopotaniu.
-Może.-chłopak odwrócił ode mnie wzrok.
-I już jesteśmy.-z początku usłyszeliśmy doniosły głos króla.
Wkrótce skończyliśmy spacer w dół.
Rozejrzałam się w około,wszędzie stały kolumny podtrzymujące sufit.
Gdzieniegdzie wisiały obrazy różnych króli czy królowych.
Ściany były szarego koloru,na podłogach leżały piękne dywany.
Na środku stał podłużny stolik a na nim wiele wykwintnych potraw.
Zastanawiało mnie jedno,dlaczego do jadalni trzeba było schodzić aż tak długo i czemu cały zamek jest jakby odizolowany od całej wioski.

Zasiadłam po prawicy,króla.Obok mnie siedział Chris.
Santos powstał i uniósł złoty kielich.
-Witajcie..moi mili.Zapraszam was do spożycia posiłku aby wzmocnić siły.
Kiedy już się nasycicie przejdziemy do rozmowy,smacznego!-uśmiechnął się nieszczerze i ponownie usiadł.
Przed sobą miałam duży talerz a obok niego widelec,łyżkę i nóż.
Spojrzałam na wszystkie potrawy,które kusiły wyglądem i zapachem.
Myślałam aby nałożyć sobie trochę kurczaka,jednak zrezygnowałam.
Potem zachęciła mnie zupa krem z dyni,ale i tym razem jej nie nałożyłam.
Odebrało mi apetyt,nie chciało mi się już jeść.
Sięgnęłam po zielone jabłko leżące w pozłacanej misce.
-Nie będziesz niczego kosztować?Nie smakuje ci?-król zobaczywszy,że nic nie jem zareagował.
-Nie jestem głodna ..przepraszam gdzie jest toaleta?-po ugryzieniu jabłka poczułam,że jest mi niedobrze.
-Za mną idziesz w prawo, tam schodzisz schodami w dół i jest toaleta.-znów zarzucił nieszczery uśmiech w powrócił do posiłku.
-Pójść z Tobą?-Edwarda uniosła swój wzrok na mnie.
-Jeśli możesz.
Odeszłyśmy obydwie od stołu i pokierowałyśmy się w wyznaczonym kierunku.
Doszłyśmy do otworu w ścianie nie było tam drzwi.
-Czemu chciałaś iść ze mną?-zapytałam schodząc powoli po schodkach.
-Wiem,że nie chciałaś iść sama ale nie chciałaś nikogo o to prosić.-rudowłosa uśmiechnęła się.
Zeszłyśmy na sam dół, tym razem schody nie były aż tak długie.
Weszłyśmy do toalet.
Spojrzałam w wielkie lusterko widniejące na ścianie.
Przyjrzałam się moim wychudzonym ramionom.
Moja twarz była strasznie blada a pod moimi oczami widniały sine plamy.
-Jesteś przemęczona..powinnaś odpocząć.-Edwarada położyła mi dłoń na ramieniu.
-Nie jestem zmęczona.Mam w sobie dużo siły..-odpowiedziałam.
Wpatrywałam się ciągle w moje odbicie,zdawało mi się jakbym była zahipnotyzowana.
Nagle ujrzałam wokół mnie czarną mgłę.Coraz ciężej mi sie oddychało.
Poczułam znajome mi ukłucie w sercu.
Wszystko przed moimi oczami zaczęło wirować, moja prawa ręka drżała.
Strasznie mnie bolała głowa i ciągle słyszałam szept mojego imienia.
Z bezradności zaczęłam krzyczeć,kiedy na lustrze ukazał się napis "śmierć" namalowany krwią.
Poczułam jak ktoś szapie mnie za ramię.Zamknęłam oczy i wołałam o pomoc do mojej mamy.
Otworzyłam je i wszystko było normalne.Powoli nabierałam powietrza do płuc.
Oparłam się ręką o umywalkę i przetarłam spocone czoło.
-Co się stało?-przestraszona towarzyszka spojrzała na moją prawą rękę,która ciągle drżała.
-Oni są wszędzie ..-łzy powoli spływały po moim policzku.
-Kto?
-demony..-odrzekłam szeptem.
-Chodźmy stąd..-Edwarda także poczuła się nieswojo,można było to ujrzeć w jej oczach,które cięgle rozglądały się po niewielkim pomieszczeniu.
Wyszłyśmy i zamknęłyśmy drzwi.
-Tylko nic nikomu nie mów ..nie chce robić w okół siebie wielkiej afery ..proszę.-ocierając łzy kawałkiem papieru spoglądałam na ciemny kąt pod schodami.
-Nie martw się ..nie powiem.Ale pod jednym warunkiem.-Edward złapała mnie za za nadgarstek.
-Jakim?
-Masz iść odpocząć.-odrzekła.
-Dobrze..
Weszłyśmy szybko po schodach powróciłyśmy do reszty.Byli oni zajęci rozmową nie chciałam im przerywać.Mówili na temat wojny,która trwa i która się nasili.
Omawiali sprawę tego,że tutaj zostaną wszystkie kobiety i Alisa prócz mnie.
Kiedy zakończyli Santos kazał nam się udać po ponownym wejściu na górę do niziutkiego chłopca,który siedzieć będzie na małej ławeczce.
Też tak zrobiliśmy,pod ścianą siedział chłopiec o blond włosach i morskich oczach.Uśmiechnął się do nas i poprowadził schodami na wyższe piętro.
Tam wszystko było bardziej zdobne i zadbane.
Po wejściu na lewo znajdowało się miejsce do wypoczynku,gdzie stała wielka czerwona kanapa i cztery fotele.
Grała tam cichutka,ledwo dosłyszalna przyjemna muzyka.
Pokierowaliśmy się korytarzem w prawo a blondynek pokazał każdemu swój pokój.
-Idź ..chcę pobyć chwilę sama.-podeszłam do Chrisa,który przekręcał złotą gałkę w drzwiach.
-Dobrze,ale uważaj.-pomachał mi i zniknął.
Kiedy każdy już wszedł do swojego pokoju szybko pobiegłam za chłopcem,który nas odprowadził.Widziałam w nim coś magicznego i musiałam za wszelką cenę go poznać.
Zauważyłam,że siedzi na schodach..;
-Cześć..-powiedziałam i usiadłam obok niego.
-Witaj,ty jesteś Felicja?-spojrzał na mnie swoimi błękitnymi oczami i uśmiechnął się.
-Tak ..a ty jak masz na imię?-zapytałam.
-Jestem Carl..-odrzekł,kiedy z jego dłoni wypadł niewielki zielony kamyczek.
Podniosłam go szybko i oddałam mu.
-Ładne imię..a co to za kamień?
-Jest to kamień szczęścia..-uniósł go do góry.
-Opowiesz mi o nim troszkę?
-Dostałem go od elfów po pewnym najeździe na Givanie.Wtedy zginęli moi rodzice.Moja mama była siostrą Santosa i tak zostałem pod jego opieką.
Elf o imieniu Misz dał mi go i obiecał,że kiedy tylko będę go nosił przy sobie będę miał szczęście.Ale nie chodzi tu o szczęście materialne tylko o dobro.-Carl był bardzo mądry i fascynowało mnie to.
-Przykro mi z powodu rodziców..mogę powiedzieć tylko tyle,że i moi nie żyją..więc dobrze cię rozumiem.-uśmiechnęłam się.
-Nie martw się..-położył mi małą rączkę na kolanie.
-A może opowiesz mi coś o sobie?
-Co ja mogę ci opowiedzieć jak już znasz to co wszystkich interesuje..-chłopczyk wzruszył ramionami.
-Ale to nie jest najważniejsze ..chodzi mi o to co lubisz robić ..-zaśmiałam się.
-Są dwie rzeczy ,które uwielbiam robić..spacerować sam na sam i to długo..Uwielbiam także opuszczać mury Givani i podziwiać piękne widoki..jednak teraz kiedy jest wojna..nawet zamku nie opuszczam.-z zafascynowaniem opowiadał o wszystkim jednak przy końcu spuścił głowę w dół.
-Nie martw się ..woja niedługo powinna minąć i w tedy będziemy wolni.-nawet nie wiedziałam jak przeceniłam te słowa.
-Mam taką nadzieje ..a ty co lubisz?-podniósł posmutniałą twarz.
-Uwielbiam dokładnie to samo co ty..-zaśmiałam się i spojrzałam na jego bose stopy.
-Jeszcze nigdy nie spotkałem tak fajnej osoby.-Carl tymi słowami sprawił mi wielką radość.Po czym przytulił się do mnie.Uwielbiałam także poznawać wiele ciekawych osób.Ściskając blondwłosego chłopca zaczęłam się zastanawiać czy mała elficzka Una jeszcze żyje i czy Eleanor ..nie została przemęczona przez królową podziemia Esme..
-Chodź pokażę ci pewne miejsce,które uwielbiam .-podniósł się do góry i podał mi dłoń.
-Ile ty masz lat?-zapytałam wstając.
-Sześć..-wyciągnął do mnie ponownie dłoń.Złapałam za nią i pokierowałam się za chłopcem.Byłam zadowolona z siebie gdyż wydawało się,że Carl nie miał żadnych przyjaciół.Tylko dlaczego?

____________________________________________
Przepraszam tych ,którzy czekali na dalszy ciąg..Niestety brak czasu daje znaki.
I też muszę się trochę zastanowić co i jak będzie dalej przebiegało ;>
Mam nadzieje,że ten kto czekał po przeczytaniu będzie miał pozytywne opinie ; )
  • awatar ♥ღ♥Żуנę ѕιę туℓкσ яαz♥ღ♥: Kocham twój styl pisania jest taki inny <3 Jedyny i niepowtarzalny co sprawia że twoje rozdziały czyta się gładko i przyjemnie szkoda że tak szybko. Mknę przez nowy rozdział tak szybko jak przez żadne inne ;** Rozdział Cudowny <3 I już nie mogę doczekać się kolejnego ^^
  • awatar Ask for continued ;3: Łooo matko *...* bardzo podoba mi się ten rozdział Miło się czyta co jest dla mnie bardzo ważne. Obserwuje i zapraszam . xoxo Alex
  • awatar Will Give You My Heart ♥: Tak jak pisałam z mojego drugiego bloga(lisabelle.pinger.pl) Rozdział jest po prostu fantastyczny!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Obudziłam się i spostrzegłam ,że leżę na sianie .Przetarłam zaspane oczy i musiałam się chwilę zastanowić aby sobie przypomnieć gdzie jestem .
Obok mnie z uśmiechem na twarzy spała Alisa .Tak miło jest patrzeć kiedy ktoś jest szczęśliwy .
-Zapewne śni jej się coś miłego ..-pogładziłam ją lekko ręką po głowie .
Nagle uczułam czyjś uścisk na moim ramieniu .Odwróciłam się i zobaczyłam Anne i Antice .;
-Wy nie śpicie?-zapytałam .
-Nie ..jakoś tak wyszło ..chłopcy siedzą przy ognisku na środku i rozmawiają ..-obydwie spojrzały na siebie i się zaśmiały .
-Co was tak śmieszy ?-spojrzałam na nie marszcząc brwi .
-Ciągle mówią coś o tobie ..-na moje policzki spłynęły dwa czerwone rumieńce.
-Dobra ..dobra ..chodźcie do nich dołączymy ..nie chce aby ona się obudziła ..-rzekłam i spojrzałam na młodą wilczycę .
-Masz rację ..-na palcach podbiegłyśmy do zgromadzonych chłopaków .
Kiedy znalazłyśmy się obok nich ,rozmowa nagle ucichła .
-Co zabrakło wam języka w gębie ?-Anna uśmiechnęła się i usiadła obok Eda .
-Nie ładnie tak podsłuchiwać ..-wampir zmierzył ją wzrokiem .
-.,Nic z tych rzeczy ..chciałyśmy po prostu porozmawiać i nie pobudzić śpiących .-Antica zajęła miejsce obok Jamesa ja natomiast usiadłam na kolanach Chrisa .
-Tak więc o czym rozmawialiście ?-dziewczyna zapytała i spojrzała na siostrę i na mnie . Wiedziałam o co im chodzi ale starałam się udawać , że nie rozumiem .
-O sprawach ,które trzeba załatwić ..To ,że zaraz budzimy resztę i ruszamy ..-David wstał i obejrzał się za siebie .
Wszyscy zaczęli rozmawiać na różne tematy .
Christopher i ja usiedliśmy znów troszkę na uboczu .;
-O czym rozmawialiście na prawdę ?-zapytałam kładąc mu rękę na nodze.
-Nie o niczym ..-wzrok chłopaka powędrował na Jacoba , który wdał się w rozmowę z Leo .
-Powiedz ..-przybliżyłam się do niego i wyszeptałam czule do ucha .
-..Wszyscy mówili o tobie ..o tym ,że to przed tobą najcięższe zadanie ..i ,że prędzej czy później zginiesz ..-Chris spojrzał na mnie prawie płaczącymi oczami .
-Nigdy nie umrę ..będę żyć dla ciebie ..-nie minęła chwila a chłopak zatopił swoje usta w moich .
Nasze pocałunki zawsze sprawiały mi radość i przyjemność .
-Kocham cię ..i proszę ..nigdy o mnie nie zapomnij ..
Naszą rozmowę przerwał Jacob i David ;
-O czym tak rozmawiacie ..chodźcie ..do nas ..-rzekli razem .
-Chodźcie ..nie będziecie siedzieć tu sami ..-Jacob podał mi rękę .Spojrzałam na chłopaka , on przytaknął .Wyciągnęłam do niego dłoń i razem udaliśmy się do reszty przyjaciół .Panowała tam wesoła atmosfera ,wszyscy się śmiali i bawili w najlepsze .
David i Chris siedzieli chwilę .;
-Nie martw się Felicja cię kocha ..-poklepał go po ramieniu .
-Wiem ..wiem ,ale to takie ciężkie do strawienia , że każdy nasz ruch na przód wiąże się z ryzykiem śmierci .-wciągnął rześkie powietrze nosem .
-Jesteśmy zgraną ekipą i przetrwamy wszystko ..zobacz ile już przeszliśmy razem ..ile drogi już pokonaliśmy ..nie możemy się wycofać ..naszego domu już nie ma ..pomarli wszyscy ,którzy żyli na naszych terenach ..Musimy zaprowadzić Diachn , Edwardę , Alise , Anne ,Antice ..to Santosa ..to ich jedyna szansa na przeżycie ..-ich rozmowa z mojej perspektywy wydawała się być spokojna .
Po chwili i oni dołączyli do reszty i zaczęli bawić się i śmiać .
Niczym się nie obejrzeliśmy a był już ranek . Co prawda ciągle było ciemno gdyż na całym świecie panował mrok .;
-Przegadaliśmy prawie całą noc ..-James zaśmiał się .
-Chodźcie trzeba pobudzić resztę .-podeszłam no Alisy przyklęknęłam obok niej .
-Hej ..już rano , trzeba wstać.-powiedziałam łagodnym głosem .
Ona słysząc te słowa prędko się podniosła ;
-Przepraszam ,że tak długo spałam ..
-Nie ..nic się przecież nie stało ..inni teraz też wstają .-powoli zebraliśmy nasze rzeczy , zatarliśmy ślady naszego pobytu i udaliśmy się w dalszą drogę .
Saun szedł przodem , przedostawaliśmy się pomiędzy wąskimi szczelinami co sprawiało mi ogromną trudność . Przechodziliśmy przez ciasne jaskinie .
Cała przeprawa przez krainę gór zajęła nam dwa dni z postojami .
Nagle przed nami rozciągał się zielony krajobraz ,wszędzie były pagórki i duże skały .;
-Czemu tu jest zielono ?-zapytałam Diachn.
-Jest to jedyne miejsce na ,które czarna magia i żadna inna nie działa ..tutaj nie da się używać czarów a tylko walczyć . -staruszka podeszła do mnie i położyła mi dłoń na ramieniu . Odwróciłam sie za siebie i ujrzałam znów wielką kamienną ścianę .Wszystko teraz wydawało się niby murem odgradzającym wszystkie labirynty i inne przeszkody znajdujące się w środku niebezpieczeństwa .
Wydawało się ,że podróż na wolnej przestrzeni jest niebezpieczna i nie byłam co do tego pewna . Jednak nie miałam zamiaru wtrącać się w rzeczy o których nic nie wiem .
Chwyciłam Chrisa pod rękę i zaczęliśmy wędrować .
Chłopcy przemienili się w wilkołaki gdyż było im łatwiej mogli biegać swobodnie i szybko .;
-Czemu wcześniej nie mogli się przemienić ?-zadałam kolejne pytanie a każda odpowiedź dawała mi wielką satysfakcję i poszerzała wiedzę .
-Gdyż , jeśli by przemienili się wcześniej wytropiło by nas wiele stworzeń ..
Co chwila wspinaliśmy się pod górkę aby znaleźć się na prostej drodze a potem znów zejść w dół .
Niebo było ciemne i mroczne zapowiadało się na deszcz i burzę jednak nie mieliśmy gdzie się skryć .
-I co teraz ..?-zapytałam spoglądając na Chrisa .
-Nie martw się ..wszystko będzie dobrze..-uśmiechnął się . Wiedziałam ,że ten uśmiech jest fałszywy i wyczuwałam napięcie jakie panowało wśród nas .
Wszyscy byli poddenerwowani i zmęczeni wędrówką .

Z nieba zaczęły padać pojedyncze krople deszczu. Po chwili rozpętała się wielka ulewa a niebo zalała czerń .
Wkrótce usłyszeliśmy pierwszy grzmot ,nieco później ujrzeliśmy błyskawicę.
-Co teraz?-przystanęliśmy , każdy rozejrzał się w około z trwogą w oczach.
Wszędzie była tylko pusta przestrzeń , zielone wzgórza i niewielkie skały.
-Saun ..Saun ..-podeszłam do wysokiego mościa i zaczęłam ciągnąć go za przemoknięty rękaw .Patrzał przed siebie z wielką zadumą , wydawało się ,że jakby starał się ujrzeć coś czego na prawdę nie ma .
-Tak ?-po chwili powrócił do rzeczywistości i skinął głową w dół .
-Co teraz ..wszyscy są przemarznięci ..przemoknięci ..i jeszcze ta burza ..-rzekłam cichym głosem .
-Nie wiem co teraz ..nie wiem ..-starał się zachować spokój ale dało się poznać ,że jest strasznie zdenerwowany i bezradny .
Odeszłam bez słowa do reszty . Siedzieli oni ku stup pagórka przyglądając się jak niebo rozjaśnia błysk a po chwili znów staję się czarne .
Wydawało się do być takie piękne i czarujące ..a tak niebezpieczne.
-Jak ja nienawidzę byś mokra ..-usłyszałam poirytowany głos blond wampirzycy.
-Hej ..-powiedziałam i pomachałam .Oczy wszystkich na chwilę skierowały się na mnie .
-I co powiedział ci coś?-usłyszałam głos pełen nadziei .
-Nie ..-odrzekłam wpatrując się w krople deszczu które powoli spływały po twarzy Chrisa .
-Kochani ..na szczęście przeszła burza i jest to tylko deszcz..z cukru nie jesteśmy ..-Diachn wstała i uśmiechnęła się .
-Ile do najbliższego postoju ?-David spojrzał na Sauna , który stał obok nas .
-Już niedługo ..musimy przejść teraz na wschód gdzie znajdować się będzie zamek Santosa ..
-No to ruszajmy ..- po chwili każdy wstał w mokrej ziemi.Lodowaty deszcz i wiatr siekały nasze zmęczone twarze .Jednak teraz każdy nie chciał nic mówić ,szliśmy w milczeniu .

Wędrowaliśmy przez półtorej dnia a pogoda ciągle była taka sama .
Nagle ujrzeliśmy małe zarysy drzew a wkrótce niewielki pałac stojący na wzgórzu otoczony murem .
-To tutaj ..-staruszka przystanęła a w jej oku zakręciła się łezka .
Zajęło nam niecałe pięć godzin aby dojść do mostu ,który przeprowadza do zamku .
Uniesiony był on na pojedynczym wzgórzu u którego stup rozkładał się wielki las iglasty . Więc upadek z takiej wysokości nie zakończył by się za miło .
Postawiłam stopę na drewnianej desce , całość utrzymywały sznurki .
Niepewnie posuwałam się dalej kiedy deska pękła a moja noga zawisła nad przepaścią .Odczułam lęk , byłam zaklinowana i nic nie mogłam zrobić , każdy mój ruch wiązał się z wielkim ryzykiem .


  • awatar Will Give You My Heart ♥: Chciałabym się odnieść do tego, ze piszesz nie tylko dla nas ale i dla siebie. moim zdaniem piszesz świetnie a to, że za często nie zagląda się na twojego bloga nie jest wielką tragedią ale trochę boli :c Moim zdaniem piszesz naprawdę dobrze, robisz błędy w niektórych zdaniach ale przecież to nie grzech. Twoje opowiadanie dobrze się czyta ^__^ Nie poddawaj się i pisz dalej! Czekam na kolejny rozdział :)
  • awatar Dream ...: jee , przeczytałam ; )) wiem , głupi zaciesz mam ; pp Niech tylko nic jej sie nie stanie .. <3 super rozdział ; **
  • awatar veera: Świetne masz te opowiadania :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Przechodziliśmy obok wielkich skał , czułam jakby ktoś ciągle mnie obserwował .
Chwyciłam , Chrisa za rękę i spojrzałam mu w oczy .;
-Kocham Cię , wiesz?-pocałował mnie lekko w policzek .
-Ja ciebie też .-odrzekłam i oparłam głowę na jego ramieniu .
Nastała chwila ciszy , co chwila ktoś potykał się o jakieś patyki ,które miotały się pod nogami ,kiedy w końcu i ja wylądowałam na ziemi .
Z ciekawości podniosłam to o co się potknęłam licząc ,że ujrzę starą gałąź .
- Sauuun !-krzyknęłam nie mogąc sobie wyjaśnić co właśnie trzymam w ręce .
-Co się stało ?-wysoki , mość zawrócił do mnie i spojrzał na moją dłoń w której zamknięta była ogromna kość .
-Co tu robią kości ?!-zapytałam podnosząc następną .
-One są świeże ..-przerwał David ,a w jego oczach pojawiła się iskierka przerażenia .
-..Jak to świeże ?
-Davidowi chodzi oto ,że .. po prostu jesteśmy w niebezpieczeństwie .- Ed rozejrzał się w około .
-Ale czemu ? o co chodzi może niech ktoś mi powie ?!- wszyscy zaczęli przesyłać sobie porozumiewawcze spojrzenia a tylko ja nie wiedziałam o co im chodzi .
-Potem się dowiesz , teraz musimy iść i znaleźć bezpieczne miejsce na postój .
Zamilkłam , jednak czułam ,że jest coś o czym nie chcą mi powiedzieć ale wiedziałam iż jet do tego jakiś sensowny powód .

*
Skręciliśmy w lewo szliśmy ciągle skalnym wąwozem , nad naszymi głowami latały ptaki podobne do sępów tylko większe .
Co chwila ze skalnej ściany spadały małe odłamki , które często lądowały przed naszymi nogami . Czułam przygnębienie i smutek , w jednym momencie chciałam się wrócić do mojego domu usiąść i poczytać książkę .
Serce mnie bolało na myśl , że nie ma już nikogo z mojej rodziny ..no chyba ,że moja siostra . Zastanawiała mnie sprawa dla której Saun nie chciał mi o niej nic powiedzieć i kazał mi to trzymać w tajemnicy i zapomnieć .
Ni potrafiłam chciałam się za wszelką cenę z nią zobaczyć .
Jedna łza spłynęła po moim policzku , kiedy przypomniałam sobie jedno słowo , które wypowiadałam do mojego nie biologicznego taty .;
-Wrócę ..-i tak się nie stało on został zamordowany przez Dangale a moja matka tkwi w podziemiach i cierpi .Uwielbiałam ale i nienawidziłam wspominać moich bliskich i przyjaciół .;
-To przez ciebie ..Łukasz i Ariel nie żyją ..Gdyby nie ty twoja matka nie poszła by do Lasu Duchów cię szukać ..Jesteś zabójczynią , przez ciebie wszyscy zginął .-uczułam jakby ktoś zaczął mi wyrywać serce upadłam na ziemię .
Widziałam tylko jak Christopher pada obok mnie na ziemię i krzyczy coś do mnie . Jednak i tak nic nie słyszałam , wydawało mi się , że wszystko dzieje się w zwolnionym tempie .
Każdy mój ruch zdawał się dla mnie cierpieniem .
Nie wiedziałam co robić , przyzwyczaiłam się trochę do tego , że mam takie napady , ale ten był inny od wszystkich , znów stanęłam na pograniczu śmierci a życia .Zobaczyłam moją niebiologiczną mamę , która stała opierając się o skałę z troskliwym uśmiechem . Nie zważając na ból ,wstałam i pobiegłam do niej .
Wszyscy starali się mnie zatrzymać ale nie się nie dawałam i wyrywałam z ich uścisków .
W końcu podeszłam do niej , jej dłoń przejechała mi opiekuńczo po twarzy .;
-Uważaj na siebie , jesteś skarbem świata jak i moim ..-zaczęłam cicho płakać , widziałam, że inni dziwią się moim zachowaniem . Nagle moja mama zniknęła , zaczęłam jej szukać i krzyczeć .;
-Mamo !! Gdzie jesteś ,mamo !-ból ustał upadłam na ziemię i zaczęłam płakać .
Leo , podszedł do mnie , przykucnął i położył mi rękę na ramieniu .
Wiedziałam ,że tylko on rozumie co się stało ale nie wiedziałam dlaczego .
-Nie przejmuj się , masz nas .-rzekł zachęcająco .
-Czemu mnie rozumiesz ..?-zapytałam wstając powoli .
-Nie wiem ..Ale wiem , tylko tyle , że widziałaś twoją mamę ..-jego spojrzenie powędrowało na Sauna , przytaknął lekko . David ,też podszedł do mnie ;
-Mogę cię ponieść jeśli chcesz . Widać ,że nie masz siły .-wyciągnął do mnie dłoń .
Nie wiedziałam co odpowiedzieć ale jednoznacznie przechyliłam głowę na znak ,że mi to obojętne . Po chwili znalazłam się na plecach bruneta .
Christopher starał się zachowywać normalnie ale widać było w jego oczach ,że odczuwa zazdrość .Przyglądałam się wszystkiemu dookoła , moja głowa prawie eksplodowała , ból był okropny .Jednak nie chciałam o tym nikomu mówić .
W mojej głowie ciągle siedziała myśl o tym ,że to prze zemnie zginęli moi bliscy .Każdy widział , że jestem zdenerwowana i przybita .
Zamknęłam oczy i chciałam zasnąć ale moją uwagę przykuła pewna rozmowa pomiędzy Davidem, Chrisem , Saunem i Edem .
Zaczęłam bacznie przysłuchiwać się rozmowie , wszystkie słowa słyszałam bardzo dobrze ,byłam przecież niesiona przez wilkołaka , który brał udział w dyskusji .;
-Czy wy też myślicie to samo co ja ?-rzekł David
-Ja myślę , że są tutaj Diachorny ..-zaczęłam się zastanawiać czy znam takie stworzenie ale nic mi nie przychodziło do głowy .
-Co teraz zrobimy ..?Przecież ..jeśli tylko nas wytropią ..to zabiją i my skończymy na tej ziemi jako truchła . -w głosie Christophera usłyszałam wielkie zaniepokojenie jak ,że i u innych ono też się ukazywało . Ale zdawało mi się ,że on najbardziej , jest zorientowany jakie niebezpieczeństwo nam grozi .
-..Tak to są one , znam ich zapach ..mogę powiedzieć tylko tyle ..,że mamy małe szanse aby przeżyć wędrówkę ..trzeba się zatrzymać .-wszyscy gwałtownie sie zatrzymali w miejscu , udałam ,że się obudziłam i jestem zdezorientowana .
-Co się dzieje ..?-przetarłam oczy i cicho szepnęłam .
-Idziemy w Łanchy , szukać jakiegoś miejsca aby zatrzymać się na kawałek tej nocy ..-odezwał się Ed ,który szedł obok nas .
-Co to są Łanchy ..?-zapytałam marszcząc brwi .
-Występują one na terenach górzystych .. jeśli idziemy takim wąwozem ..musimy skręcić w jakiś ciasny korytarzyk , aby znaleźć się w kolistym wydrążeniu ściany ..są to takie jakby pokoje , tylko na świeżym powietrzu .-zaśmiał się niechętnie i poklepał mnie po plecach .
-David ..stój , chcę iść sama .
-Nie , masz za mało siły ..-powiedział stanowczo .
-A ty za to masz siłę ? -zadałam idiotyczne pytanie z którego on sam zaczął się śmiać .
-Chyba ..jeden z odłamków skały uderzył cię w głowę ..-rzekł uśmiechając się .
Walnęłam go lekko pięścią w klatkę piersiową i stwierdziłam czemu nie , jeśli chce niech mnie niesie .

Szliśmy od pięciu godzin, każdy musiał zachować ciszę jak nakazał Saun , pewnie z powodu takiego aby nie zwabić tych Diachorów .
Milczenie zaczęło mi przeszkadzać miałam chęć z kimś porozmawiać chodź by i na temat tego , że niebo nadal jest czarne i nie ma słońca czy też o tym ,że mgła powoli opadała .
W końcu nie wytrzymałam ;
-Za ile postój ?-chciałam zacząć rozmowę od pytania , które wszyscy uznają za odpowiednie .
-Widzisz ..,że mgła z każdym naszym krokiem opada ? To może oznaczać tylko jedno , jesteśmy blisko wodospadu , jeszcze w najlepszym wypadku trafimy na Łanchy z wodospadem .- Saun uśmiechnął się i wciągnął nosem chłodne powietrze.
-Czemu nie jedziemy na koniach ?-dopiero po pewnym czasie zorientowałam się , że wszyscy idziemy pieszo .
-Pewnie nie zauważyłaś nawet tego , że z końmi nie weszliśmy tutaj ..one zwabiły by dzikie zwierzęta i stworzenia co by się niemiło dla nas skończyło ..a zwłaszcza , że w pobliży grasują Diaachorn..-nagle Ed , który o wszystkim opowiadał zaciął się , iż wydawało się , że nie chce abym dowiedziała się o tutejszym niebezpieczeństwie .
-Nie szczędź sobie ..ja wiem o tych jakiś potworach ...ja wcale nie spałam wszystko słyszałam .-odrzekłam i machnęłam ręką . Wszystkich spojrzenia powędrowały na mnie .
-Czego się dziwicie ..i tak byście tego przede mną nie ukryli ..-wzruszyłam ramionami .
-Ed , teraz ty musisz ponieść Felicję , chcę odbyć ważną rozmowę z Anną i Anticą , Edwardą ..Dobrze ?-zapytał David , który przystanął i postawił mnie na ziemi .
-Dobrze , -przytaknął i obydwaj spojrzeli na siebie , jakby rozumieli swoje myśli jakby byli braćmi . To było dziwne , to porozumienie między nimi . Jeszcze miesiąc temu czy więcej , unikali siebie jak ognia a teraz jak przyjaciele ,zgodnie kierują grupą .
-A ja ?-zapytała smuto Alisa
-Przykro mi to nie rozmowa dla ciebie siostro ..tu nie chodzi ..o .no wiesz co ..po prostu nie dla ciebie .-Leo , próbował w bardzo banalny sposób wytłumaczyć młodej wilkołaczce , że to sprawy "dorosłych".Dziewczyna przewróciła oczami i odepchnęła brata .
-No wskakuj , -krzyknął Ed .
-Nie musisz mnie nieść ..Pójdę sama , mam nogi .
-Nie żartuj sobie ..przed nami jeszcze kawałek drogi ..-spojrzał na mnie troskliwie .
-Nie , po prostu nie ..dam radę ..-powiedziałam i podeszłam do Alisy .
Chwyciłam ją pod rękę i przytuliłam .;
-Nie martw się , mnie też w nic nie chcą wtajemniczać .-rzekłam .
-..Mnie tylko dlatego ze względu na mój młody wiek a ciebie ..? Ze względu na bezpieczeństwo . -wzdychnęła i obejrzała się za siebie patrząc na zaciekłą rozmowę .
-Każde nieodpowiednie słowo przeze mnie wypowiedziane zwołuje zło ...rozumiem .-pomyślałam i lekko posmutniałam .
Szłam obok Alisy , Christopher rozmawiał z Johnem i Markiem .Wydawało się i że miedzy nimi nawiązuje się pewna łączność .
Nagle Saun , przystanął w miejscu i kazał uciszyć się osobą które rozmawiały .
Po chwili , kiedy wszystko się uspokoiło usłyszeć można było szum wody.
Na twarzy wszystkich widniał uśmiech i uradowanie tylko nie na mojej , nie wiedziałam czy sie cieszyć czy smucić .
-Musimy znaleźć korytarz , szukajcie szczelin w skalnych ścianach i nasłuchujcie .-powiedział triumfalnie .
Wszyscy ,porozdzielali się i zaczęli rozglądać się na wszystkie strony .
Kiedy Edwarda powiedziała cicho .
-Tutaj .-wskazała palcem na wąski korytarz .
-Chodźmy .-wcisnęliśmy się pomiędzy skały aż w końcu wyszliśmy na otwartą przestrzeń .
Po lewo znajdował się wysoki wodospad i małe bajorko u jego stóp .
Po prawej stronie , jaskinia . Chociaż jej tak nie można nazwać. Wyglądało to jakby skalny dach z kolumną podtrzymującą całość. Rosła tam też trawa , co prawda sucha ale rosła.
Gdzieniegdzie porozrzucane były patyki , także spokojnie mogliśmy rozpalić ognisko .
Każdy wycieńczony padł na ziemię ja stałam w bezruchu i przyglądałam się jak strużki wody z samej gór spływają w dół .
Przypomniało mi się miejsce , gdzie znajdował się mały magiczny wodospad do którego chodziłam z rodziną i nikt o nim nie wiedział . Po czym wyjawiłam to miejsce Łukaszowi . Zaśmiałam się lekko sama do siebie wspominając piękne czasy .
Uczułam czyjąś rękę na ramieniu , odwróciłam się i ujrzałam Christophera .
-Chodź , musisz odpocząć jesteś wykończona .
-Dobrze .-odpowiedziałam i razem udaliśmy się do reszty osób , które siedziały pod kamiennym daszkiem .
-Rozpalimy ognisko ?-zapytałam
-A nie zwabi to dzikich stworzeń ?-zapytała Diachn , która mimo swojego starego wieku wyglądała na mniej zmęczoną od reszty .
-Nie powinno , musimy jeszcze zrobić zabezpieczenie ze strony wejścia i tam gdzie jest druga szczelina , którą właśnie będziemy sie udawać w dalszą drogę .
Na przeciwko , rozwarcia skały , którym weszliśmy znajdowało się drugie takie samo.
-Chłopcy ruszać się .-machnął ręką Saun .Wszyscy ,wstali i razem zbierali kamienie i gałęzie . Zrobili małe zabezpieczenie ku "wejściu" i "wyjściu" .
Zebrane patyki ułożyli przy nas i zapalili za pomocą krzemieni .
Ogień tlił się idealnie, ciepło płomienia obejmowało wszystkich zgromadzonych .
Staruszka rozdała każdemu po chlebie i wodzie .
Zaczęliśmy rozmawiać a rozmowa przerodziła się w niestworzone historie , które wydawały się być nieprawdziwe .
Po zjedzeniu jeszcze kilku rzeczy powstałam i udałam się obok wodospadu .
Usiadłam na dość dużej skale i przyglądałam się gwiazdą wsłuchując się w szum wody i śmiechy przyjaciół .
Czerpałam radość z tej chwili , niepostrzeżenie od tyłu za biodra chwycił mnie Chris.;
-Co ty tu robisz ?-zaśmiałam się całując go w policzek .
-Widzę , że siedzisz ..sama chciałbym ci potowarzyszyć .-uśmiechnął się usiadł obok mnie .
Chwyciłam jego dłoń i zaczęłam czule mówić .;
-Pamiętasz kiedy cię spotkałam ..wydawało się to być takie banalne , ty nie znałeś mnie ni ja ciebie . To wszystko przerodziło sie we wspaniałą przyjaźń ..
Pamiętasz kiedy się pocałowaliśmy a ja byłam jeszcze w tedy z Łukaszem ..Jak jego nie było my byliśmy blisko siebie . Mam sobie to za złe ale czasu nie cofnę , Łukasz wie ,że go kocham tak jak i ciebie .
To wszystko obróciło się do góry nogami , pomieszało się i wyruszyliśmy .
Wiesz , chcę abyś był zawsze blisko mnie i kiedy to całe zamieszanie się skończy ..założymy rodzinę ..i będziemy zawsze razem .
-Ne wyobrażasz sobie jak długo czekałem w życiu na taką osobę jak ty ..
-Chris rzekł całując mnie w rękę .
Od kilku dni właśnie teraz po raz pierwszy czułam się szczęśliwa i chciałam aby tak pozostało na zawsze , jednak to marzenie ściętej głowy ..

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Weszłam do wielkiej sali, po prawo stał podłużny stół przy którym zasiadali goście .Zajęłam swoje miejsce obok , Królowej Esme . Kiedy to wszyscy powstali trzymając w dłoniach perłowy kieliszek unosząc go do góry i śpiewając piękną pieśń . Po zakończeniu , brodaty starzec zabrał głos ;
-Moi drodzy zapewne znacie moje imię ale je powtórzę . Nazywam się Choliks i jestem czarodziejem . Spotykamy się już tutaj co trzysta lat , kiedy naszej krainie zagraża wojna .Chciałbym powitać , pewną osobę , która odegra bardzo ważną rolę , w uratowaniu naszej kochanej Enti .-Choliks wskazał na mnie , a wszyscy inni powstali i powitali mnie brawami .
-No już dobrze , dobrze ..Wiem , że cieszycie się ..ale przejdźmy do sedna .-czarodziej przerwał owację i uciszył hałasy , które wywodziły się od szeptów na mój temat .
-Droga Felicjo , powiedz , nam ..jak zamierzasz rozegrać tutejszą walkę .-na to pytanie mnie zatkało , zabrakło słów , a język i głowa odmawiały posłuszeństwa . Ale po chwili przemyślałam wszystko i powiedziałam jak należy .
-Kierujemy się do zamku Santosa , aby tam pozostawić dobrze wam znaną Diachn i młodą wilkołaczkę Alisę , po czym udajemy się do Edgara a dalej zobaczymy jak się sprawy potoczą..po drodze , będziemy się zatrzymywać w mniejszych posiadłościach , które nas przyjmą .-po tych słowach usiadłam i wzięłam łyk wody z kryształowej szklanki stojącej za małym talerzykiem .
-..hm..rozumiem .. Mamy wielkie szczęście , że zawitałaś tutaj akurat w dniu z którym zebrała się nasza rada .Mamy pytanie do reszty , czy mógłbym naszej nowej członkini wytłumaczyć o co w tym chodzi ?-przez pokój przeszło wiele szeptów po czym każdy kiwnął głową na znak ,że się zgadzają .
-Otóż , od setek tysięcy lat , w tej podziemnym królestwie śmierci , które odgrywa bardzo ważną rolę spotyka się rada ,Entii .Należą do niej , różne stworzenia , fauny , elfy i inne różne stworzenia ,są one przedstawicielami danej rasy . A więc , zawsze co trzysta lat , wybucha wielka wojna , dotychczas udawało nam się ją wygrywać , gdyż , Rafaell , nie wiedział ,że ty jesteś i twoja rodzina kluczem do tego aby otworzyć mroczne bramy i uwolnić zło . Jednak o tym tutaj nie można ,mówić swobodnie , dzieli nas tylko kilkadziesiąt guli od śmierci i jej krainy .Teraz kiedy wie ,że ty wiesz gdzie jest klucz , będzie cię próbował zmusić do tego aby to znaleźć .Powiedz , nam szczerze ty wiesz gdzie on jest !! -przy ostatnim zdaniu podniósł głos a jego spojrzenie stało się wrogie i surowe .
-Nie wiem , nie mam pojęcia ..-odrzekłam sucho i poczułam ukucie w sercu obejrzałam się za siebie i zobaczyłam Łukasza , jedna mała łezka spłynęła po moim policzku , nikt tego nie zauważył .Po chwili jego postać znikła i usłyszałam znajomy szept mojego imienia .
-Jak to nie wiesz !-uniosła się Królowa Esme , mierząc mnie surowym wzrokiem tak jak reszta zgromadzonych .
-Przecież musisz wiedzieć , to ty jesteś tą jedyną , tą wybraną !- krzyczało dziwne stworzenie , jego oczy były strasznie duże a źrenice czarne , kolor skóry niebieski ,jego palce u dłoni były o dziwo długie i zakończone szponami .
Przez klatkę piersiową miał tylko przerzuconą czerwoną szarfę .
Był strasznie wysoki wyższy od Sauna , przez jego strasznie długie nogi , jego stopy były wielkości ludzkiej głowy a nawet większe .
-Nie wiem ..nie rozumiecie , że byłam wychowywana w normalnej rodzinie ..nie wiecie ile przecierpiałam a jeszcze na dodatek każecie mi szukać jakiegoś cholernego klucza ! Nic o nim nie wiem .. przez tą debilną wojnę ..straciłam wszystkich najbliższych ,których miałam a teraz jeszcze stracę tych , którzy teraz mnie wspierają ..Wy nic nie rozumiecie ..myślicie , że ja wszystko załatwię ! ? To się mylicie ..-wybuchłam nie mogłam już wytrzymać spojrzeń wszystkich , nie mogłam wytrzymać tej atmosfery , która panowała w tym pomieszczeniu . Nie wytrzymywałam psychicznie , wstałam powoli zasunęłam krzesło i zaczęłam kierować się do wyjścia .
-Gdzie się udajesz ?-zapytał Choliks , powstając .
-Właśnie udaję się do pokoju do moich przyjaciół , nie martwcie się już dziś w nocy mnie i ich tu nie będzie .-uśmiechnęłam się wrednie i wyszłam .
Słyszałam oburzenie , w dalszej rozmowie , które wcale mnie nie obchodziło . Wymagali ode mnie rzeczy niemożliwych .
Wychodząc , zobaczyłam jak Eleanor , wychyla się zza ściany .;
-Hej ..czekaj !- krzyknęłam , chciałam pobiec , jednak nie potrafiłam biegać w butach na obcasach więc szybko je zdjęłam u rzuciłam się w pogoń za nią . Biegłam co sił w nogach co chwila potykając sie o suknię . Nie było łatwo ją dogonić , jednak po pewnym czasie zobaczyłam ,że siedzi , na końcu korytarza i zasłania twarz maluteńkimi dłońmi .
Podeszłam bliżej i usiadłam obok niej .;
-CO się stało ?-zapytałam opierając jej dłoń na ramieniu .
-Nic ..nic ..-odrzekła wzdychając .
-Powiedz , proszę nie po to cię goniłam aby uzyskać taką odpowiedź .-zaśmiałam się a jej kąciki ust na chwilkę się uniosły ale także po chwili upadły .
-..Jest mi smutno , słyszałam o tym ,że jeszcze dziś się z tond wynosisz ..-spuściła twarz i spojrzała na mnie z żalem .
-Czemu ci smutno ? Z mojego powodu nie warto się smucić .
-Ty jedyna potrafisz mnie wysłuchać i mnie szanujesz ..nie to co inni widzą we mnie tylko jako pomocnicę .. i tak właściwie , gdyby nasz gatunek wymarł .. to nikt by się nie smucił a tak zapewne będzie ..wojna zbliża się wielkimi krokami ..czuje to w sercu ..Przepraszam .-Eleanor wstała powoli .
-..Nie wiem co powiedzieć , też cię strasznie polubiłam ..zabrałabym cię ze sobą ale nie mogę..za dużo niebezpieczeństw , czeka na nas po drodze abym mogła ryzykować twoje życie . Zostań tutaj , a obiecuje ci , jeżeli przeżyje ,wrócę po ciebie .-ucałowałam ją w czoło , czułam jakby była ona moją młodszą siostrą , którą muszę się opiekować i na myśl ,że muszę ją pozostawić samą sobie , serce mi się kroiło .
-Dziękuje , że jesteś .-wyszeptała i razem udałyśmy się do mojego pokoju .
Otworzyłam drzwi , wzięłam plecak w którym znajdowała się księga i inne niezbędne rzeczy i wyszłam . Zapukałam po kolei do pokoi wszystkich mówiąc im ,że wyruszam jeszcze dziś .
Saun stanął jak wyryty i przez chwilę się zastanawiał .;
-Jak było na radzie ?-zapytał
-..Nie chce o tym , mówić ..oczekują tego ode mnie , że ja wiem , gdzie jest klucz , i że go znajdę ..-odrzekłam opierając się o ścianę .
-rozumiem , a za ile dokładnie chcesz wyruszyć ?
-Za godzinę , zabierzemy jedzenie ,i Ty ,poprosisz ich o konie jeśli je posiadają . Bo my swoje dawno zostawiliśmy , przed tunelem .
-Dobrze , zatroszczę się o prowiant i o te konie a ty zwołaj resztę i siebie w pokoju i czekajcie aż do was przyjdę .-jak kazał tak zrobiłam siedzieliśmy wszyscy w pokoju . Christopher spoglądał na mnie z uśmiechem ,tak samo jak i Jacob . Czułam ,że po między nimi rodzi się nienawiść i ,że ich rzekoma przyjaźń nie jest prawdziwa a tylko udawana dla mojego dobra .
Wampirzyca Anna powstała i podeszła do Eda , ;
-Masz jeszcze krew ..jestem głodna ..-zapytała a jej źrenice się rozszerzyły .
-Przykro mi ale nie mam ..-odrzekł ,a ona uchwyciła go mocno za rękę .
-Jak to !-krzyknęła oszołomiona , i chciała się rzucić na niego . A jej apatyt pohamował Cameron odpychając ją na ziemię .
-Przepraszam , dawno nie jadłam ,nie wiem co mnie tak poniosło .-Anna powstała a jej oczy i wyraz twarzy znów stały się łagodne .
-Nie martw się , jak wyjdziemy zapolujemy sobie .- Jason poklepał ją po ramieniu.
-Ta atmosfera tutaj , jest dziwna , im szybciej się z tond wyruszymy tym lepiej .-powiedział David .
-Masz rację .-odrzekłam przytulając się do Chrisa .
Minęły dwie godziny , a Saun nie wracał, każdy zaczął się martwić .
Diachn chodziła po pokoju w kółko , Alisa bawiła się włosami , każdy zabijał w jakiś sposób nudę a ja ciągle myślałam o tym co dowiedziałam sie o mojej rzekomej siostrze .Po długich oczekiwaniach przez drzwi wszedł Saun .;
-zbierajcie się na zewnątrz czekają konie .
Wszyscy powstali i pozbierali swoje rzeczy .
Wyszliśmy z pokoju i udaliśmy się do schodów . Przed wyjściem pożegnałam się uściskiem z Eleanor i powtórzyłam słowa .;
-Obiecuję , że po ciebie wrócę .-uśmiechnęłam się .
-Chodź Felicja ,nie mamy czasu !-krzyknął Leo .
-Już idę .-odpowiedziałam i dołączyłam do reszty .
Wyszliśmy na zewnątrz , uderzył mnie powiew świeżego powietrza , którego tam brakowało .;
-No to ruszamy .-powiedział Saun , wsiadając na konia .
Ruszyliśmy w dalszą podróż przez las .
W końcu , wyjechaliśmy z lasu a przed łagodny spad w dół po którym spokojnie mogliśmy zejść .Mieliśmy iść teraz , przez dolinę gór a i uch stóp unosiła się mgła .
Po zejściu , zatrzymaliśmy się na chwileczkę , aby napełnić , jedną z butelek wody , którą już wypiliśmy . Na nasze szczęście płynął tam malutki strumyczek , a w nim woda pitna .
Przedzieraliśmy się pierw przez mały iglasty las , drzewa były strasznie wysokie a ich pnie całe czarne .
Szokującym widokiem było co chwila mijać martwe zwierzęta, takie jak sarny , jelenie , dziki .;
-Nie zdechły , one bez powodu , uważajcie , rozglądajcie się wokoło , nie jesteśmy tutaj sami .-powiedział David .
-Masz , rację ..uważajcie , nie powinno być w tych terenach nikogo , gdyż są one stare , i pełne dziwnych zjawisk . Ale po tym co tu widzimy , możemy się spodziewać nieproszonego gościa .-Saun , rozejrzał się .
-Czyli nikt tu nie mieszka?-zapytałam .
-Nie do końca , stare wróżki , strażniczki . Pilnują aby , ten kto ma złe intencje , zginął pomiędzy , górami . Możemy je także spotkać są strasznie podejrzliwe .-dodał , uśmiechając się .

Zaczęły się pokazywać pierwsze wyższe pagórki , przeradzające się co krok w coraz wyższe górki , po czym dotarliśmy do kamiennej ściany .;
-I co teraz ?-zapytał Ed .
-Są to kamienne drzwi , otwierają się dla nielicznych .-Diachn spojrzała na mnie .
-Że ja mam wiedzieć jak je otworzyć ?
-Podejdź do nich i przyłóż dłoń , uwierz mi otworzą się .-tak jak kazała zrobiłam . Przyłożyłam dłoń , do kamienia a on cały zadrżał , zostaliśmy wpuszczeni do krainy gór .
Prze nami , wąski korytarz , trzeba było iść jeden za drugim , gdyż nie było więcej miejsca . Przodem szedł Saun , który znał drogę , natomiast ostatni David , który zapewniał nam bezpieczeństwo .
Kamienne drzwi zamknęły się nie było drogi odwrotu .Nie wiedziałam na co się piszę , miałam wielką klaustrofobię i w pewnym momencie stanęłam w miejscu i zaczęłam się dusić .;
-Dać jej wody !-krzyknął Chris , i podał mi szybko butelkę .Jednak ja ją odepchnęłam .
-Boi się małych przestrzeni , musi się przyzwyczaić .-powiedział James .Po chwili poczułam jakby ktoś chciał wyrwać moje serce , okropny ból , nie mogłam wydusić słowa . Jednak po chwili wszystko ustąpiło i powróciłam do normalności .;
-Już się nie boję .-powiedziałam roztrzęsiona .
-Możemy iść dalej .-dodałam . Ciasny korytarz , nie był aż taki dług jak się wydawało , kiedy wyszliśmy z niego przywitała nas mgła .
Szliśmy zwartą grupą , aby się nie zgubić .




Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Drzwi ,otworzyły się a w nich ukazała się smukła postać kobiety. Przyjrzała się nam uważnie surowym wzrokiem . Lecz kiedy zobaczyła Sauna , od razu się uśmiechnęła i wykonała gest zapraszający do środka .
Weszliśmy do środka drzewa , w dół prowadziły piękne schody .
Zeszliśmy a przed nami wielkie wnętrze p .;
-Gdzie my jesteśmy ?-zapytałam szeptem Diachn a ona się lekko zaśmiała .
-W podziemnym zamku .
Ściany pokryte białą perłą , zdobione złotymi kwiatami .
Od razu w oczy rzucała się niewielka fontanna , stało przy niej dwóch strażników przyodzianych w srebrne zbroje . Ich wzrok był nieruchomy i wlepiony w jeden punkt .W dłoniach trzymali włócznie ,a ich stopy były bose .
Wszędzie wisiały ręcznie malowane, obrazy przedstawiające najważniejsze momenty w historii Enti . Przypatrywałam się wszystkiemu dokładnie aby zrozumieć tego sens kiedy spostrzegłam ,że kobieta ,która nas tu zaprosiła patrzała za mnie lodowatym spojrzeniem .Saun szybko podbiegł do mnie i pociągnął mnie za rękę .;
-Słuchaj .-obejrzał się za siebie sprawdzając czy nikt za nami nie stoi .- Słuchaj , ona będzie patrzała na ciebie , tak puki nie zwołamy rady i wszystko się nie wyjaśni ..Ona myśli ,że to wszystko przez ciebie , że ta wojna , której klimat wisi w powietrzu ..że jest ona twoją winą .
-powiedział szeptem .
-Powtórzyłeś słowo wina ,tyle razy .. jakbym naprawdę za tym stała -posmutniałam.
-Eh..-nagle naszą rozmowę w cztery oczy , przerwała kobieta . Stanęła naprzeciw mnie , znów zmierzyła wzrokiem po czym rzekła .
-Nazywam się Esme , jestem Królową częściowego podziemia dusz . Pilnuję aby nikt zmarły , nie wydostał się do naszego świata .Widzę , kiedy ..-mówiła to ze straszną powagą i uwielbieniem w głosie , kiedy przerwał jej David wcinając się w słowo .
-Przepraszam .. ale jesteśmy zmęczeni ..Czy mogła byś droga Esme , swoją historię i to co tu robisz .. opowiedzieć ,później .. A czy my moglibyśmy poznać drogę do naszych pokoi ?-Na twarzy Królowej widniała złość , i zdziwienie ..Ne jej bladą twarz , z tej irytacji ,wpłynęły dwa czerwone wypieki .;
-.e..y.-za jąkała sie przez chwilę , wpatrując się w chłopaka , który pewny siebie stał , trzymając ręce w kieszeni czekając na odpowiedź . -
Eleanor ! -krzyknęła nie spuszczając z niego wzroku .Czułam , że gdyby nie obecność Sauna,dawno by nas zamknęła w jakiś lochach .
Zza rogu wysnuła się postać , niziutka , chuda i jakże blada dziewczyna o kruczych włosach .
-Tak , droga pani .-odezwała się cienkim strachliwym głosem , lekko pochylając się .
-Zaprowadź , wszystkich do ich pokoi ..-odrzekła .
-Jasne , kierujcie się za mną .-Eleanor , odziana w lekką białą sukienkę , ale jak każdy tam miała bose stópki ,były one rozmiarów pięcioletniego dziecka .
Poruszała się szybko i zgrabnie jakby się unosząc .
Poprowadziła nas prosto , mijaliśmy po prawo , jadalnię,która była za szklaną ścianą .
W niej siedziało wiele osób, a raczej wiele stworzeń . Kiedy chwilę przystanęłam ,od stołu powstała młoda dziewczyna , na jej głowie spoczywała złota chusta jak i jej suknia była w tym kolorze . Wskazała na mnie palcem wywołując tym zamieszanie . Szybko doszłam do reszty , nie chciałam się zgubić .
Przechodziliśmy obok wielu sal , korytarze nie miały końca .
Można było usłyszeć za nami , jak Esme ..krzyczy, oburzona zachowaniem Davida , który słysząc jej wściekły głos , śmiał się pod nosem .
W końcu skręciliśmy w prawo , ściany nie były już tak ozdobne był pomalowane , na biało .
Eleanor zatrzymała się na chwilę , nerwowo odgarniając włosy z czoła powiedziała ;
-Proszę oto wasze pokoje , możecie wybrać , który chcecie ,każdy z was ma osobne pomieszczenie w którym będzie mógł , wykąpać się , zmienić odzież i zrelaksować się .-Dziewczyna spojrzała na mnie i zaczerpnęła powietrza .-Pannę Felicje proszę za mną .-Spojrzałam na wszystkich z niepewnością ,a Saun tylko kiwną głową abym się kierowała za nią .
Przeszłyśmy , do końca korytarza , zeszłyśmy dwa piętra niżej po perłowych schodach . Kiedy dotarłyśmy do wielkich szklanych drzwi .Przez nie ujrzałam wiele sukni i innych kreacji ,wszystko się błyszczało i lśniło .;
-Zapraszam ,Pannę do środka .-odezwał się lekko zachrypnięty głosik Eleanor.
-Nie,nie ..Przepraszam ..mów mi Felicja .-uśmiechnęłam się szeroko .
Dziewczyna milczała , przypatrywała mi się chwilę po czym szerzej uchyliła drzwi do wielkiej garderoby .
Weszłam tam a do moich nozdrzy wpłynął zapach róż,unoszący się w powietrzu .;
-Jak tu pięknie !-rzekłam ,przyglądając się , różowej ,wykładzinie na podłodze .
-Ściany , chodź ledwo widoczne bo zastawione stojącymi wieszakami z wieloma sukniami czy szafami ,były lekko kremowe .Tam gdzie stykały się z ziemią czy sufitem ,widniały złote ozdoby a w nich wyrzeźbione postacie pięknych kobiet.
-Czemu , mnie tu przyprowadziłaś ?-zapytałam patrząc na małe ,i bose stópki towarzyszki .
-Dziś wieczorem .-wyprostowała się i stanęła na baczność .-..odbędzie się Wielka Rada , Pani Esme , rozkazała mi ubrać cię odpowiednio .-na jej twarzy było zdenerwowanie i lęk , ciągle miętoliła w ręce kawałek swojej sukienki .
-Spokojnie , nie musisz przy mnie mówić swoich regułek , mów swobodnie i nie denerwuj się .-uśmiechnęłam się i położyłam jej rękę na ramieniu .
-Powiesz mi , ty jesteś człowiekiem ?-zapytałam a jej kąciki ust drgnęły jakby miały wybuchnąć śmiechem .
-Nie , człowiekiem nie jestem .. Nie mam gatunku , który mnie określa , jest nas za mało aby móc to zrobić . Skrzyżowano nas , z elfa ,pół krwi i wróżki leśnej.
Naszą matką ,jest Eringana , zmarła . Modlę się do niej ..Przepraszam.-zafascynowana opowiadała mi o sobie i o jej pochodzeniu , cieszyła się ,że ktoś się nią zainteresował .
-Za co ..mnie przepraszasz ?-spojrzałam na jej smutne oczy .
-Ty teraz jesteś ważna a nie je jeszcze raz przepraszam.-powoli jej głowa chyliła się ku ziemi a małe rączki lekko drżały ,usiadła na miękkiej podłodze i pokłoniła się mi .
Usiadłam obok niej ,a ona podniosła się .
-Czemu na mnie nie krzyczysz ..Każdy był by wściekły .
-To ja cię proszę opowiedz mi coś więcej o sobie .-powiedziałam a ona chwilę sie zawiesiła jakby usiłowała sobie coś przypomnieć po czym zaczęła opowiadać .;
-Eringana , królowa i patronka lasów poznała podróżnika elfa , nie był on żadnym księciem czy kimś ważnym w historii całek krainy .Nikt nie wiedział , nawet on sam ,Hermond ,że był zaginionym bratem króla Eflów .Kiedy wróżka napotkała go rannego w jednym z swoich lasów, rozpoznała w jego oczach kim jest na prawdę .
Zabrała go do siebie i przez długi czas pomagała wrócić do formy ..
Nie znam dalszego ciągu historii ale wiem ,że oni pierwsi odważyli się skrzyżować ,pomieszać elfa z wróżką leśną ...-nagle powstała i podała mi dłoń .
-Szybko , mamy mało czasu przez moje opowieści .-zachichotała .-trzeba wybrać jakąś suknię .
Po tych słowach zniknęła między wieszakami .
Rozglądałam się po całym pokoju , w poszukiwaniu idealnej , jednak nic mi nie pasowało .
Kiedy na końcu wielkiej garderoby ujrzałam w gablocie przepiękną suknie w perłowym kolorze . Zdobioną kryształkami i cekinami . Przód był krótszy i skromniejszy , a tył dłuższy ciągnący się po ziemi , w falbany .
W pasie przewiązywana koronkową wstęgą .
-Przepiękna co ?-obok mnie zjawiła się postać dziewczyny , widziała jak wpatruje się w tą suknie . Oczekiwałam opowieści na jej temat i się nie myliłam .
-Czyja była ta suknia ? Pewnie mojej matki ?
-Muszę cię rozczarować ale należała ona do , Yamayi ..- znów zakuło mnie coś w serce , usłyszałam szept ..ale tym razem wymawiał on imię Ariela .
Zabrakło mi tchu , oddychałam głośno i spokojnie , wprowadzając dziewczynę w strach .
-Nic ci nie jest ?-szarpnęła mnie za bluzkę .
-Nie..nic ..-na myśl przyszedł mi naszyjnik w mojej kieszeni i jego historia .
Nagle przed oczami ujrzałam , moją przyszywaną mamę .
Uśmiechała się do mnie po czym rzekła .;
-Załóż suknie , będzie ci w niej pięknie .-po tych słowach obraz się rozmazał i znów widziałam tylko suknię .
-Czy mogę ją założyć ?-zapytałam ocierając kropelki potu z czoła.
-Jasne ,że tak .-po chwili byłam w przebieralni , a raczej tylko za dwoma zasłonami w kolorze fioletowym .
Ubierałam suknię , teraz ciągle myślałam już o Arielu i o tych ,których straciłam. Byłam w miejscu co prawda związanym ze śmiercią , jeszcze nie wiedząc w tedy w jakim wielkim stopniu .
Kiedy wyszłam , przede mną stało wielkie lustro , a na jego obramowaniu po jednej stronie opierała się Eleanor .
-Ślicznie wyglądasz .-obróciłam się a suknia zawirowała i posypał się z niej magiczny pył .
-..Widzisz , niektóre rzeczy kurzą się a te suknie ,że tak to można by powiedzieć brokacą się .-zaśmiałyśmy się obie po czym wykonałam drugi obrót nanosząc na ziemię następną i ostatnią porcję brokatu .
Otrzepałam suknie i razem wyszłyśmy z garderoby . Dziewczyna chciała zamknąć drzwi jednak ja nalegałam i zrobiłam to sama , kiedy ona stawiała nóżki na pierwszych stopniach schodów , przekręcałam klucz .
Rzuciłam spojrzenie w miejsce gdzie była szklana gablota z suknią ,którą miałam na sobie , zobaczyłam tam przez jeden moment Yamayę ..była to siostra ..zła siostra mojej mamy .
Szybko podbiegłam do Eleanor i oddałam jej klucz . ;
-Gdzie teraz się wybieramy ?-zapytałam podnosząc suknię do góry aby jej nie przydepnąć i właśnie w tym momencie zauważyłam ,że mam jeszcze na sobie trampki .Stanęłam jak wyryta ,ona też po chwili obróciła się .
-Co się stało ?
-Mam jeszcze trampki zapomniałyśmy o butach ..-podniosłam do góry nogę .
-Czekaj , tu ..Nie ruszaj się i niczego nie słuchaj .-jej ostrzeżenia wydawały się być straszne .-pobiegnę szybko , nie musisz się martwić do tej sukienki do kompletu są buciki ..zaraz wracam !-krzyknęła i pędem zbiegła ponownie ze schodów .
Stojąc ,tam sama , w oczy rzucił mi się pewien , obraz ..poczułam jak do mózgu napływa mi impuls . Obraz ten przedstawiał moją siostrę , co też zauważyć , nie było go tu wcześniej .
Przypatrywałam mu się ze łzami w oczach i ściskając pięści ..przypatrywałam się jak powoli znika .
Po chwili usłyszałam jak po schodkach biegnie zdyszana Eleanor .
Miała w ręku , piękne szpilki podobnie zdobione do sukni .;
-Pproszę ..-biorąc co chwila głęboki oddech podała mi buty.
Założyłam je na nogi , były idealne , trzymając w ręce trampki spojrzałam na nią pytając co z nimi zrobić. Wzięła je ode mnie i postawiła w rogu a one po chwili zniknęły . Starałam się dać jak najmniej znac ,po mnie ,że jestem smutna.;
-To gdzie teraz ?-powtórzyłam pytanie .
-Idziemy cię uczesać .-wciągała się po poręczy , będąc zmęczona po pośpiesznym biegu do mnie .
-Mam nadzieje ,że tylko mnie rozczeszą ..nie chce jakiejś bujnej fryzury ..-powiedziałam poprawiając moje długie brązowe włosy ,które były zniszczone po całych przeżyciach .
-Jak je poprosisz ..Chociaż wątpię aby cię posłuchały ..może ja coś zdziałam .-odrzekła , po czym znalazłyśmy się piętro wyżej , niż byłyśmy .
Ukazał się nam długi szeroki korytarz , oświetlony lampkami , z brylantów .
Przechodziły obok nas podobne , dziewczyny do Eleanor , tylko troszkę wyższe .
Przyglądały mi się z fascynacją i jedna do drugiej szeptała coś na ucho spoglądając co na moją twarz a co na sukienkę .
Każdy kto przechodził obok , nas miał bujną i wymyślną fryzurę ,czego chciałam uniknąć .
Podobały mi się ,owszem , ale nie wyglądam dobrze w tego typu rzeczach .
Zatrzymałyśmy się przy złotych drzwiach po lewo korytarza . Na środku nich był mały srebrny grzebyczek .
Zapukałyśmy po czym usłyszałyśmy dziwne słowa w odpowiedzi , których tylko ja nie zrozumiałam .
Weszłyśmy do środka , na prawo , rząd luster a przed nimi krzesełka , na których siedziały czesane stworzenia , które miały być gośćmi na Radzie dzisiejszego wieczoru . Nikt nie zauważył jak wchodzimy .;
-Czemu nikt nas nie widzi ?
-Gdyż twoja kreacja , a ma być niespodzianką dla wszystkich ,nikt nie może cię ujrzeć . Więc użyłam , chwilowego proszku niewidzialności . A teraz prędko do tych drzwiczek .-pobiegłam jak kazała . Wpadłam do małego pomieszczenia , tak ,że było tam tylko lustro , krzesło i mała wanienka .;
-Witam serdecznie .-odrzekł ciepły głos .
-Proszę usiąść , umyjemy Pani włosy , jaką fryzurę sobie Pani życzy .?-Powtarzała ciągle w kółko sowo Pani , że czułam się jak ważna osoba , którą wcale nie byłam .

  • awatar Dream ...: Podoba mi sie ; ** Ciekawa jakie wrażenie zrobi na nich ? ; dd I jaką fryzurę ? ^^ Gif i zdjęcia boskie < 3
  • awatar A'nasa ♥: Bardzo ciekawe :) Najlepszy gif :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wyszłam jako ostatnia , zamknęłam za sobą drzwi . Spojrzałam z żalem na to przepiękne miejsce gdzie kiedyś żyła moja ciotka ..Wzięłam głęboki wdech i głośno wypuściłam powietrze . Wiedziałam ,że nawet jeszcze dziś to miejsce stanie się ruiną ,bądź następną siedzibą tych okropnych stworzeń .
Wszyscy odchodzili nie oglądając się za siebie , a ja szłam tyłem i starałam się przypatrzeć zameczkowi i zapisać go sobie w pamięci .
Chris chwycił mnie za rękę i się uśmiechnął ;
-Czemu jesteś taka smutna , coś cię gnębi?-zapytał gładząc moją pobladłą twarz drugą ,wolną ręką .
-Nie , nic ..-odrzekłam , i kaszlnęłam i spojrzałam na Sauna ,który szedł jako pierwszy wyznaczając drogę .
Zeszliśmy ze stromego pagórka i przywitała nas rzeka . Była dość szeroka a prąd silny .
Staliśmy w bezruchu zastanawiając się co zrobić kiedy zobaczyliśmy ,że coś płynie z nurtem rzeki .
Podeszłam bliżej wody ,było to czyjeś ciało .
Brodaty rycerz ,blizna na twarzy ,brak jednej ręki . Jednak ona była już stracona dawny czasy , gdyż , zaszyta .
Jego ciało zahaczyło o kamień ,który był w rzece .;
-David , ja chcę iść po jego ciało .. Jego rodzina na pewno by chciała aby był pochowany a nie zjedzony .-powiedziałam i postawiłam jedną nogę w wodzie , jednak szybko ktoś złapał mnie za bluzę i pociągnął do tyłu .
-Głupia ! Co ty robisz , nie wiesz ,że w wodzie niebezpieczniej niż na lądzie . Tyle stworzeń..-krzyknął wampir Miachael a jego źrenice się momentalnie powiększył a oczy zapłonęły czerwienią .
-Ja wydobędę jego ciało .-krzyknął Jacob ściągając koszulkę . Było strasznie zimno jednak dla takich stworzeń jak wilkołaki , to nie ma znaczenia .
-Ej !-chwyciłam go za ramię . -Uważaj .-uśmiechnęłam się a on odwzajemnił gest i wskoczył do wody .
Wszyscy ustawili się przy brzegu rzeki i go wypatrywali . Co chwila ukazywał się kawałek jego ciała ,zazwyczaj ręki.
Jednak po chwili zniknął , nie było już go widać , David wpatrywał się w wodę z nadzieją , że się za chwilę wynurzy jednak tak nie było .
Minęło dziesięć minut a po nim ani śladu . Zaczęłam się obwiniać , każdy już wiedział , że porwał go silny nurt rzeki Szfer .
Usiadłam i zaczęłam płakać a z moich oczu znów spływały krwawe łzy .
-Nie płacz to cię osłabia .-powiedziała zasmucona Diachn .
-Ja , wiem .. Nie wiem , co robić .. Niech się wykrwawię na śmierć i żadna , ale to żdna osoba nie umrze już przeze mnie .-czerwona łza spadła na moje kolano .
-Przestań .-krzyknął Christopher .
-Nie możesz się obwiniać .-dodał
-Ale , to ja ..-nagle przerwał mi krzyk Anny ,wampirzycy ,stojącej przy brzegu .
-Hej , on tam jest !-wrzeszczała podskakując i pokazując palcem na kamień o który zahaczyło się ciało nieznajomego .
-Hej ,! Jacob , ty żyjesz szybko do brzegu !-rozległo się wołanie wszystkich .
Każdy w napięciu przypatrywał się jak bierze rycerza na plecy i płynie w naszą stronę . Moje serce się radowało , że przeżył , był dla mnie więcej niż zwykłym towarzyszem ale moim przyjacielem .
Po chwili cały przemoczony stanął na brzegu , jego ciało było poranione ,delikatnie ułożył ciało człowieka* na ziemi .;
-Proszę Felicjo .-uśmiechnął się a ja mu się rzuciłam na szyję .
-Ty żyjesz ,! -szepnęłam ściskając jego ramiona dłońmi i potrząsając z nie do wierzeniem .
-Tak ja żyję , ..-zaśmiał się . A w pewnym momencie jego rany ,które były dość głębokie ,zaczęły zanikać .
-Jak to ..?-przejechałam ręką po jego plecach , gdzie znajdowało się wielkie rozcięcie ,które mogło by spowodować śmierć u człowieka .
-Twoje rany zanikły , ..Ja wiem dlaczego .-Edwarda podeszła bliżej i tajemniczym wzrokiem przyjrzała się Jacobowi .
-Zostałeś zaatakowany ,przez potwory morskie , rozszarpywały ,chciały rozszarpać twoje ciało na setki kawałków , ale co cię od tego uwolniło ?-spojrzała na niego pytająco .
-..Znajdowałem się pod wodą , próbowałem wypłynąć ale jej tafla stwardniała , nie wiem jakim cudem .. Widziałem tylko ciemność , brakowało mi oddechu a jak powiedziała Edwarda były tam potwory morskie , te okropne syreny .
Ciągnęły mnie , w dół , nie dawałem rady było ich dziesięć . Ich paskudne twarze przemykały , ciągle przede mną śmiejąc się . Nagle ujrzałem małe światełko , złapałem je a wszystkie uciekły .. A ja spokojnie wypłynąłem na powierzchnię .-odpowiedział .
-I ty nie jesteś w szoku !?-krzyknęłam .
-..Nie ..-powiedział i podszedł bliżej mnie .-Ty płakałaś !?-krzyknął .
Skinęłam głową w bok , marszcząc twarz .
-.Nigdy nie płacz, jeśli umrę ..To nic wielkiego ważne ,żebyś ty przeżyła .-krzyknął ponownie .
-On ma rację , nawet jeśli ,któreś z nas umrze , nie płacz . Bo czasem twoje łzy są krwawe a to cię osłabia .-Chris ,podszedł bliżej pocałował mnie w policzek , na którym była zaschnięta krew.
Stanęłam pomiędzy ich dwójką . Położyłam im ręce na ramionach ,odwróciłam głowę w stronę Christophera .;
-Jesteś , moim największym skarbem . Gdyby nie ty nie podniosła bym się po stracie Łukasza , Kocham cię ..- ..i uśmiechnęłam się ,po czym odwróciłam głowę w stronę Jacoba.;
-Jesteś najlepszy .-zaśmiałam się .-Najpierw byłeś strasznie nachalny , i nie sądziłam ,że będziesz moim najlepszym przyjacielem .
Uwielbiam cię .-ponownie wykonałam uśmiech i odeszłam do reszty . Kiedy obejrzałam się za siebie Chris i Jacob rozmawiali przyjaźnie nawet podali sobie dłoń .
Nagle ,człowiek ,którego wyciągnęliśmy z rzeki powstał .
Wszyscy skamienieli , kiedy otworzył oczy były całe czarne . David podszedł do niego bliżej .;
-Czym jesteś i co cię tu sprowadza ?-zapytał
-Jestem sługą Pana i nie muszę ci nic mówić !-jego głos stawał się coraz bardziej straszny i głośniejszy .
A on tylko się zaśmiał i jeszcze raz próbował wydusić sensowne zdanie od nieznajomego .;
-Powiedz, mi co ci , jest ?-mówił ,podrzucając w ręce kamienia i chodzą w koło niego . Stał jak posąg ,ręce na baczność i wzrok wbity przed siebie .
-Wycofajcie się .-powiedział John i James .Wypowiedzieli te słowa w dobrym momencie gdyż właśnie w tedy ,ten człowiek rzucił się na Davida , którą zdążył go przycisnąć do drzewa tak ,że nie mógł się ruszać .;
-Wybaczcie , mi ..To on mi to zrobił ..Powiedzcie mojej rodzinie ,że ją kochałem..I nadal będę ..ko..- Zamknął powieki i upadł na ziemię .
-To było dziwne, co On mu zrobił ?-zapytałam przyglądając się ciału mężczyzny . Najdziwniejsze było to ,że widziałam jak jego dusza odchodzi , z jego ciała .
-On , to Rafaell , zawładnął jego ciałem ..To przykre .-Diachn wypuściła głośno powietrze .
-A teraz ruszajmy dalej , za długo tu jesteśmy , nie ma czasu . Pewnie , po tym zdarzeniu , zaraz ktoś się tutaj zjawi ..Czy to strzyga ..czy Dangal ..-powiedział Saun .
-Myślę , że przybędą tu Gobliny by zabrać jego ciało , dla Dangali aby mogły się najeść .. -rzekła Antcia
-A nie możemy go pochować czy zabrać ze sobą i pochować jego ciało gdzie indziej ?-zapytałam ,a w oczach miałam łzy , tym razem normalne . Gdyż w głowie miałam ciągle słowa ,aby powiedzieć ,że kochał .. a raczej kocha swoją rodzinę . Gdybym tylko wiedziała, kim jest jego żona od razu bym ją odnalazła i powtórzyła słowa jej męża .
-Nie , możemy go zabrać , gdyż informacja . O jego śmierci już dotarła do najbliższego obozu śmierci .. czyli wiecie kogo .
Zaraz zjawią się tu chmary ,różnych stworzeń . A gdybyśmy go zabrali ze sobą wytropili by nasz ślad i by szli za nami .
A gdy go tu pochowamy oni go i tak odkopią ...eh.nie możemy mu już pomóc .-wzruszył ramionami Saun .
-Tylko jak przejść przez rzekę ?-spojrzałam na niebezpieczne wody .
-Parę , Guli* ( Guli* czyli metrów ) ..jest mostek , stary zbudowany przez Elfy , teraz sobie o nim przypomniałem .-dodał .
Przeszliśmy ,rzeczywiście mały kawałeczek a naszym oczom ukazał się mały mostek .Wykonany z Elfickiego ,drewna . Cały w jakieś napisy ,których większość z nas nie rozumiała .
Byliśmy już na drugim brzegu , rzeki ,znów zaczęła się wspinaczka po d górę miedzy iglastymi drzewami .
Musieliśmy ,pójść , parę Guli w prawo . Gdyż zboczyliśmy z naszej trasy ,znaleźliśmy się na przeciw ,miejsca , w którym został , zmarły nieznajomy .
Saun miał rację od razu ,była już tam grupka Goblinów . Przyglądaliśmy się im z ukrycia ,nie było nas widać , gdyż ,zasłaniała nas ściana wielkich konarów drzew.
Nie mogłam patrzeć , jak rozrywają jego ciało na kawałki i przyśpiewują jakieś diabelskie piosenki śmiejąc się z rozlewu krwi .
Nagle jeden z Goblinów , podszedł do miejsca gdzie siedziałam i płakałam .
Przykucnął i polizał ziemię , zaczął dziko wrzeszczeć .;
-Prędko , i cicho biegnijcie , pod górę , wyczuli ,twoją krew , i wiedzą ,że jesteś gdzieś w pobliżu .
Nie rozdzielajcie się biegniemy , zwartą grupą .-szepnął Saun .
Nie szybko znaleźliśmy się na górze , ten pagórek był wyższy od tego zbocza z którego schodziliśmy .
Po czym znów musieliśmy zejść , droga była ,znów w dół nie należała do najlepszych . Wszędzie znajdowały się krzewy owocu Machai ,którego kolce byłe strasznie ostre i wbijały się w skórę .
Kiedy zeszliśmy , przed nami mały lasek , był jak każdy mroczny ale już nie tak straszny i ciemny jak wszystkie . Wydawał się być bardziej , spokojny .
Szliśmy aż do następnego ranka , bez przerwy , nic się nie działo . ;
-Zatrzymajmy się ..Proszę .- powoli opadałam z sił .
-Saun ! Proszę ona zaraz zasłabnie .-Chris podtrzymywał mnie .
-Jeszcze chwilę , Felicja wytrzymaj .-powiedział i z wielką uwagą wypatrywał czegoś.
Nagle na jego twarzy ukazał się wielki uśmiech , a przed nami ogromne drzewo .;
-Jesteśmy u serca lasu . U moim przyjaciół , którzy nas przenocują i dadzą jeść i nowy prowiant .-powiedział i zapukał w korę drzewa a nagle ukazały się drzwi .
  • awatar Bez Granic ♥: Już sie bałam , że Jacob nie wróci ; cc Nie , no genialny rozdział ; ** Niech ona nie umiera < 3 Dobrze że znaleźli to drzewo , teraz będą chociaż na chwile bezpieczni ; )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Saun , zamarł ,po chwili chwycił się za serce i nie mógł nabrać powietrza .;
-Żyjesz !Co ci jest ?!-krzyczałam a w popłochu upuściłam fotografię .Spadała powoli jakby unosząc się w powietrzu .Jednak przed samą ziemią zapłonęła żywym ogniem i zniknęła .
Poczułam jakby w plecy ktoś mi wbijał nóż a ja sama rozpadałam się na setki kawałków .;
-Co się tutaj dzieje .. Saun ..Powiedz mi proszę .-upadłam na ziemię i przebierając resztki popiołu patrzałam na wysokiego mościa ,który już ochłonął.
-Nie rozmawiajmy o tym ..Nie masz żadnej siostry ,pomyliło mi się ..przepraszam..-wydawał się być wystraszony i spłoszony ciągle rozglądał się za siebie .
-Ale jak to ! Przecież jeszcze przed chwilą , była na fotografii ,rozmawialiśmy o niej ..I czemu ona przybrała także imię Felicja .. Co to ma znaczyć !?-wstałam powoli ,i zaczęłam chodzić w kółko .
-..Przepraszam , ale nie mogę ci nic więcej powiedzieć .
-Ale jak to ?!-podszedł bliżej do mnie , przed czym jeszcze się rozejrzał w około .
..Zrozum.-wziął głęboki wdech .- nie możemy o niczym bezpiecznie rozmawiać ..On nas śledzi , on zna nasz każdy ruch ..trzeba być czujnym ..musisz mnie zrozumieć .-odszedł ode mnie i głośno wypuścił powietrze .
A ja tylko się zająknęłam ,odchyliłam głowę do tyłu zasłoniłam twarz dłońmi .
Saun podszedł do mnie jeszcze raz i oparł swoje wielkie dłonie na moich ramionach .;
-Musisz być silna , jeśli ty tego nie przezwyciężysz , nie przezwyciężysz zła ..nikt inny nie może tego zrobić . Wiem ,że straciłaś wiele ukochanych ci osób , ale wiedz ,że jeszcze je kiedyś zobaczysz ale teraz najważniejsze jest twoje dobro i twoich przyjaciół jakże i całego świata ..
-Ja wiem ,ale ja nie mogę ..już tyle ..tego ..czemu akurat ja..-zaczęłam płakać .
-Wiem , też ,że ci ciężko ..Dowiesz się kiedy nadejdzie koniec tych okropnych dni ..uwierz mi jeszcze raz ..dowiesz się o wszystkim o czym teraz ci nie mogę powiedzieć jak nie ode mnie tak od kogo innego .
Ja chcę brać udział w tej wojnie ..i mogę umrzeć chociaż by za ciebie .. i za inne stworzenia .-Powstrzymałam łzy i uśmiechnęłam się .
-A teraz lepiej już stąd chodźmy ..-dodał .
Wyszliśmy i kierowaliśmy się tym samym korytarzem , nic nie mówiłam tylko przyglądałam się ciemności ,która zostawała za nami i łudziła się pogłębiać .
Doszliśmy do schodków, znów głuchy szept i chłodny wiatr na karku .;
-Saun , co to jest ?-szepnęłam wchodząc na pierwszy stopień .
-Ciszej , ignoruj to ..a teraz szybko .-Po paru sekundach weszliśmy na górę .
Przeszywały mnie dreszcze na myśl ,że mogła bym tam siedzieć dłużej i błądzić w ciemnościach .
Zobaczyłam ,że Chris biegnie w moją stronę . Więc i ja pobiegłam do niego , przytuliliśmy się .;
-Felicja , gdzie ty byłaś !?-krzyczał .
-Nadole .-odpowiedziałam wskazując palcem w dół .
-A kto to jest ..?-spojrzał na Sauna .
-Jest to mężczyzna z plemienia Sauvages , opowiedział mi o wszystkim ..ale ..-przypomniałam sobie znów o mojej siostrze , chciałam powiedzieć o tym jemu .Ale ugryzłam się w język .
-Spotykałem ich czasem na granicach lasów .-Chris ucałował mnie jeszcze raz w czoło.
Nagle ze schodów zbiegła gromadka chłopców a za nimi powoli schodziły Diachn , Alisa ,Edwarda i wampirzyce .
Wszyscy mierzyli ,wzrokiem Sauna , tylko staruszka uśmiechnęła się na jego widok .
-Czy moje oczy mnie nie mylą , czyż to Jedna z Pięciu ?-Wysoki mość podszedł bliżej Diachn i uklęknął przed nią . Jednak nadal był wyższy od niej .
-Nie mylą cię drogi , wędrowcu ..-odrzekła .
-Co takiego ,cię tu sprowadza ?-zapytała poprawiając chustę która zwisała jej z pleców .
-Chyba pani wie , -spojrzał na mnie .Staruszka tylko przytaknęła i poprosiłą go na rozmowę w cztery oczy .
Wszyscy zaczęli mnie wypytywać co i jak jednak stwierdziłam ,że lepiej będzie jak każdy szczegół zostawię dla siebie .
Każdy rozsiadł się , na jakimś krześle czy na jakiejś kanapie .
Ich rozmowa trwała bardzo długo ,Leo , Jonh i Cameron zasnęli .
Z dworu było słychać jak kropelki deszczu rozbijają się o chłodną jesienną ziemię .
Wyobrażałam sobie ,że siedzę u mnie w pokoju sącząc gorącą herbatę i czytając ulubioną książkę ..że słyszę jak ktoś puka do drzwi i jest to Łukasz .
Na samą myśl o nim serce zaczęło mnie kuć .

Po dwóch godzinach z sali balowej wyszły dwie postacie .,Diach i Saun .
Szybko wstałam i do niech podbiegłam ;
-Czemu kazałaś nam pozamykać drzwi ? I po co David i reszta byli w piwnicy ..?-zatrzymałam ich na chwilę A staruszka wzięła głęboki wdech i powiedziała;
-Kazałam wam to zrobić dlatego , gdyż z obliczeń ,Edwardy wychodzi na to ,że oddziały Rafaella powinny za pięć godzin , przybyć tutaj . Wolałam abyśmy byli zabezpieczeni , za chwilę wyruszamy ,Saun zna drogę, dzięki której dotrzemy bezpiecznie do Santosa ..Powiedz reszcie aby spakowała rzeczy .-spojrzałam , na moje dłonie i one znów były blade .
-Dobrze, -odrzekłam zginając palce i dłoń przykładając do twarzy , a ona była zimna.
Pobiegłam do wszystkich i wytłumaczyłam całą sytuację .Każdy pobiegł do swojego pokoju , ja i Chris także .
Otworzyłam drzwi i podeszłam do chłopaka .;
-Ja umrę .-spojrzałam na niego i uroniłam łzę .
-Nie, ja na to nie pozwolę .-przeczesał swoją ręką moje włosy i pocałował mnie ..
-
 

 

Stałam ,przez chwile sparaliżowana . Ciągle myślałam o Davidzie i reszcie bałam się o nich . Chodź wiedziałam ,że im nic takiego nie grozi zżerał mnie wielki strach .;
-Nie pamiętasz mnie ? Możliwe ,że się pomyliłem ..-nieznajomy zaczął mówić do siebie .;
- Kim ty jesteś ..Czemu mnie tu zaprowadziłeś ..To ty mnie wołałeś !?-zaczęłam zadawać masę pytań .
-Moje imię to Saun ,należę do plemienia Sauvages .Miała powtórzyć się historia ,więc przybyłem tutaj ..czekałem na ciebie pięćdziesiąt lat .-
jego oczy były zatopione w małym okienku na końcu pomieszczenia .
-Jaka historia ...Pięćdziesiąt lat ?!-usiadłam na ławie .
-Czy możesz wytłumaczyć mi wszystko ? Każdy mówi inną wersję i nie wiem co jest prawdą-dodałam .
-Jasne . Wyglądam ci na 30 latka ..jednak mam 29 890 lat ..lat to mało jak na nasze plemię . Brałem udział ,w 1/4 wojen które się działy z powodu Rafaella .
Jednak przed nim było wielu panów ciemności , aż w końcu wszyscy zespolili węzy i stworzyli zło doskonałe ,było to pierwszego dnia świata ,kiedy był pierwszy ranek ,pierwszy powiew wiatru . Oni w mroku świata go stworzyli nikt nigdy go nie pokona , żyje ono w podziemiach świata .Dawnymi czasy wysłali Rafaella aby znalazł zaginiony klucz , który otwiera podziemia i uwalnia bestię .
Nie wyobrażasz jej sobie , nikt jej nigdy nie widział .
Król ciemności ,czekał na odpowiedni moment aż staniesz się świadoma .
On wie ,że ty wiesz gdzie jest schowany klucz .
Nie zabiję cię na razie ,pozwoli znaleźć klucz a potem znajdzie cię i odbierze klucz ...-spojrzał na mnie pełen żalu .
-Ale jak to nie rozumiem ...Skoro stworzyli to zło , to czemu je zamknęli ? ..-zapytałam nieświadoma .
-Jeden z królów ,nie zezwolił na użycie swojej mocy .Jednak inni go siłą zespolili i przemienili w cząstkę tego potwora .
Ale on ubezpieczył się przed tym i razem ze Starymi Elfami wykuł klucz .
Ze szczerego złota ,zdobiony najdroższymi kamieniami w całej Enti .
Pewna wielka czarodziejka ,jeśli pamięć mnie nie myli zwała się Diachn.
Rzuciła na Eragora *tak zwał się ,król ,który sprzeciwił się reszcie*zaklęcie,które miało na celu to ,że kiedy ,zespolą go z innymi ..On zamknie im drogę do dalszego działania .
..-na imię Diachn , dostałam błysku w oczach .
-Jak to Diachn ..? Tak się nazywa staruszka ,,która ze mną wędruje .-powiedziałam a Saun ożył .
-Opowiesz co dalej ?-oparłam głowę na ręce i słuchałam historii .Ciekawiło mnie to ,że nawet nie zważałam na fakt ,który ujął w pierwszych zdaniach ,że umrę .
-Oczywiście , kiedy powstało ..zło .-chciał dokończyć jednak ja mu niespodziewanie przerwałam .
-A czemu mówisz zło , przecież musi mieć jakąś nazwę .?
-..Nikt nigdy nie wypowiada tego słowa ,ale dla ciebie mogę zrobić wyjątek ..Mefistofeles..Wiem trudna nazwa .-Kiedy to wypowiedział , rozległ się cichy szept , który niósł moje imię po czym znów ujrzałam smugę cienia i bladą twarz tym razem w kącie .Wstałam szybko i podeszłam bliżej jednak to zniknęło .
-Uważaj na nie . Są to demony ,które na to słowo ,robią wielkie poruszenie ,cieszą się .Mogą ,rzucić na ciebie zaklęcie ,nie schodź,tu sama , jest ich tu wiele .-powiedział i wyciągnął w kieszeni mały woreczek . Wysypał z niego na stolik troszkę szarego proszku .Uniósł rękę i położył na nim . Zamknął oczy i wypowiedział po cichu jakieś słowa . ;
-Co ty robisz ?-zapytałam przyglądając się jak pył unosi się i opada .
-Musiałem ,sprawdzić , czy wszystko jest dobrze i oczyścić cię i siebie z tego słowa . Nie jest za dobrze kiedy nosisz ,je w sercu lub w głowie . Lepiej je wymarz z pamięci tym lepiej dla ciebie .-odpowiedział i i zgarnął proszek znów do woreczka .
-No dobrze ,mów dalej ..-odrzekłam .
- Powstało wielkie zło , a działo się to w środku ziemi , tam gdzie ,żywi wstępu nie mają .Chciało się wydostać na zewnątrz , jednak , nie mogło .
A właśnie w tedy ,ktoś ..już nie pamiętam kto to był wiele historii przechodziło przez moją głowę i już nie wiem .Ten klucz został schowany przez zaklęcie chowające ,które wysyła daną rzecz gdzieś ,gdzie nikt jej nie znajdzie oczywiście na terenie Enti . I jak mówiąc, ktoś kiedyś spacerując drogą ,znalazł ten klucz .A teraz nie wiadomo gdzie on jest ..
..Teraz sobie przypominam , nikt nie wie kto go znalazł ..i nikt nie wie gdzie on może być . Rafaell szuka go ciągle ,najpierw chce zapanować nad całą krainą i naszą i ludzi . Słyszałem pogłoski od myszy , które przemieszczają się po całym świecie i znoszą mi informacje , że pozabijał wszystkich ludzi . I zajął ich świat .-szybko na myśl przyszedł mi mój tata . Mała łezka spłynęła mi po policzku . Starałam się ukryć smutek ,tęsknotę ,ból i żal .
-A co do dziewczyny ,z kim mnie pomyliłeś i kogo był ten portret w korytarzu ?-ścisnęłam pięści .
-Jest to dziewczyna ..Też nosi imię Felicja, wyglądacie tak samo .-uśmiechnął się .
-Jak to ,czemu wygląda tak jak ja ?-zmarszczyłam brwi .
-Sam nie wiem ,czemu wyglądacie tak samo .Jest dobrą osobą ,ale poją ją Rafaell ,kiedyś myślał ,że to ty jednak , zdążył zrozumieć ,że prawdziwa wybranka ,to nie ona . I teraz torturuje ją , ona pracuje ,buduje nowe pałace sprząta w nich .Biedaczka ..ale ,wiem ,że sobie poradzi .-zakończył.
-Jestem debilką , powinnam się zabić , skoro niby tylko ja wiem gdzie jest ten klucz ,powinnam umrzeć i było by po problemie .-przeczesałam ręką włosy .
-To nie takie proste jak myślisz ..jeśli umrzesz ..eh..nie mogę ci teraz tego powiedzieć , wytłumaczę ci wszystko potem .-poklepał mnie po ramieniu .Uśmiechnęłam się sztucznie i podeszłam do małej szafeczki ,otworzyłam ją i ujrzałam zdjęcie .Na którym była moja ciotka ,mama ,tata i a na ich rękach dwie małe dziewczynki .;
-Saun , co to jest .?-zapytałam przypatrując się czarno białej fotografii .
-Nie ,wiem nigdy tego tu nie było ..Ale jest to ..
-Tak wiem moja rodzina .-przerwałam mu .
-A te dwie dziewczynki ?-spojrzałam na jego twarz .
-To ..to ty i twoja siostra tuż po urodzeniu ..
-To ja mam siostrę !-krzyknęłam .
-Wydaję mi się ,że jest nią właśnie druga Felicja ..-odpowiedział i odwrócił zdjęcie na drugą stronę i widniał mały napis wyryty w srebrze .
"Małe aniołki ,Megan i Felicja ..przykro nam ,że nie możemy was wychować,kochamy was i pamiętajcie , wszystko co najlepsze zawsze jest na końcu ".
Po czym nagle jedno dziecko zniknęło z fotografii
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›